Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 004 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

___PREMIERA KSIĄŻKI "MIRABELLA" MIKOŁAJ MAZIARZ___ EMPIK, Merlin.pl oraz ponad 60 księgarni internetowych

SERDECZNIE WITAM CIEBIE NA MOIM BLOGU!!! JESTEM CZŁOWIEKIEM Z WYBORU, KTÓRY PODĄŻA PRZEZ ŻYCIE REALIZUJAC NAJWIĘKSZE MARZENIA. PREZENTUJĘ ABSURDALNY HUMOR, SPECYFICZNY STYL PISARSKI ORAZ JESTEM WIERSZOKLETA SAMOISTNIE NARODZONYM PEWNEJ WRZESNIOWEJ NOCY 2004 ROKU. MAM SYNKA KTÓRY MA ZESPÓŁ ASPERGERA I DZIĘKI TEMU JEST TAK ORYGINALNY, ŻE CZASAMI NIE MOGĘ UWIERZĆ, ŻE BYWA ORYGINALNIEJSZY ODE MNIE SAMEGO, CO WYDAWAŁO MI SIĘ KIEDYŚ NIEMOŻLIWE. MA NA IMIĘ JULIAN I JEST DLA MNIE KIMŚ WYJĄTKOWYM. KOCHAM GO. A SAM JESTEM ARTYSTA-PISARZEM, KTÓRY ZAJMUJE SIĘ WYMYŚLANIEM INTERESUJACYCH HISTORII I TWORZENIEM Z NICH POWIEŚCI BELETRYSTYCZNYCH. MÓJ DEBIUT I KSIAŻKA "MIRABELLA" - SIERPIEŃ 2011. ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG, KTÓRY PORUSZA WIELE TEMATÓW Z RÓŻNYCH SFER MOJEGO ŻYCIA. PEACE NAD LOVE. zapowiedź wydawnicza mojej powieści: http://www.piszesie.pl/mirabella

THE PIERDZIELS - HISTORIA PRAWDZIWA (I JEDYNIE SŁUSZNA)

środa, 12 września 2007 14:03

The PIERDZIELS – HISTORIA PRAWDZIWA  (I JEDYNIE SŁUSZNA)

                                                                                                                             

 

Moje początki muzyczne i pierwszy kontakt z gitarą to rok 1991 i spotkanie w Liceum im. J.Śniadeckiego 2 osób, które spowodowały podjęcie decyzji o zakupie instrumentu zwanego gitarą. Otóż najpierw usiadłem w ławce z niejakim Kubą Ostapowiczem i  postanowiliśmy wspólnie założyć zespół. Obaj nie umieliśmy jeszcze na niczym grać, ale Kuba wiedział, że będzie basistą, a ja chciałem być gitarzystą. On kochał Faith No More i Red Hotów, ja Metallikę. Obaj uwielbialiśmy Acid Drinkers i chodziliśmy wspólnie na ich koncerty. Zakupiliśmy instrumenty i stworzyliśmy kapelę o nazwie Rouen Port. W niej śpiewał okazyjnie Krzysiek Kupść oraz na „perkusji” (pudełka i kartony) sporadycznie występował Artur Roszak, zwany Rożkiem. Graliśmy tak po domach i piwnicach to u mnie to u Kuby od czasu do czasu i trwało to jakieś 2 lata. Dzisiaj Kuba znany na rynku muzycznym jako KUBA O. Jest kompozytorem i producentem i tworzy muzykę dla wielu kapel hiphopowych takich jak J.W.P, którego jest członkiem, czy też HEMP GRU. Ma też za sobą współpracę z jazzmanem Tomaszem Stańko, co wystawia mu jak najlepszą opinię w środowisku muzycznym w Polsce. Z resztą zawsze był bardzo utalentowanym i piekielnie zdolnym basistą. Miedzy czasie zaliczył także epizod w kapeli „That’s All Folks”, w której zaczął grać zaraz po naszym Rouen Port i do której on sam mnie ciągnął na drugą gitarę. Jednakże wtedy z braku czasu na ćwiczenia i poświęcenie się muzyce - czułem, że abym sobie poradził, musiał bym naprawdę wziąć się za ostre ćwiczenia – zrezygnowałem z angażu. Chłopaki potem szybko się wybili i grali w klubach w Wawie, np. w Kotłach. I to grali naprawdę świetnie. Mam również w archiwach ichnie nagrania z tamtego okresu...

