Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 004 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

___PREMIERA KSIĄŻKI "MIRABELLA" MIKOŁAJ MAZIARZ___ EMPIK, Merlin.pl oraz ponad 60 księgarni internetowych

SERDECZNIE WITAM CIEBIE NA MOIM BLOGU!!! JESTEM CZŁOWIEKIEM Z WYBORU, KTÓRY PODĄŻA PRZEZ ŻYCIE REALIZUJAC NAJWIĘKSZE MARZENIA. PREZENTUJĘ ABSURDALNY HUMOR, SPECYFICZNY STYL PISARSKI ORAZ JESTEM WIERSZOKLETA SAMOISTNIE NARODZONYM PEWNEJ WRZESNIOWEJ NOCY 2004 ROKU. MAM SYNKA KTÓRY MA ZESPÓŁ ASPERGERA I DZIĘKI TEMU JEST TAK ORYGINALNY, ŻE CZASAMI NIE MOGĘ UWIERZĆ, ŻE BYWA ORYGINALNIEJSZY ODE MNIE SAMEGO, CO WYDAWAŁO MI SIĘ KIEDYŚ NIEMOŻLIWE. MA NA IMIĘ JULIAN I JEST DLA MNIE KIMŚ WYJĄTKOWYM. KOCHAM GO. A SAM JESTEM ARTYSTA-PISARZEM, KTÓRY ZAJMUJE SIĘ WYMYŚLANIEM INTERESUJACYCH HISTORII I TWORZENIEM Z NICH POWIEŚCI BELETRYSTYCZNYCH. MÓJ DEBIUT I KSIAŻKA "MIRABELLA" - SIERPIEŃ 2011. ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG, KTÓRY PORUSZA WIELE TEMATÓW Z RÓŻNYCH SFER MOJEGO ŻYCIA. PEACE NAD LOVE. zapowiedź wydawnicza mojej powieści: http://www.piszesie.pl/mirabella

NASZA KLASA

środa, 10 grudnia 2014 13:43

Fragment niedrukowanej powieści Wiktora Kryspina Mazzovskiego pt: " Nasza Klasa, czyli To były w-czasy."

 

"Było super, wydawało się, że frekwencja nie będzie zbyt wysoka, ale okazało się, że uzbierało się nas 918 osób, gdyż znakomita większość stawiła się bez uprzedzenia. Cudownie było widzieć wszystkich, a Ci wszyscy to już wiedzą o kogo chodzi, z imienia i z nazwiska nie wymienię, jako obiecałem szerokiemu gremium. Po całym zdarzeniu pojechaliśmy do mnie i tam to się dopiero balet rozkręcił, że kapcie niektórym spadają po dziś dzień. Pary się potworzyły: męsko-damskie, męsko-męskie oraz damsko-damskie, także naprawdę pełen czad na wypasie. Na koniec jeszcze bawiliśmy się w doktora, tak jak to w podstawówce bywało i nawet wspominaliśmy jak to w trzeciej klasie Juby wykrył u samego siebie ciążę pozamaciczną. To były w-czasy. A wczoraj wszystko normalnie bez ograniczeń tańce, wspomnienia, piwo bezalkoholowe, paluszki, krakersy i zwierzenia kto kogo w w 8-mej klasie prosił o "chodzenie", w kim się kochał, "pod kogo" szalał w domu pod kołdrą i takie tam niuanse towarzyskie. Zwieńczeniem udanej nocy był wspólny skok na bungee, który wykonaliśmy o godzinie 5.38 rano na basenie Olimpia, gdzie jak wiadomo od dawien dawna znajduje się dźwig bungee. Rano jest po prostu taniej, bo normalnie 157 zł a tak wyszło po 11,54 zł na spoconą już nieco głowę, gdyż skakaliśmy wszyscy razem jak jeden mąż opatrznościowy. Nie szkodzi, że lina się urwała. Piszę spod gleby w tej chwili, gdyż wbiło mnie w glebę i ciągle znajduję się w podziemiach. Nie wiem jak pozostali się odnaleźli w tej ekstremalnej sytuacji, ale ja się czuję dobrze i nawet nie mam delirium. Tylko mi się komórka rozładowała i nie mogłem się w odpowiednim momencie połączyć z wozem transmisyjnym. Bez odbioru - zakrzyknąłem i połknąłem kreta... " (...) c.d.n.

YOUR MAZZ


oceń
11
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

PTAK

poniedziałek, 16 lipca 2012 15:45

Zwykle zdarza się w życiu tak, że nadlatuje bezwładnie i przypadkiem wielki ptak i tak czy siak pokaże nam wyraźny znak że należy wypaść z obiegu w momencie dogodnym dla nas kiedy w gardle stanie dorodny ananas bo zapomnieliśmy zdjąć z niego warstwy ochronnej pogrążeni w miłości płonnej niespodziewanie i nagle jedziemy walcem po diable aby w porę dostrzec w jego ręku szablę szabelkę którą wojował niejeden rycerz ale się schował bo się wystraszył życia zamiast ruszyć natychmiast do walki zatrzasnął się w łonie matki i na zawsze tam pozostał na koniec wyszedł na osła i życie zakończył w niebycie nie zapomniał jednak o tym co przeżył spadając z wysokiej wieży nagle przypomniał sobie że człowiek jest tym co ma sam w głowie umysłem zwycięży każdą przeciwność losu zdobędzie wszystko co zechce i na początku drogi zrozumie dlaczego ptak nie narobił na niego a człowiek sam podjął ryzyko i nie była to droga donikąd odważnie wpełznął pod ptasie drzewo genealogiczne czy wszystko co piszę jest logiczne lub nie-genea-logiczne? zwykle zdarza się w życiu tak...ciekawe co na to sam Zdzisław Ptak. Zygmunt Wrona. Staszek Wróbel. Kazimierz Gil. Edward Sikorka. Hubert Surojadka. Jacuś Bocian itp. Albo po prostu Władysław Kutas. W końcu to też Ptak, choć:

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kutas_(element_ozdobny)

 

Koniec wywodu, nudziłem się i sobie napisałem.

