Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 029 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

___PREMIERA KSIĄŻKI "MIRABELLA" MIKOŁAJ MAZIARZ___ EMPIK, Merlin.pl oraz ponad 60 księgarni internetowych

SERDECZNIE WITAM CIEBIE NA MOIM BLOGU!!! JESTEM CZŁOWIEKIEM Z WYBORU, KTÓRY PODĄŻA PRZEZ ŻYCIE REALIZUJAC NAJWIĘKSZE MARZENIA. PREZENTUJĘ ABSURDALNY HUMOR, SPECYFICZNY STYL PISARSKI ORAZ JESTEM WIERSZOKLETA SAMOISTNIE NARODZONYM PEWNEJ WRZESNIOWEJ NOCY 2004 ROKU. MAM SYNKA KTÓRY MA ZESPÓŁ ASPERGERA I DZIĘKI TEMU JEST TAK ORYGINALNY, ŻE CZASAMI NIE MOGĘ UWIERZĆ, ŻE BYWA ORYGINALNIEJSZY ODE MNIE SAMEGO, CO WYDAWAŁO MI SIĘ KIEDYŚ NIEMOŻLIWE. MA NA IMIĘ JULIAN I JEST DLA MNIE KIMŚ WYJĄTKOWYM. KOCHAM GO. A SAM JESTEM ARTYSTA-PISARZEM, KTÓRY ZAJMUJE SIĘ WYMYŚLANIEM INTERESUJACYCH HISTORII I TWORZENIEM Z NICH POWIEŚCI BELETRYSTYCZNYCH. MÓJ DEBIUT I KSIAŻKA "MIRABELLA" - SIERPIEŃ 2011. ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG, KTÓRY PORUSZA WIELE TEMATÓW Z RÓŻNYCH SFER MOJEGO ŻYCIA. PEACE NAD LOVE. zapowiedź wydawnicza mojej powieści: http://www.piszesie.pl/mirabella

WESOŁYCH ŚWIĄT

środa, 23 grudnia 2009 11:29
 
Na zaczynające się wkrótce Święta Narodzenia Bożego wszystkiego dobrego dla Ciebie, MazzBlog Czytelniku Wierny. Oto postanowiłem napisać własną wersję pewnej znanej wszystkim, podstawowej dla religii chrześcijańskiej, modlitwy. Wierzę w to, że Tobie się ona spodoba i nauczysz jej swoje dzieci, które mam nadzieję, będą jej prawdziwy przekaz lepiej rozumiały. Moja propozycja modlitwy Ojcze Nasz jest następująca:
 
 
„NASZ BOŻE OJCZE"
 
Nasz Boże Ojcze,
Który mieszkasz w Niebie
Niech święte będzie twoje imię
Niech przyjdzie twoje królestwo
Gdy postanowisz je nam objawić.
Niechaj stanie się twoja wola
Zarówno w niebie, jak i tutaj, na ziemi
Naszego chleba codziennego daj nam dzisiaj
I odpuść nam nasze ludzkie grzechy
Jak i my staramy się je odpuszczać ludziom
Z którymi na co dzień obcujemy.
Trzymaj nas daleko od pokus ziemskich
I opiekuj się nami.
Trzymaj z dala od wszystkiego, co złe na tej ziemi.
Uchroń od sił zła, które mieszkają w świecie
Dla nas ludzi niewidzialnym.
Amen.
 
 
 
NIE ZAPOMINAJCIE O BOGU, TAKA PROŚBA NA TE ŚWIĘTA.
 
NIE TYLKO KARPIK I GORZAŁA.
 
BÓG W TE DNI NUMBER 1.
 
DON'T FORGET.
 
WESOŁYCH ŚWIĄT.
 
LOVE, MIK
 
 

 


oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

CIEKAWE CO TO...HMMM... JAK MYŚLICIE CO TO JEST???

wtorek, 03 czerwca 2008 23:05

                                                                                                                                                                       

 

Jakoś mam od niedawna szczeście do napotykania takich oto ciekawych rzeczy. Gdzie się nie ruszę to coś w ten deseń i hehe ciekawe, co to takiego??? A piece of art or maybe something else appeared on this fuckin' watchamacallit???? Szweju mówi, żeby nie wierzyć w to co się widzi...no to może i nawet słuszna koncepcja...ale czy zawsze i wszędzie ona się sprawdza??? Interpretacja dowolna....ale ja wiem, co to jest. Jakoś czuję podskórnie, ale czy to właściwa pretacjainter tej pozornie nierzeczywistej rzeczywistości, opcjonalnie, tej oczywisnej oczywisności by DuckFuck? Przekonam się po śmierci. Let it die!!!