                                                                                                                              

 

Drugi osobnik, który mnie bardzo zaimprowizował do zajęcia się graniem był Filip Guntzel, wielki fan GUNS’N’Roses, a szczegółnie Slasha. Oprócz tego łączyło nas zamiłowanie do Metalliki i Acid Drinkers. Chodziliśmy do jednej klasy w tym samym liceum, z tym, że ja z Kubą Ostapem chodziłem tylko na początku, potem przeniosłem się do równoległej klasy. Filip był już wtedy świetnym, młodym gitarzystą rockowym w kapeli King’s Cross i był dla mnie wzorem do naśladowania. Filip charakteryzował się tym, że w zasadzie nauce w szkole nie poświęcał zbyt wiele czasu, natomiast całe dnie grał i temu wszystko podporządkował. Po latach nagrał płytę z Andrzejem Nowakiem z TSA i jego zespołem ZŁE PSY. O dziwo Filip grał tam na basie, ale wiadomo, że dużo łatwiej o angaż jako gitarzysta basowy, niż solowy, bo takich jest miliony, a o naprawdę dobrego basistę nie tak znowu łatwo. Słyszałem ze sprawdzonego źródła, że teraz znowu powrócił do gitary solowej i coś tam tworzy. To tyle pokrótce o moich początkach.

                                                                                                                          

 

Geneza powstania zespołu kolejnego: The Pierdziels... hmm początki datuje się na lata 1994-1995, kiedy to w Liceum Ogólnokształcacym przy ulicy Promienistej w Warszawie, do którego przeniosłem się w 2giej klasie, dwaj kumple z klasy - Marcin Powideł zwany potocznie Dżemem oraz Mikołaj Maziarz, czyli ja, postanowiliśmy urzeczywistnić w końcu marzenia o wspólnym graniu i zaczęliśmy coś tam brzdękać na przerwach i wesoło podśpiewywać. Obaj byliśmy zawodnikami RKS SARMATA i graliśmy w tamtym czasie w jednej drużynie. Łączyło nas także zamiłowanie to czasów beatlesowskich i filmu Backbeat. Siadaliśmy z Marcinem na korytarzu lub w męskiej toalecie i wykonywaliśmy różne hity. Marcin śpiewał i robił to naprawdę świetnie, a ja grałem na gitarze jako akompaniator. Utwory jakie mieliśmy w repertuarze to Stairway To Heaven – Led Zeppelin, Civil War- G’N’R, Mr.Postman – The Beatles, Imagine-John Lennon, Money – The Beatles i inne. Akurat był to schyłek nauki w liceum i zbliżała się studniówka, więc postanowiliśmy coś zrobić, aby nasze wysiłki nie szły na marne. Zapragnęliśmy skrzyknąć na szybko kapelę i zagrać na naszej studniówce. Był z tym spory kłopot, gdyż nie mogliśmy nikogo znaleźć w szkole, kto by zajmował się graniem i chciał z nami wystąpić. Bezapelacyjnie potrzebny był perkusista. Ewentualnie basista lub drugi gitarzysta. W końcu rozwiązała problem nasza koleżanka z klasy Gośka Górecka, której starszy brat Piotrek grał właśnie na perkusji. Gośka postawiła jedynie warunek, że pogada z bratem czy by zgodził się zagrać, ale ona też chce z nami wystąpić. O.k. - powiedzieliśmy z Marcinem i po kilku dniach okazało się, że możemy po woli zacząć próbować. Odbyliśmy jakieś 12-15 prób na przestrzeni 3-4 miesięcy. Próby odbywały się w szkole i spośród kilkunastu utworów jakie próbowaliśmy wybraliśmy 10, które wykonaliśmy na studniówce. Były to proste akompaniamenty akordowe (wiadomo, że z powodu braku drugiej gitary nie dało się inaczej), które sprawiły nam jednakże sporo satysfakcji. Ostatnią próbę przed dniem imprezy obejrzała jeszcze nasza wychowawczyni, na wypadek, gdybyśmy nie prezentowali się wystarczająco dobrze, ale okazało się, że była zachwycona naszym programem artystycznym. Zespół „Bez Nazwy” wystąpił więc na naszej własnej studniówce w styczniu 1995 roku w składzie Marcin Powideł – vocal, Małgorzata Górecka – śpiew, Mikołaj Maziarz – gitara, Piotr Górecki – perkusja, gościnnie w utworze „Love Me Tender” Marcin Adamczyk – piano(kolega z młodszej klasy). Teraz trochę żałuję, że ten kolega nie zagrał z nami we wszystkich pozostałych utworach (był świetnym, profesjonalnym muzykiem), ale...w tamtym okresie nie byliśmy z Marcinem P. jakoś zbytnio przekonani do niezbędności tego instrumentu w naszych utworach. Innymi słowy pianino to był dla nas lekki obciach. Ale człowiek był głupi hehe. No więc zagraliśmy następujące utwory wtedy:  1. Fever (z naszym tekstem o nauczycielach, który napisaliśmy z Marcinem)   2. Money – The Beatles 3. Imagine – J.Lennon 4. Mr.Postman – The Beatles 5. E.Grant – I don’t wanna dance 6. Blues 12-taktowy, który śpiewała Gośka z własnym tekstem o maturze 7. Twist&Shout – The Beatles. Drugie wejście mieliśmy po północy i zagraliśmy 1. Hey Joe – J.Hendrix 2. Hound Dog – E.Presley 3. Money (ponownie) 4. Love me tender (na samo piano) – E.Presley (śpiewałem to razem z Dżemem). Publice bardzo się podobało i dla nas była to też super zabawa i wielka satysfakcja.