 

Porucznik habilitowany Marian Xsawery Dziąsło.

 


oceń
8
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

1.12.2009

wtorek, 01 grudnia 2009 14:42

 

1.12.2009. Pierwszy grudnia 2009. Pierwszy grudnia dwa tysiące dziewięć. Grudnia dziewięć pierwszy tysiące dwa. Dwa dziewięć grudnia pierwszy tysiące. Data ostatniego pierwszego dnia miesiąca kończącego się dwa tysiące dziewiątego roku. Przedostatni pierwszy dzień miesiąca był w zeszłym miesiącu. Przed-przedostatni pierwszy dzień miesiąca był w październiku, a w ogóle pierwszy pierwszy dzień miesiąca dwa tysiące dziewiątego roku był w pierwszym miesiącu dwa tysiące dziewiątego roku, czyli dnia pierwszego stycznia dwa tysiące dziewięć. Pierwszego stycznia 2009. 1.1.2009.

 

Tyle tytułem wstępu, w ramach gimnastyki myślowej, dla rozgrzania szarych komórek, Szary Człowieku. Szary Człowiek, kto to właściwie jest taki? A skąd ja mam to, kruca dupa, wiedzieć? W wojsku nie byłem, w RAFie nie służyłem, nie miałem nawet Adidasa, w związku z tym, że dzisiaj jest światowy dzień A.I.D.S. W zeszłym tygodniu przyszedł sąsiad pożyczyć drabinę. Jeszcze nie oddał.

 

Ostatnio przyszedł w odwiedziny kumpel z blaszaka. Kupił trzy piwa. Palił na balkonie. Grałem mu na gitarze elektrycznej, ale myślał, że to z playbacku. Nie śpiewałem, bo nie umiem. Pośmialiśmy się do rozpuku. JSM grał w piłkę mięciutką i strzelał w regał, a dzisiaj rozwalił szufladę w łazience i cała zawartość wyleciała na podłogę. Tak, życie to wieczna walka. Szkoda, że tych brudów nie pierze moja pralka. Cytat. Gość stwierdził, że ten pierwszy wokal jest do dupy, ten drugi całkiem w porządku, a trzeci też niezły. Gość zapytał dlaczego nic o drużynie nie ma. Żona nie odpowiedziała, bo pytanie nie było do niej. Pytanie było do mnie, a ja nabrałem wody w usta i tak siedzę i nie połknąłem jeszcze. Słuchaliśmy utworu o dostawcy pizzy, a potem coś o polskim bokserze, który walił po genitaliach i był pokonany w dwóch jedynie walkach. Maradona?

 

Do Wilna się pojedzie. Godzin dziewięć autosanem bez kibla. Nie takie wyprawy człowiek ma na koncie. I na dowód można przez zasieki graniczne się przedostać. Paszporty się zgubiły i nie można znaleźć, a najgorsze jest to, że wcięło je jak Mańkę w Czechach, jak to powiedział jeden naturszczyk w Zgonie lat temu siedem i pół, gdy pewna skacząca do wody niewiasta nie wypływała długi czas na powierzchnię. Nie wypłynęła do dzisiaj na szerokie wody. Jest nadal szarym człowiekiem, bez A.I.D.S. , R.A.F. i tym podobnych przypadłości pospolitego, szarego wędrowca. A do Wilna się pojedzie-nie pojedzie. Żona moja się zastanawia czy strzelę jakiegoś gola na wyjeździe, gdyż bramki na wyjeździe liczą się podwójnie. Generalnie w pucharach obowiązują specyficzne zasady. Już od dawien dawna ustawki i jeszcze raz ustawki. A gołębie srają i srają i nic się w tej kwestii od lat nie zmieniło, a niech to kule świśnie biją kurza dunder stopa.

 

Preparat profesora Tołpy. Zawsze kojarzył mi się z torfem. Bez sensu. Niestety w lajfie nie wszystko musi mieć sens. W większości przypadków wszystko polega na skojarzeniach i na instynkcie, także tacierzyńskim. Dziś w nocy spałem na rozłożonych dwóch dużych poduszkach i na jednaj mniejszej, która służyła mi jako podgłówek. Po prostu wieczorem nie chciało mi się rozkładać łóżka i sobie wyjąłem poduszki i na luzie się położyłem. Żona zmyła się do drugiego pokoju i mnie opuściła. O czwartej siedemnaście nawiedził mnie JSM. Położył się obok mnie. Nie miałem gdzie spać. Wróciłem do żony i tam chrapałem do samego rana. Chrap, chrap, chrap. Taka ciekawa historia. A jak się rano obudziłem, to przypomniałem sobie mój sen. Śniło mi się, że poleciałem tanimi liniami na weekend do Zimbabwe, a tam nie było czarnych, a sami z żółtaczką fizjologiczną. Konie szczekały, psy gdakały, krokodyle nie płakały, a słonie miauczały oraz najważniejsze, że ludzie nie byli jakby sobą. Tak się zachowywali, że wydawało się na pierwszy wrzód oka, jakby nie wiedzieli który jest rok i jak się nazywają. Na koniec okazało się, że wszyscy oni najedli się kleju i mieli mega halucynacje. Stąd wydawało się, że nie są Murzynami (to podobno obraźliwe, ale nie wiem dlaczemu), a Chińczykami i to w dodatku pochodzenia wietnamskiego z domieszką himalajską słoniową. W tym momencie usłyszałem taką piosenkę:

 

Tyle Słoni w całym mieście

Nie widziałeś tylu jeszcze

Popatrz

Popatrz

 

Szerokimi ulicami

Idą ludzie

Z kawałkami słonia

Słonia

 

Trochę pieprzu

Trochę soli

Dziś słonina jest na Woli

Popatrz

Popatrz

 

Wiatr owiewa powonienie

Głupie słonie jedzą ziemię

Popatrz

Popatrz

 

Brudne trąby

Brudne uszy

Dzisiaj rzeźnik je ogłuszy

Hej!