                                                                            

 

No i jeszcze nie zszedłem i planuję tutaj pozostać jeszcze przez jakieś 50-60 lat co najmniej hehe ale fajnie jest doświadczać czegoś czego innym nie było dane a niewiedzieć czemu mnie akurat jest sleep well all my friends!!!


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ON NA MOJEJ DRODZE - KOLEJNY PRZYSTANEK I TAKIE TAM

poniedziałek, 07 kwietnia 2008 21:43

 

 

Wiara czyni mnie spełnionym jej poszukiwaczem. Nie wiedziałem dokładnie, kiedy to się stanie, ale instynktownie wyczuwałem, że któregoś dnia, odnajdę to, czego znaleźć nie mogłem. Istnieje duża różnica między prawdziwą, szczerą, bezwzględną wiarą, a taką wyuczoną, nieprzebytą, nienaturalną, albo jej brak zupełny, który też jest przecież swoistą odmianą wiary. W coś innego. Każdy człowiek musi w coś wierzyć. Jeden wierzy w przeznaczenie, drugi w to, że pieniądze dadzą mu szczęście, a inny człek swawolny, w empiryczny sposób widzenia rzeczywistości, wykluczający wymiar świata pozaziemskiego. Nie mnie kogokolwiek oceniać. Piszę tylko o własnych odczuciach i przeżyciach. Ktoś mnie kiedyś prosił, abym mu opowiedział w jaki sposób poznałem Boga. W jakich okolicznościach go spotkałem. Odmówiłem. Powód był taki, że były to moje osobiste, moje i tylko moje przeżycia, w które i tak nikt, kto sam się z nim nie spotkał, nigdy nie uwierzy. Każdy na własną rękę, jeśli chce oczywiście, musi odnaleźć w sobie tą wiarę. Ewangelia według św. Jana opowiada o tym, jak po śmierci na krzyżu i zmartwychwstaniu, Chrystus przychodzi do swoich ziomali apostołów, czyli robi coś co teoretycznie jest przecież nie możliwe. Oni będąc z nim przez 3 lata i pomagając mu, słuchając jego nauk, mimo, że widzieli jak i czego naucza, co mówi i jakich dokonuje rzeczy, choćby uzdrawiając i przywracając do życia, tak naprawdę cały czas tak do końca nie wierzyli, że właśnie on jest tym Mesjaszem, który miał nadejść za słowem proroków. Byli tylko słabymi ludźmi i targały nimi wątpliwości, jak z resztą każdego z nas. Poddawali pod wątpliwość prawdziwość misji Jezusa na ziemi, mimo, że byli z nim cały czas i widzieli przecież wszystko to co uczynił, na własne oczy. Przeżyli ostatnie lata jego życia razem z nim i towarzyszyli mu do samego końca, jedni tracąc swą wiarę, inni mocną w nią powątpiewając. Nie byli pewni, czy on faktycznie powróci, w innej, nieznanej dla nich postaci i w ten sposób potwierdzą się jego słowa, którymi jako wysłannik Siły Wyższej, starał się odkupić ludzkie grzechy. On powrócił. Pojawił się w ich domu w postaci cielesnej. Udowodnił. Wśród apostołów zabrakło tego wieczoru św.Tomasza. Jezus powiedział, aby przekazali Tomaszowi, że on był tutaj. On oczywiście nie uwierzył mówiąc, że najpierw musi zobaczyć. Jezus to usłyszał i objawił mu się. Wtedy gościu nie miał już wątpliwości. Chrystus powiedział mu wtedy: Ty uwierzyłeś, bo zobaczyłeś. Błogosławieni ci, którzy uwierzyli, a nie widzieli.