                                                                                                                                

 

Międzyczasie, a nawet trochę wcześniej na mokotowskim gruncie zebrało się dwóch kumpli z podwórka i również postanowili zostać gwiazdami rocka. Kuba „Kuballica” Kasprzak i Sebastian „Basstek” Węgrzecki to jak wiadomo filary obecnego składu The Pierdziels. Panowie wówczas grali sobie na luzie różne utwory, pamiętam No Woman No Cry i blues pt. W moim domku. Wraz z nimi na drugiej gitarze pogrywał niejaki Dominik „Chopin” Seweryński – koleś, który miał już wtedy za sobą kilka lat szkoły muzycznej.  W każdym razie ja znałem z tej ekipy tylko Kubę. Wraz z nim postanowiliśmy połączyć siły i w składzie mieszanym mokotowsko-włoskim założyć kapelę grającą covery rockandrolowe, z perspektywą grania w pubach w przyszłości (AMBICJE OWSZEM BYŁY, ALE...). Pierwsza próba odbyła się więc w roku 1995 i to był najprawdopodobniej wrzesień. Po dwóch miesiącach grania weszliśmy do studia przy ulicy Rakowieckiej i pod okiem Pana Mareczka nagraliśmy jakieś 15 utworów demo. Kaseta, która wtedy powstała znana jest w podziemiu muzycznym pod nazwą JAJCARNIA.  Ciekawostką jest, że byliśmy zespołem, który nie posiadał gitary basowej. Obaj z Basstkiem graliśmy na gitarach, Kuba na garach, a Marcin na strunach głosowych. Poziom nagrań pozostawiał jeszcze wiele do życzenia, ze względu na brak doświadczenia i niewielkie umiejętności przez nas prezentowane w tamtym okresie, ale najważniejsze było to, że coś w ogóle robiliśmy. 

Utwory jakie nagraliśmy podczas tamtych nocnych, niedzielnych sesji i które znalazły się na naszym demo to:

                                                                                                                              

 Hey Joe(Hendrix), Money(Beatles), Get Back(Beatles), Imagine(Lennon), Tańcz Głupia Tańcz (Lady Pank), Sweet Home Alabama (Lynyrd Skynyrd), Yesterday(Beatles), I don’t wanna dance (Grant), Stand By Me(Lennon), Foxy Lady/Wild Thing(Hendrix), Come together(Beatles), Knockin’on Heaven’s door (Dylan), Angie(R.Stones), …And I love Her (Beatles) + 2 instrumentalne bez nazwy.

                                                                                                                               

 Skład zespołu:  

Marcin “Dżem” Powideł – vocal

Mikołaj “Mazik” Maziarz – gitara

Sebasstian „Basstek” Węgrzecki – gitara solowa

Jakub „Wodzu” Kasprzak ”Kuballica” - perkusja

                                                                                                                                

 

 

 

Po tym okresie z początkiem roku 1996 postanowiliśmy kontynuować naszą działalność. Zakupiłem gitarę basową i nowy wzmacniacz gitarowy. Od tego momentu grałem więc na basie, a Basstek na gitarze. Reszta zespołu bez zmian. Tak sobie pogrywaliśmy jakiś rok i potem z powodów różnych zawiesiliśmy działalność. Największym problemem było to, że Kuba nie miał gdzie ćwiczyć na co dzień i nie robił takich postępów jak wszyscy pozostali, co w pewnym momencie stało się poważnym problemem i uniemożliwiło dalszy rozwój.