 

I w tym momencie się obudziłem, bo to leciało za ścianą dzieło Alberta Rosenfielda i to wcale nie był sen. Wrrrrrr.

 

 

Wracamy na ziemię. Dla „gościa Ma(ra)donny" sam postanowiłem napisać kawałek wartościowej poezji, bo wiem, że się lubuje. Oto dzisiaj premiera najwyższych lotów strofowania siebie samego, gdy jest się niegrzecznym. Zaprawdę mówię, że jest to coś ponadczasowego i nie można przejść obok tego obojętnie, jak Donald Fuck obok Duck Fuck. Zresztą sami się przekonajcie:

 

Tytuł: ĘĘĘ

 

On okoniem na biegunach

Na biegunie,

Północnym lub południowym...

Rumakiem, rybnym filetem,

W dresie pędzi

Przez Sarmatę ukochaną

Pije samogon...

Drapie się w ogon.

 

Kiedy tak?

Po co?

Dlaczegóż i ęęę?

 

Wszedł z kibla.

 

Ile czasu pozostało...

Kto odpowie...

Kleofas Torf?

Michał Ogniomierz?

Włodzimierz Kabel?

 

Nie ma odpowiedzi

W Blaszaku on nie siedzi

Popędził do Perełki

A tam pocałował klamkę

Bo Perełka nie żyje.

 

Zrobili koorva Kebab.

 

 

Koniec wiersha, prawda, że miły dla ucha?

 

 

Na koniec pragnę zaprosić wszystkich na mój kolejny wpis, który możliwe, że będzie jeszcze głupszy.

 

:-] 

 

 

 

 

 


oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

WYBORY MISS I MISTER POLONIA 2009

środa, 28 października 2009 10:36
 

W ostatni weekend odbyły się wybory MISS POLONIA 2009 transmitowane przez telewizję publiczną. Ale mało kto wiedział, że równolegle na konkurencyjnym kanale relacjonowany był także, a może przede wszystkim - MISTER POLONIA 2009, czyli wybierano najprzystojniejszego mężczyznę w kraju. Niestety, płeć nie-piękna niedoceniana jest nie tylko u nas, ale także na całym kontynencie europejskim oraz na innych planetach układu pozasłonecznego. Po macoszemu traktowane są wybory mężczyzny ostatnich dwunastu miesięcy. To margines, któremu chcę poświęcić kilka słów. Wyartykułować pragnę, iż gdy podczas nagradzania pięknych pań w programie drugim TVP, Pan Maleńczuk śpiewał z playbacku „Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem", na innym programie, którego nazwę wymienię na końcu, wystąpił Andrzej Lamparth i na żywo wykonał słynny przebój Czterech Pancernych „Deszcze niespokojne potargały futerko Marusi". Przejdźmy do samej uroczystości. W jury zasiadło wiele znakomitości płci pięknej i niepięknej. Przewodniczącą komisji była sex bomba, czyli zespół Sex Bomba, w którego skład wchodzi czterech prawdziwych facetów w rajtuzach. Dalej przy stoliku sędziowskim zasiedli: Leokadia Maria Karolina Stolec ( Stolec Holding S.A.) , Sibilla Kartoflanka ( PPHU Ziemniak i Synowie Sp. Komandytowa), Wiesława Kibelbayer-Dykta-Wodolot (Dyrektor Generalny Zespołu Szkół Zawodowych w Supraślu), Franciszek Pieczarka (rolnik z małoposki, bezpartyjny), Eugeniusz Hlejus (skarbnik, Polmos Zielona Góra S.A.), Władysław Z. Bulerbyn (łącznik z biblioteką w zakładzie karnym w Tomyślu pod Drohoczynem). Hałewer, uświetniły swoją obecnością ten sobotni, piękny wieczór, tak zwane wszem i wobec osobistości VIP'y z pierwszych stron gazet, do których w pierwszej kolejności zaliczali się następujący wybitni działacze związku:  Grzegosz „50 tysia" Lato, Eugeniusz „Gieniula" CoLator, Anthony „Toni Grzywka" Piechniczek, a także artyści z całego świata, z plejady których nie sposób nie wymienić choćby Jerzego Grunwalda, Michała Studziankami czy Wasiljego Stalingrada z grupy Leningrad Cowboys of The 21th Century. Niestety okazało się, że autokar z przygotowującymi się do gali młodymi, wysportowanymi i pięknymi kandydatami, wpadł do rowu w okolicach Konina i nie mogli oni uczestniczyć w imprezie. Aby uniknąć ogólnego rozczarowania, masowej dezaprobaty i aby nie zawieść zgromadzonej na sali i przed telewizorami wspaniałej opolsko-sopocko-kołobrzeskiej publiczności, rezerwowych kandydatów na MISTER POLONIA 2009 wyłoniono z publiczności oraz z samego Jury D'Apel.