                                                                                                                                                                                                                          

 

I tak to podobnie dzieje się z każdym z nas. Doświadczyłem ja wielu znaków i obecności Boga.  Tego, czego tak po prostu, bez wysiłku, żądając tylko jasnych dowodów, zobaczyć ani poczuć się nie da. Żądając od Boga przedstawienia papierów na to, że istnieje, bez chęci zaufania mu i poznania go naprawdę, nigdy go nie zobaczymy.  Inna sprawa, że stan, w którym mamy dowody na jego istnienie, nie jest już wiara samą w sobie, ale pewnikiem, czymś okropnie nudnym i powierzchownym. Cała esencja życia to znaleźć sposób na wewnętrzne zwycięstwo i danie sobie samemu szansy na poznanie tego czegoś, co jest według mnie najważniejsze w naszym życiu ziemskim, choć wielu z nas to zwyczajnie ignoruje, zapomina na codzień, dyskredytuje, nie dopuszcza do świadomości. Tak jest pewnie łatwiej, bez wysiłku idąc i biorąc za pewnik to, co jest w naszych dłoniach, przed naszymi oczami.

 

I tutaj jest właśnie cała tajemnica. Tajemnica życia. I tajemnica śmierci.

 Wracając do tego kogoś, z którym prowadziłem wtedy dyskusje teologiczne, nie chcąc opowiedzieć o tych moich przeżyciach i tłumacząc się szczerze chęcią pozostawienia tej sfery jako prywatnej, osobistej, a o której po za mną wie tylko moja Ania, dzisiaj postanowiłem odejść na chwilę od mojej deklaracji i opowiedzieć, a właściwie pokazać coś, co jest jednym z takich moich doświadczeń, dla mnie bezwzględnych dowodów na istnienie czegoś, czego wielu z nas zwyczajnie nie chce dostrzegać, albo się po prostu tego boi. Jest to kolejny znak, jakim Jezus Chrystus doświadczył mnie, kiedyś wielkiego Jarka niedowiarka, dzisiaj bezgranicznie mu oddanemu. Takich znaków otrzymałem już kilka i wiem, że kiedyś był je po prostu zignorował, nie zauważył, ominął i wyśmiał. Jednak teraz już nie mam wątpliwości, że trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte, by doświadczyć łaski boskiej, czyli obecności Boga tutaj na ziemi. Pokazując Wam to zdjęcie, które zrobiłem kilka dni temu, zdaję sobie doskonale sprawę, że wielu z Was go wyśmieje, inni po prostu zignorują, a Ci, którzy uwierzyli, a nie widzieli, zrozumieją po raz kolejny, jak wielki i wspaniały jest Jezus Chrystus. A on zawsze jest tutaj, tylko nikt go nie widzi. Biegając tylko za dobrami doczesnymi, zapominając, czym jest dobro, możliwe, że nigdy go nie zobaczą. Szkoda nam czasu na zatrzymanie się i pomyślenie o najważniejszej inwestycji naszego życia. Tak, to jest taka swego rodzaju inwestycja. Jest nią nasze miejsce w nieznanym, niezbadanym świecie, po drugiej stronie lustra. Czy chcemy tego czy też nie, czy wierzymy w to, czy tej wiary, z jakiś powodów już w nas dawno nie ma, albo może dopiero jej szukamy na naszej drodze po ziemskim łez padole, to miejsce gdzieś tam na nas czeka. Pytanie ile gwiazdek będzie miał ten hotel, który przygotowuje dla nas Bóg. To już tylko zależy od nas samych. Pozdrawiam.Mikuś. 

Jesus Christ Superstar!!! Check it out!!!

 

                                                          


oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

ROZWAŻANIA WIELKANOCNE A.D.2007

piątek, 06 kwietnia 2007 12:45

                                                                                                                           

Pierwsze Święta z Julkiem to czas dla nas wyjątkowy. Pierwsza pisanka zrobiona specjalnie dla niego. Pierwsza w jego życiu „święconka” i celebracja dni upamiętniających śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, który żyje w naszych sercach, no w każdym razie w moim na pewno od jakiegoś czasu. Jednym z moich największych marzeń było zawsze spotkać się z Bogiem. Kiedyś zastanawiałem się jak takie spotkanie może wyglądać, nie do końca tak naprawdę chyba wierząc w możliwość takiego zdarzenia. Człowiek rodzi się i w zależności od tego jaki stosunek do Boga i wiary w niego mają jego najbliżsi, tak on wyobraża sobie, co to właściwie jest ten Bóg i czy istnieje naprawdę, czy też jest wytworem jakiejś kolosalnej manipulacji.  I myślę, że generalnie ludzie dzielą się na tych, którzy PO PIERWSZE - nie wierzą w Niego w ogóle i odrzucają jego istnienie, kierując się w życiu wyłącznie pragmatyzmem i praktycznym zastosowaniem wpojonych zasad, bez brania pod uwagę udziału sił nadprzyrodzonych, PO DRUGIE - na tych, którzy wierzą w Niego bezgranicznie i przyjmują dogmaty, nieważne którego kościoła, jako prawdę bezwzględną, oraz TRZECIA grupa – równie ciekawa, a może nawet najbardziej interesująca pod względem funkcjonowania w nowożytnym społeczeństwie  – to ci, którzy są jakby rozdwojeni pomiędzy tymi obydwiema odłamami filozoficzno-duchowymi. Wszystkie trzy grupy podlegają dogłębnej analizie i są, lub mogą być, wielce fascynujące w rozbiorze analitycznym.