                                                                                                                              

                                                  

W Międzyczasie Marcin ( czasowo perkusja - który okazał się bardzo utalentowany w tej materii i vocal) i ja(gitara,vocal), gdy zespół był w rozjazdach podczas wakacji 1996, dokonaliśmy nagrań na magnetofon kilku standartów rockowych. Wtedy powstały nasze aranżacje takich utworów jak: Last Caress (Metallica), Cry Just A Little Bit (Shakin’ Stevens), Keep me Hangin’ On(Rod Steward) oraz wtedy także powstała pierwsza aranżacja do utworu mojego skromnego autorstwa pt. „If you wanna live forever”, który mam nadzieję reaktywujemy kiedyś z Pierdzielsami. Ogólnie można by powiedzieć, że był to początek kolejnej odsłony w historii kapeli – przeszliśmy z grania rock’n’rollowego na rockowo-metalowe. Zapis tamtych prób mam do dzisiaj w moim archiwum.

                                                                                                                               

 

Kolejna odsłona to rok 1997 i krótki powrót do grania w trzyosobowym składzie, czyli Basstek- gitara / bas, Mazik – bas / gitara, vocal , Dżem – perkusja. Na tamtych sesjach narodził się m. in. kawałek, który w 2006 roku The Pierdziels mają w swoim repertuarze czyli NIE ODCHODŹ vel. Na Rogu Cień. Oprócz tego powstało 5-6 utworów autorskich i okazjonalnie jakiś coverek się trafił, ale postawiliśmy w tamtym czasie na własny repertuar. Wydawało się, że wszystko idzie w końcu we właściwym kierunku i wreszcie weszliśmy na właściwy tor ku karierze hehe. Potrzebny był jednak perkusista, aby Dżem mógł swobodnie skupić się na śpiewaniu i nawet się jeden świetny drummer trafił. Nazywał się Jakub Nowicki i po dwóch próbach zgodził się z nami grać. Musiał tylko skompletować sprzęt i mieliśmy w ciągu miesiąca ruszyć z tematem. Wtedy jednak...straciliśmy nagle miejsce do grania i trzymania sprzętu. Była to darmowa miejscówka, która nic nas nie kosztowała, więc jako, że wszyscy się wtedy uczyliśmy i nie mieliśmy funduszy, aby coś wynajmować, kapela zakończyła działalność z powodów niezależnych od nas samych. 

                                                                                                                                  

 

Co działo się potem? Ja. Mazik,w międzyczasie, jakoś w latach 1999-2000 to było, załapałem się na kilka prób do kapeli, która obecnie nazywa się FROG OFF na bas, ale jakoś nie podeszła mi tamta muza to po pierwsze, a poza tym miałem wtedy na głowie inne sprawy. Cholera...znowu coś ważniejszego niż muzyka, ale ze mnie ciołek hehe.  Werbował mnie tam taki jeden sympatyczny perkusista z Liceum na Promienistej Sebastian Parulski, którego nota bene poznałem przez moją mamę (skomplikowana historia hehe), a na gitarze grał niejaki Krzysiek Staluszka, ksywa Krisstal. Obecnie kapela ta działa i ma się dobrze z tego co wiem, ale z tamtego składu pozostał tylko ten ostatni. Wiem, że brali udział w przeglądzie kapel MŁODE WILKI ze 2 lata temu. Jej stronka to www.frogoff.com.

„Dżem” startował od czasu do czasu w różnych konkursach woklanych, z różnym skutkiem. Ostatnio, tzn. jakieś 1,5 roku temu, wziął udział w finale konkursu Gino Rossi, wykonując utwór George Michaela i poszło mu całkiem nieźle.

Basstek z tego, co wiem pogrywał sobie dalej w domu, Kuba także rzeźbił coś tam na tapczanie i tak to latka leciały. Reasumując 8 lat w sumie zmarnowanych przez nas czterech hehe. A kariera światowa była na wyciągnięcie ręki...hehe

                                                                                                                              

 

                                                                           

 


oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  679 338  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

GODAR - kapela kolegi

METALLICA LIVE

SWIFT

O moim bloogu

KONTAKT: velkrav@gmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 679338
Wpisy
  • liczba: 238
  • komentarze: 17068
Galerie
  • liczba zdjęć: 33
  • komentarze: 3
Bloog istnieje od: 3943 dni

Więcej w serwisach WP

Komediowo.pl

Pytamy.pl