 

Oto dziesiątka kandydatów, którzy przystąpili do niespodziewanej dla samych siebie walki o koronę MISTERA POLONIA 2009:

 

  1. Karol Mizerny (lat 47, blond peruka, sztuczna szczęka, lewa ręka drewniana - urwana w czasie akcji pod Arsenalem, czyli walki kibiców pod londyńskim stadionem podczas derbów Londynu w 1988 roku)
  2. Grzegosz Lato (lat wiele na topie, przystojny, świecąca głowa, skromny, mało rozrzutny, nienaganna technika, elokwentny, znakomity mówca i mentor, zagubiony, sprawia wrażenie, jakby spadł z księżyca, już raz był królem strzelców opolskich i teraz nie ukrywa, że chciałby bardzo wygrać przez techniczny knock-out przed czasem i po raz drugi się koronować)
  3. Sławek Przystojny (lat 21, opalona prawa ręka od ogniska, czarne oczy, zielone slipki, ptasior dochodzący w sprzyjających warunkach do 54 cm, absolwent Wyższej Szkoły Lansu i Bounce'u, obwód klatki piersiowej 905 cm)
  4. Anthony Piechniczek  (lat ho ho ho, 3 miejsce na Espana'82, zaplątany w układ betonowy, modna, przylizana grzywka, która dodaje mu wdzięku i uroku, czarny koń wieczoru, związany uczuciowo z Leo Benhauerem, którego gościł podczas ostatniej wigilii)
  5. Franciszek Pieczarka (lat 64, rolnik z małopolski, niebrzydki, lekko pomarszczone lewe ucho od śledzia , uczciwy, posiada w gospodarstwie dwie brony, cztery dojarki do krasool oraz znoszarkę do jaj dla kur i kogutów-niosków)
  6. Eugeniusz Colator  (uwielbia coca-colę w każdej postaci, przeciwnik pepsi-coli, wielka postać Polskiego Związku Pozaprawnych Nieudaczników, zasłużony na polu chwały przy ulicy Miodowej, odznaczony Wielkim Krzyżem Upadku Polskiej Piłki Nożnej, zamożny, przez przyjaciół nazywany Gieniuś „Tak Się Żyje, Morda" Colator, spokrewniony z Grzegoszem CoLatoR)
  7. Witold Paszt ( pozytywny voxman, nadmiernie przystojny, śpiewa coś o bananach ciągle, bananowy jest jego żywot, pochodzi z rodziny połanieckich z tłuszcza).   
  8. Ojciec Fadeusz Rydz (zgrzybiały dziadek o nierównym suficie, podpisał pakt z szatanem, znawca drogiej motoryzacji, specjalista od zbierania pieniędzy na stocznię, magnat medialny, z łodzi, ej tam w dolinie dziadek ukradł pieniądze we młynie.)
  9. Grzegorz Wiosna (kuzyn Laty, jego maksyma życiowa to „jeden Smuda Wiosny nie czyni", smukła sylwetka, znakomita gra głową, zwycięzca teleturnieju „Głową muru nie przebijesz"organizowanego w Chinach od 1765 roku p.n.e. ).
  10. Grzegorz Jesień (bez komentarza, choć może by się i przydało, ale po co)

 

„Żółty, jesienny liść, tyle mi opowiedział..." wybrzmiało z głośników, gdy Janusz Laskowik na żywo, ale w studio zaprezentował stary, dobry song z lat osiemdziesiątych. Prowadzący galę Tomasz Zimoch i Jolanta Rutowicz od razu przystąpili do tańca, czym wzbudzili spore zainteresowanie i tym samym sympatię publiczności, po czym jury przyznało im od razu Nagrodę Publiczności. Czas antenowy dobiegał powoli końca, bo na galę przeznaczone było tylko 15 minut, więc szybko trzeba było wyłonić zwycięzcę. Kandydaci wychodzili więc po kolei na scenę amfiteatru w strojach kąpielowych, a następnie odpowiadali na kąśliwe i podchwytliwe pytania jury.

 

 

 

Pierwszy na scenie pojawił się więc Pan Karol Mizerny.

 

Jury(Grzegosz Lato): Jeśli mucha lecąca w Pana stronę bzyczy, co Pan sobie wtedy myśli?

Mizerny: Nic.

Jury: Brawo.

 

 

Drugi kandydat to Grzegosz Lato.

 

Jury (Grzegosz Lato): Czy uważa Pan, że jeżeli ktoś zarabia 50 tysięcy złotych miesięcznie nie robiąc nic konkretnego, to jest to uczciwe?

Lato: Oczywiście. Przecież byłem królem strzelców na mistrzostwach świata 35 lat temu. Przez 30 lat nie dostałem za to ani złotówki, a uważam, że powinienem otrzymywać specjalne świadczenie przedemerytalne w wysokości minimum 5000 zł miesięcznie począwszy od 1975 roku. W związku z tym, że takowego nie otrzymywałem, przyznałem sobie pensję, która i tak jest według mnie śmiesznie niska. Jestem zawsze uczciwy, czysty jak łza, kompetentny, do tego bardzo przystojny, mam ładne okulary i drogi garnitur, który kupiłem okazyjnie w Maximusie za 400 zł od Chińczyków. A poza tym chyba widać gołym okiem, że wstawiłem sobie niedawno nowe zęby. Przecież jako prezes muszę jakoś wyglądać, więc przed objęciem stanowiska wziąłem kredyt na 28 implantów. Czy naprawdę Pan uważa, że to jakieś małe pieniądze? Otóż nie, bo to prawie 150.000 zł, więc sam Pan rozumie, że z czegoś go musiałem spłacić. A to była inwestycja w polską piłkę nożną. Zależało mi tylko i wyłącznie, aby wizerunek związku, a co za tym idzie i reprezentacji, był na najwyższym poziomie. Zęby, czyli klawiatura, są ostatnią instancją i muszą się błyszczeć w świetle reflektorów. Nie ma tu miejsca dla cegły dziurawki i próchnicy.