Weźmy grupę numer 1. Jaka może być przyczyna przyjęcia takiego właśnie założenia o niebycie tej boskiej energii pozaziemskiej w naszym życiu? Po pierwsze może zostać wpojona przez ateistycznych rodziców postawa negująca istnienie Boga (właściwa lub nie - to kwestia osobista każdego człowieka), która prawdopodobnie została również przekazana im przez ich rodziców itd. Więc jest to sprawa zasad przekazanych kolejnemu pokoleniu. Kwestią zasadniczą jest czy w toku rozwoju osobistego i poznawania świata na swój własny, indywidualny sposób, osobnik ten spotka się z sytuacją lub też z innym drugim człowiekiem, który to skłoni go do głębszego zastanowienia się nad tym, czy pogląd ów jest, aby na pewno subiektywnie prawdziwy. Jeśli pojawi się u niego chwila refleksji nad sensem istnienia, zacznie on analizować różne sytuacje i dojdzie prawdopodobnie do wniosku, iż jest to kwestia warta chociażby zatrzymania się na chwilę. Tutaj może po jakimś czasie, przy sprzyjających okolicznościach, dojść do przewartościowania światopoglądu. Ale nie musi i często nie dochodzi. Czasami może to zadziałać w drugą stronę. Otóż człowiek przeżywający rozmaite cierpienia odwraca się od Boga, obwiniając go za wszystko, co go złego w jego mniemaniu spotkało. Jest to naturalny odruch, szczególnie przy rozmaitych ciężkich doświadczeniach, jak na przykład niezawiniona śmierć bliskiej osoby. Osoba naprawdę głęboko i szczerze wierząca w to, że tylko Bóg może dać człowiekowi poczucie prawdziwej siły, bezpieczeństwa i komfortu nie odczuwania świadomego lub podświadomego lęku przed śmiercią, który to jest źródłem wszystkich pozostałych lęków, może po chwili zwątpienia na nowo odnaleźć sens życia i wskrzesić w sobie wysiłek podjęcia próby dalszego istnienia w poczuciu szczęścia. Jak to zrobić? A no właśnie. Jak wytłumaczyć sobie wtedy, że pomimo ciężkich doświadczeń Bóg nas jednak nie opuścił? Pojawia się wtedy właśnie ta niezmiernie ważna w życiu każdego człowieka kwestia sensu cierpienia ludzkiego w obliczu którego, albo właśnie okazujemy się słabi w wierze i odwracamy się od Boga, albo też okazujemy się w niej silni, co pozwala nam z kolei dalej żyć, w poczuciu spełnienia i zrozumienia Jego wyroków. Tu pojawia się także kwestia ingerencji w naturę ludzką poprzez eksperymenty genetyczne, eutanazję itp. To jednak temat na osobne rozważania.