Jury: Dziękuję, wspaniała odpowiedź, panie Grzegorzu.

 

 

Kandydat nr 3, czyli Sławomir Przystojny.

 

Jury(Grzegosz Lato): Jak to się stało, że pomimo tego, że przypalił sobie Pan rękę podczas skakania przez ognisko na obozie saneczkarskim, jednak nadal jest Pan taki przystojny? Jak Pan to robi proszę nam zdradzić?

Przystojny: Po prostu urodziłem się przystojny i nic tego nie zmieni. Codziennie smaruję się smarem od roweru pod pachami, ale to tak w tajemnicy.

Jury: Brawo! Brawo!

 

 

Jako czwarty kandydat na deskach amfiteatru pojawił się Anthon Piechniczek.

 

Jury (Grzegosz Lato): Anthek, słuchaj czy naprawdę uważasz, że jestem taki tępy i prosty, jak o mnie piszą w mediach?

Piechniczek: Niestety, Grzesiu, muszę być szczery. W końcu jesteśmy przyjaciółmi i nawet dałeś mi się wpisać do pamiętnika i do Złotych Myśli, ale szczerość przede wszystkim. Jesteś ograniczony i tak naprawdę nie nadajesz się kompletnie na tę funkcję. Ale oboje wiemy, że nie o to tutaj chodzi. Ty jesteś tylko taką przysłowiową Kasią Figurą z dużymi cycami i małym mózgiem, a od myślenia to jesteśmy my. Kocham Cię, Grzesiu, nie martw się i bądź spokojny w swój stołek. Stoimy za Tobą murem chińskim.

Jury: Uff.

 

 

Kolejny uczestnik konkursu piękności to Pan Franciszek Pieczarka:

 

Jury(Grzegosz Lato): Proszę wyobrazić sobie, że jest Pan pieczarką. Czy woli Pan, aby Pana wkroili do zapiekanki czy do pizzy?

Pieczarka: Nie zastanawiałem się.

Jury: Przyzwoita odpowiedź. Świetnie!!!

 

 

Numer 6 to Pan Eugeniusz Colator.

 

Jury(Grzegosz Lato): Gieniu, czy ty również sądzisz, żem tępy, ale przydatny na tym stołku?

Colator: Wiesz, że zawsze jestem za Tobą, Grzechu i nawet na ciebie głosowałem. Ale prawda jest taka, że sam lepiej bym poprowadził związek i nie gniewaj się za te słowa. Zapraszam Cię jutro na wódkę do siebie.

Jury: Świetnie, akurat mam wolne.

 

 

Siódmym kandydatem, który pojawił się na scenie jest Witold Paszt.

 

Jury(Grzegosz Lato): Zawsze chciałem śpiewać i tańczyć w boysbandzie. Proszę o kilka wskazówek.

Paszt: Przede wszystkim panie Grzegorzu, operacja plastyczna twarzy będzie niezbędna. No i przydałaby się transplantacja mózgu, a to dlatego, że przy pracy na scenie od czasu do czasu trzeba nauczyć się na pamięć kilku wersów i je potem zaśpiewać. Także proszę zapisać się na kurs tańca towarzyskiego i do chóru, najlepiej od razu i kuć (witka) żelasko pooki gorące. Ważne też dobrać sobie odpowiednich współpracowników. Proszę porozmawiać z Gulczasem, Darkiem Dziekanowskim i Jarkiem Jakimowiczem. Oni zapracują na wizerunek.

Jury: Wielkie dzięki za pomoc, Panie Wiciu.

 

 

Z numerem ósmym na sutannie-kostiumie kąpielowym Ojciec Czworga Nieślubnych Dzieci - Ojciec i Matka W Jednym - Fadeusz Rydz.

 

Jury(Leokadia Maria Karolina Stolec): Czy sądzi Ojciec, że ma ojciec stolec w głowie?

Rydz: Oczywiście, że nie. Jestem kimś wyjątkowym i mogą mi skoczyć, prawo mnie nie obowiązuje, a wszystkie babcie w beretach mam w garści. Zawsze jak poproszę, pójdą za mną w ogień i wpłacą każdą sumę na moje konto. Co wyłudziłem i przywłaszczyłem to moje i nikomu nic do tego hhee. Jestem ustawiony do końca życia. Jak mnie nie przymkną między czasie. Sam się zastanawiam jak to się stało, że jeszcze nie siedzę hehe. Szatan ponad wszystko!!! Kocham Panią Kaczyńską, Starą Czarownicę i ciągle chcę się z nią bzykać w myślach.

Jury: Gówniana odpowiedź hehe. Dyskwalifikacja. Spadaj na drzewo hehe.

 

TO BYŁ PIERWSZY KANDYDAT, KTÓRY ODPADŁ I NIE WSZEDŁ DO ŚCISŁEGO FINAŁU.

 

 

Numer 9 to Pan Grzegorz Wiosna, kuzyn Laty i Colatora.

 

Jury: Czy oglądał Pan film „Wiosna, Panie Sierżancie" ?

Wiosna: Nie, wyłączyli mi kablówkę.

Jury: Fenomenalna odpowiedź.

 

 

Ostatni, dziesiąty uczestnik, to Grzegorz Jesień.

 

Jury: Czy zna Pan odpowiedź na pytanie, gdzie są dostępne najlepsze kasztany?

Jesień: Na Placu Pigal. Zuzanna lubi je tylko jesienią. Uwielbiam Przygody Kapitana Brunera.

Jury: To wielki plus. Wyśmienicie. Herman i Hans Wallendod, to dwa bratanki. Bravissimo!!!

 

 

 

 

Usłyszeliśmy w tym momencie rzęsiste brawa dla wszystkich kandydatów, no może z wyjątkiem numeru 8, po czym nasze Misski gęsiego zeszły ze sceny i ukryły się na moment za kulisami. Kulisy konkursu zawsze owiane są bowiem tajemnicą poliszynela, który również nie dotarł na uroczystość. Stefan Poli-Szynel zaciął się w windzie w Pałacu Kultury, gdy zjeżdżał na dół do sklepiku po rodzynki w polewie landrynkowej.

 

Potem nastąpiło 4 minuty przerwy, po której Sam Grzegosz Lato wyłonił ścisłą 3-kę finałową, w której znaleźli się:

 

1. Sławek Przystojny  8772 głosów

2. Anthek Piechniczek  4 głosy (764 włosy)

3. Sam Grzegosz Lato 3 głosy. (2 włosy)

 

 

W tym momencie została uruchomiona maszyna losująca, która drogą kontrolowanego i para uczciwego losowania wyłoniła po kilkunastu sekundach gwiazdę wieczoru, czyli długo oczekiwanego MISTERA POLONIA 2009:

 

Prowadzący Zimoch i Rutowicz z radością odpieczętowali zalakowaną kopertę, by ogłosić za chwil kilka, że zwycięzcą kolejnej edycji konkursu:

 

„Został przyznawszy sobie sam tytuł oczywiście Wielki Wuj SAM GRZEGOSZ LATO, który powalił swoją urodą i intelektem Jury Konkursu. Nagroda to koperta z czekiem opiewającym na kwotę 50.000 euro, samochód Porsche Carrera oraz dziesięciotygodniowe wczasy all inclusive na Barbadosie w najlepszym hotelu na wyspie. Oprócz tego przyznana dożywotnia emerytura 100.000 złotych polskich miesięcznie, za zdobycie w 1974 roku siedmiu pięknych i jakże ważnych bramek na Mistrzostwach w RFN."

 

Ach, jakże piękna, to była uroczystość.

 

Wszystko oczywiście na kanale „ROBIĄ TO, CO CHCĄ I NIE MAMY NA TO WPŁYWU TV". Ale pogadać zawsze można. Talk is cheap - stwierdził oniegdaj Keith Richards i nagrał płytę solową, ale to już raz kiedyś napisałem i się powtórzę, a co tam nie wolno czy co.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

METALLICA W POLSCE - A JEDNAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 23 marca 2009 12:19

 

 

]:->Wiadomość z ostatniej chwili!]:->

 

Metallica zagra jednak w Polsce!!!

 

Show odbędzie się dnia 31 kwietnia w klubie Radio Luxemburg, dwie mile od miasta Luksemburg (Luxemburg). Informacja to może okazać się zabójcza dla fanów z naszego kraju, ponieważ Metallica zamknęła już oficjalnie listę miejsc, w których ma wystąpić na Starym Kontynencie w roku 2009. Jednakże zespół po zmianach kadrowych (przypomnijmny Lars Ulrich został scenarzystą filmowym i w tej chwili pisze scenariusz do filmu pt. „Tenis i mój penis" ORAZ Kirk Hammett, który zajął się karierą solową i soli mięso do hamburgerów w Burger Kingu na pół etatu) postanowił zagrać dodatkowy ekstra koncert dla polskich wielbicieli kapeli, którzy są jednymi z najbardziej zagorzałych fanów w grupie krajów Trzeciego Świata. Zespół ma już za sobą próby w nowym składzie i zamierza zadebiutować przybywając za niespełna 6 tygodni do naszego rodzimego Luxemburga, nieopodal kompleksu basenów Olimpia. Na terenie obiektów znajduje się także dźwig do bungee jumping, na którym przed samym występem będą mogli poskakać sobie wylosowani przez komputer fani wraz z członkami zespołu z Bay Area. Jest to swoista odskocznia (dosłownie i w przenośni) od tradycyjnych, staropolskich backstege passes, dzięki którym można spotkać się z zespołem przed koncertem. Tutaj zamiast typowego spotkania  polegającego na wzięciu autografów, porozmawianiu z Metallicą oraz zrobieniu  pamiątkowych zdjęciówek, atrakcją będzie skok na bungee bez liny. Tak zwany „pre-show jump in the fire" Ciekawe ile osób dożyje do koncertu.

 

Zespół oczywiście będzie miał na sobie spadochrony i na pewno występ się odbędzie. Chodzi tutaj o to, aby emerytowanych członków The Metallica Club , czyli tych, którzy są w klubie minimum 13 lat i którzy opłacili już abonament kolejny rok, jakoś dodatkowo nagrodzić za wytrwałość. Metallica postanowiła więc dostarczyć im darmowej uciechy poprzez umożliwienie skoku na bungee bez liny (adrena lina gratis!!!). W zakładach bukmacherskich przyjmowane są już zakłady ile osób z piętnastu wylosowanych, przeżyje lot bez zabezpieczenia. Podobno szanse na wyjście bez większego uszczerbku na zdrowiu ma tylko Pan Zygrfyd Kot z Lubiąża, który zapowiada spaść na cztery łapy. Pomysłodawcą happeningu jest znany ze swego zamiłowania do sportów ekstremalnych, charyzmatyczny lider, wokalista, gitarzysta, autor większości piosenek, James Alan Hetfield z Norfalk. Przy okazji wzorem traktowania emerytów w naszym kraju, zespół pragnie pozbyć się starszych stażem cżłonków, jako już bezużytecznych. Przypomnijmy, że wiek psa w stosunku do człowieka liczy się x7. Analogicznie wygląda to w przypadku przynależności do oficjalnego fan klubu Metalliki. Trzynastoletni członek, jak łatwo policzyć, ma faktycznie 91 lat. Taki już tylko nadaje się do likwidacji, bo nie przynosi państwu korzyści.