 Grupa nr 2 – do niej się zaliczam ja sam, od pewnego czasu. To ludzie bezwzględnie wierzący w moc boską, bez względu na rodzaj wyznania, co chciałbym podkreślić. Odłam religijny według mnie to sprawa drugorzędna. Według moich osobistych przemyśleń na przestrzeni wielu lat bytowania na tym świecie, wierząc w Jezusa, tak jak ja wierzę i oddając mu swoje życie, nie mogę negować istnienia i prawdziwości innych wyznań. Mówię tu o pryncypiach. Jeśli na ziemi pojawił się Bóg, który przyjął postać ludzką i nauczał na pewnym obszarze ziemskim i nazywał się Jezus Chrystus, to istniał też Budda – również Bóg, który przyjął tą samą postać ludzką i również chciał nawrócić ludzi ze złej na dobrą drogę. Istnieć musiał również Mahomet i inni, których dla naprawienia wszystkiego złego, co miało i ma miejsce we Wszechświecie, zostali przysłani do nas przez...no właśnie i dochodzimy do sedna - SIŁĘ, ENERGIĘ, BOGA, JEDYNEGO ISTNIEJĄCEGO BOGA, WSZECHBOGA, bo według mnie innego nie ma. W wierze chrześcijańskiej nazywamy go BOGIEM OJCEM, w innych wiarach pewnie jakoś inaczej. Mniejsza o większość. Jest to każdym razie pewna nieodgadniona i nieprzenikniona siła, która jest wszystkim, co nas otacza. Każdą rzeczą i słowem, myślą i oddechem, drzewem i niebem, słońcem i najodleglejszą planetą. Myślę, że wiedział to Jan Paweł II, który był pierwszym papieżem, który dążył do pojednania wyznań. On to wiedział i rozumiał, w przeciwieństwie do większości ludzi, którzy na przestrzeni tysięcy lat doszukiwali się tylko różnic międzywyznaniowych, odrzucając oczywista prawdę o tym ,że Bóg tak naprawę jest jeden dla wszystkich, tylko objawiał się pod różnymi postaciami, szczególnymi dla określonych obszarów ziemskich i kulturowych.  

Istnieje także wiele osobowości ludzkich, bezwzględnie tegoż Boga wierzących. Znakomita większość z nich mają wiarę „zaszczepioną” wraz z postawą i światopoglądem najbliższych, w szczególności matki i ojca. Jeśli nie stanie się po drodze nic, co zachwieje ich młodzieńczą wiarę, prawdopodobnie już zawsze będą ufać Bogu i zawierzać mu swoje troski. Bóg odpłaci się im wtedy tym, że będą czuli jego opiekę i wsparcie w różnoraki sposób. To jest kwestia indywidualna każdego człowieka i można by o tym rozprawiać miesiącami. Mam własne doświadczenia z tym związane i mam pewność, nie tylko wiarę, że Bóg jest z nami w każdej chwili naszego życia doczesnego. O istnieniu pozagrobowym wiele nie mogę powiedzieć jak na razie. Jedno z drugim łączy się w prosty sposób, dlatego również nie mam najmniejszych wątpliwości, że takowe istnieje. W ogóle jest to bardzo ciekawy temat i nikt z żywych nie pozna odpowiedzi na pytania o sens istnienia oraz co jest po śmierci, póki sam nie przeniesie się  na drugą stronę – ku życiu, gdzie pozbywamy się naszego ciała i zostanie tylko nasza dusza, czyli energia, która jest także częścią BOGA.  

Grupa nr 3 – no właśnie, ta według mnie najciekawsza, do której sam się przez większość życia zaliczałem i otwarcie o tym mówię. Przypuszczam, że wiele jest takich osób, które wpojoną mięli jakąś wiarę, zostali ochrzczeni, chodzili na lekcje religii, przystąpili do pierwszej Komunii Świętej, niektórzy także zostali Bierzmowani. Jednak coś po drodze nie było tak, wydaje się, być powinno, nie czuli tego Boga jakoś tak jak by chcieli i momentami powątpiewali nawet w jego istnienie. Coś po drodze zgubili, albo nigdy tak naprawdę tego nie odnaleźli. Może byli zbyt młodzi, aby wgłębić się w tajemnicę wiary i obecności boskiej? A może nie znaleźli w sobie takiej prawdziwej wiary w coś, czego pewnie do końca nie rozumieli, nie znajdując siły, aby wskrzesić w sobie bezwzględne oddanie czemuś czego przecież nie można dotknąć w prosty sposób. Zamiast chodzić na lekcje religii woleli biegać za piłka po boisku i zdobywać piękne gole. Cały czas byli dobrymi, szlachetnymi ludźmi, ale nie byli wstanie sięgnąć głębi tego wszystkiego. Zastanawiają się teraz czemu zapomnieli o czymś tak ważnym... To się po prostu zdarza i to zdarza... nawet bardzo często. Uważam, że w 80-90 procentach przypadków, dziecko w przedziale wiekowym 6-16 lat, nie jest w stanie  naprawdę zrozumieć, na czym polega rzeczywista wiara i bliskość Boga. Młody osobnik jest przeważnie zbyt zaabsorbowany odkrywaniem życia, kontaktami z rówieśnikami, zabawami, imprezami, pędem na przód, ubocznymi skutkami okresu dojrzewania i buntu przeciw wszystkiemu, co do tej pory braliśmy w ciemno i co zostało nam przekazane przez dotychczasowe autorytety. Ciężko mu jest wtedy znaleźć czas na duchową, osobistą refleksję. To zrozumiałe. I tutaj szukałbym przyczyny przepaści duchowej w tym niewątpliwie specyficznym okresie życia dla każdego człowieka, który to okres determinuje niejako nasze dalsze losy, w inwazyjnym stopniu niestety. Później może to ulegać ewolucji, albo w kierunku powrotu do tegoż Boga, opcjonalnie odnalezienia prawdziwego Boga po raz pierwszy, albo w kierunku utrzymania się dotychczasowej świadomości duchowej na tym samym, niezmiennym poziomie przez kolejne kilka lub kilkanaście lat. Bądź przy braku motywacji do poszukiwań, nawet końca naszego życia. Uważam, że większą szansę na uchronienie się od takiego stanu mają ludzie zamieszkali na terenach niezurbanizowanych, gdzie panuje spokój, cisza, szumią drzewa, śpiewają ptaki i nie jest to wszystko zakłócone przez hałas silników tramwajowych, smród spalin i pędzących na oślep w szaleńczym tempie biednych ludzi, zapętlonych i zagubionych w poszukiwaniu substytutu szczęścia, którym są według nich samych, kariera i fortuna. Gdy nie mamy zakłóconej możliwości codziennej refleksji i kontaktu z naturą, łatwo jest nam nie utracić kontaktu z rzeczywistym stanem rzeczy, a co za tym idzie z tym, co widzimy i obserwujemy i co jest Bogiem samym w sobie.    Spotkałem się z opinią, że Wszechświat jest widzialną częścią Boga. Jestem skłonny się pod tym podpisać. Czuję intuicyjnie, że tak właśnie jest.  No i dochodzimy do sedna sprawy. Aby spotkać się z Bogiem nie koniecznie musimy umrzeć, bądź niekoniecznie musimy czekać, aż jego postać nam się objawi na ścianie, albo w środku nocy w poświacie ciemności. Bóg jest cały czas tutaj, lecz często nie chcemy zwyczajnie tego dostrzec, zajmując się przez całe lata przyziemnymi sprawami, zapominając jak ważny jest w życiu aspekt duchowy. Aspekt najważniejszy. Jedyny, który daje prawdziwą siłę i pozwala zrozumieć sens życia i śmierci, co przecież jest jednym i tym samym. Choć wiadomo, że wszystko tak naprawdę poznamy dopiero, jak spotkamy się z Najjaśniejszym. Zrozumiemy wtedy, dlaczego tutaj jesteśmy i o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. A co jest dalej, co się stanie potem? Ja osobiście nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ale może to i dobrze, bo przez to życie jest tak fascynujące i zagadkowe, że warto żyć i warto tutaj być, choćby po to, aby przeżyć ten nasz krótki czas na ziemi w spełnieniu wewnętrznym, zgodnie z samym sobą i aby na koniec tej naszej drogi, odsłonić w pełni tajemnicę tegoż życia ziemskiego i jego końca. Uważam, że jest na co czekać, ale też nie ma się dokąd tak spieszyć. TUTAJ jest jeszcze przecież tyle dobrego do zrobienia...

 

WESOŁYCH ŚWIĄT ŻYCZĄ JULEK, ANIA, FUNIA I MIKOŁAJ!!!!!!!!!!!!! TRZYMAJCIE SIĘ KOCHANI!!!!

                                                                                                                                                                          

 

 

  

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

GRZECH WG JP II

niedziela, 17 grudnia 2006 22:12

"Jedna z prawd wiary, potwierdzona przez nasze doświadczenie i rozum, głosi, że człowiek jest wolny. I nie należy lekceważyć tej prawdy, usprawiedliwiając indywidualne grzechy czynnikami zewnętrznymi, takimi jak struktury, systemy czy inni ludzie"

 

                                                                                     JAN PAWEŁ II

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  612 058  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

GODAR - kapela kolegi

METALLICA LIVE

SWIFT

O moim bloogu

KONTAKT: velkrav@gmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 612058
Wpisy
  • liczba: 237
  • komentarze: 17064
Galerie
  • liczba zdjęć: 33
  • komentarze: 3
Bloog istnieje od: 3854 dni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Komediowo.pl