 New Metallica 2009 - stoją od lewej: James Hetfield (gitara), Joey Małolat-Chuderlack (gitara), Steven Blondd (gitara) i... Kirk Hammett (gitara), który niespodziewanie został jednak w zespole.


 

Kapelę za to opuścił Rob Trujillo, który poszedł w politykę. Założył Polską Partię Przyjaciół Windsurfingu Na Bałtyku (w skrócie PPPWNB) i otworzył szkółkę dla młodych adeptów (opłata roczna Premier Membership wynosi $60). Robert ma więc aspiracje na premiera, czyli powstaje pytanie kiedy dokładnie odbędzie się premiera filmu pt."Tenis i mój penis" - scenariusz Lars Ulrich. Z odpowiedzią na to pytanie będziemy musieli jednak jeszcze trochę poczekać.

 

Jak łatwo się zorientować nie ma już w zespole perkusji oraz gitary basowej. Podobno wzorem Bobbiego Mc Ferrina, te instrumenty mają być wyśpiewywane przez młode i zdolne, nowe nabytki zespołu. „W końcu do Was, młodych świat należy" - powiedział Jarek Kaczyński i skoczył na swoim kocie na bungee bez liny. Oczywiście jak zwykle oboje spadli na 4 łapy.

 

Wasz korespondent.

Kleofas Żur

 ____________________________


oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

KUZYNKA PRZYJECHAŁA

wtorek, 17 lutego 2009 16:15




Przyjechała tydzień temu i siedzi u nas, a w zasadzie nam na głowie, choć kocham ją bardzo. Pojawiła się jakby z nikąd. Kuzynka Petronela, która przybyła z dalekiego kraju i postawiła do góry nogami naszą całą rodzinę. Kiedyś wydawało mi się, że tylko w serialu Dynastia możliwe jest pojawienie się po dwudziestu latach nowej córki bądź bratanka głównego bohatera, o którym istnieniu nie miało się pojęcia. Nagle pojawia się ktoś taki w twoim życiu i co. I to, że jest to spore zaskoczenie. Nie wiadomo czy wierzyć w to co mówi, czy uznać ją za jakiegoś oszusta, który chce wyłudzić od ciebie majątek, którego zresztą nie posiadasz. Weryfikacja wyglądu rozwiewa wszelkie wątpliwości. Podobieństwo jest duże.

 

Ma 19 lat i szereg zainteresowań. Nurkuje, uprawia clubbing oraz zbiera znaczki pocztowe pokancerowane, czyli te zniszczone i nie uznawane za wartościowe przez zwykłych kolekcjonerów. Pęseta, którą trzyma w swych mało delikatnych od pługa paluszkach, pieści znaczki i wyrywa im ząbki, bądź gniecie, by jeszcze bardziej je uszczerbić. Całe dzieciństwo na roli na polach uprawnych w towarzystwie siedmioro rodzeństwa wywarł piętno na jej wyglądzie, a szczególnie na dłoniach, których używała do związywania snopków siana podczas żniw i sianokosów. Jej wzrok również ucierpiał, dlatego nosi specjalne okulary korekcyjne, które sprawiają, że odróżnia podstawowe kształty.

 

Wyścigi w workach to jej kolejna wielka pasja. Pomimo tak młodego wieku jest już wiceprezesem Międzynarodowej Federacji Wyścigów w Workach, co wzbudza w nas, czyli najbliższej rodzinie wielką sympatię i szacunek.

 

8 lat trenuje kung-fu i jak mi wczoraj przyjebała z kopa po obiedzie w splot słoneczny, to leżałem na bezdechu półtorej minuty i łapałem powietrze. Na szczęście żyję, a że wszystkim na około opowiadam, że należy wybaczać bliźniemu, to aby dać dobry przykład, wybaczyłem Petroneli i kocham ją nadal.

 

Miała przyszywane obie nogi, gdyż kiedyś wpadła pod bronę i jej obcięło. Ale jest to harda i twarda dziewucha, bo się nie załamała i mimo, że ją trochę pobolewa, to idzie przez życie bez pardonu i z wiarą wypisaną na czole. Jedynym mankamentem jest to, że lekarz był mańkutem i przyszył jej je na odwrót, czyli prawy do lewego lewy do prawego. Stąd stopy ma powyginane tak zwanym bumerangiem do zewnątrz i wygląda trochę jakby miała płaskostopie, choć to zwykły błąd chirurga.   Tym się zupełnie nie przejmuje i nie wniosła oskarżenia o dziwo, za co wielki szacunek. Też potrafi wybaczać. I taka jest nasza cała rodzina jak widać, wyssaliśmy to z mlekiem dziadka.

 

Ubiera się w najmodniejsze ciuchy i tylko oryginalne umundurowanie jej odpowiada. Powiem szczerze, że ma naprawdę świetny gust i zresztą...co tutaj gadać. Ładnemu we wszystkim ładnie. Oto Petronelcia Mazzix. Prosto z Quala Lumpur.

Biała plama pod nią, to biała plama na honorze, ale to stare czasy.





oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

"Little boy's got hang-over", czyli dlaczego nie ma na to szczepionki

piątek, 18 maja 2007 9:48

                                                                                                                                   

Czy to możliwe, że ten znany grecki skrzypek folkowy Kemot Rodis, nie ma jednak uszkodzonego mózgu, jak spekuluje prasa światowa? Co mu więc dolega, skoro jego zachowanie wskazuje na poważne upośledzenie umysłowe. Diagnoza postawiona przez najlepszych specjalistów w dziedzinie psychiatrii jednoznacznie sugeruje, iż jest to rozdwojenie jaźni połączone z katarem siennym lewej półkuli mózgowej. Efektem ubocznym tej przypadłości jest całkowita utrata kontaktu ze światem rzeczywistym, co powoduje anormalne zachowania. Z drugiej strony są świadkowie, którzy twierdzą, że na co dzień jest to w miarę... normalny osobnik. Biorąc pod uwagę, że za normę zwykle przyjmuje się ogół, a nie margines, ciężko się z taką opinią zgodzić. Widać za to okiem ubranym, że jest to nieprzeciętny talent aktorski. Co prawda głęboko nieuświadomiony, ale zawsze. Proponuję więc zdawać do łódzkiej filmówki i nie marnować drogocennego talentu na wyniszczającą walkę z własnymi kompleksami. Lucky loky man, syndrom Alcesta (nie gruby, ale z nadwagom) i okropnie brzydki. („Mam małego penisa i jestem taki brzydki - Wicuś ulepił grzybki” – Kazik Staszewski album „Mellasa”). Więc proponuję na wszelkie dolegliwości psychiczne i ból zwichniętej duszy ulepić grzybki i nastąpi chociaż chwilowa ulga. Dalej się obacy, ale wygląda mi to wszystko na pełen fajerwerków finał przy udziale bohaterów z serialu Gliniarz i Prokurator. Zaowocuje to albo zesłaniem do zakładu z drzwiami without clamkas, albo już wkrótce w ciemnej tej celi, na zgniłym posłaniu rozpocznie się niezła jazda. See ya in Hell then!!!! Powodzenia, dRuhu!


oceń
0
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

The Theatre of dreams, czyli ten chłopczyk ma kaca

piątek, 20 kwietnia 2007 11:56

Lubię teatr i czasami doń chadzam. Zwykle w towarzystwie mojej ukochanej, a w przyszłości mam nadzieję, że także nasz synek będzie chciał się z nami wybrać na coś fajnego od czasu do czasu. Jak byłem małym chłopakiem, mój tata zabierał mnie do Guliwera na przedstawienia kukiełkowo-pacynkowe i bardzo miło to wspominam. Mój tata w ogóle zawsze był super tatą i co by o nim nie powiedzieć, jest to generalnie kochany człowiek. Do dziś fajnie jest wyskoczyć i się trochę ukulturalnić w miłym, rodzinnym gronie. Ostatnio trochę to zaniedbaliśmy, ale mam nadzieje to nadrobić już niedługo. Nie zapomnę chyba nigdy spektaklu w teatrze Kwadrat pt. ”Dwie morgi utrapienia” z Janem Kobuszewskim w roli głównej. Ubawiliśmy się tamtego dnia niesamowicie. Facet wymiata po prostu, miażdży swoją osobowością i humorem kładzie na kolana. Chciałabym jednak nawiązać do innej sprawy, poniekąd ściśle związanej z tematyką teatralną. Ma to także związek z środowiskiem dziennikarskim Trójmiasta, które jest tak bliskie memu sercu, gdyż pradziad mojego dobrego kumpla z przedszkola urodził się nigdzie indziej, jak na sopockim molo. Mówię więc pokrótce, o co chodzi. Otóż chciałbym pokusić się o kilka zdań w kwestii komentarzy dotyczących mojej skromnej osoby, jakie ukazały się w zeszłym tygodniu na łamach Gazety Pomorskiej i pośrednio dotyczyły spektaklu grupy baletowej Flight Slider, który odbył się niedawno w teatrze offowym Regresja w Rumi. Po pierwsze chcę z tego miejsca gorąco pozdrowić i podziękować Panu, który tam tak pochlebnie zechciał się o mnie wyrazić i w samych superlatywach ocenił mój talent pisarski. Bardzo też dziękuję za zareklamowanie mojej strony internetowej w tak poczytnym dzienniku, jakim jak wszyscy wiemy, jest Gazeta. Z całego serca przepraszam również, że nie jestem Piłą, ale doprawdy choćbym bardzo chciał nią być, to jestem po prostu inną osobą i tego zmienić się już raczej nie da. Przepraszam także z głębi serca, że moje poczucie humoru jest tak mało czytelne i dlatego podwójnie jest mi przykro, że jednak byłem obecny na innym przedstawieniu kukiełkowym w tejże Regresji dnia 4 maja 1979 roku. Uprzedzając dalsze spekulacje na mój temat w mediach i na innych forach internetowych we wszystkich innych kwestiach, chcę poddać się samokrytyce i uczciwie wyznać wszystkie grzechy, zanim prędzej czy później i tak zostanie to odtajnione nie tylko przez IPN, ale przede wszystkim przez tegoż sympatycznego Pana. Otóż, nie łatwo mi o tym mówić, ale od urodzenia jestem zoofilem-homoseksualistą. Mam w domu akwarium i codziennie kocham się z moimi  pociechami. Wczoraj spałem ze skalarem Heniem, w poniedziałek zaś baraszkowałem z gupikiem Ziutkiem i tak to się jakoś kręci. W ostatnie Święta Bożego Narodzenia dwukrotnie współżyłem ze świeżutkim, młodym karpiem świątecznym, zakupionym okazyjnie w pobliskiej centrali rybnej. Najpierw w wannie iks razy dawaliśmy czadu, a potem jak przeistoczył się w karpika w galarecie i biedak już nie żył, to skonsumowałem ten związek ze smakiem. Także skłonności nekrofilskie również nie są mi obce jak widać. I to niestety jeszcze nie wszystko, gdyż pedofilem także jestem niestety. A w zasadzie jest to odmiana pedofilii zwana pedofilio-bibliofilią. Mianowicie, w co drugi czwartek miesiąca uprawiam miłość francuską z lekturami szkolnymi do drugiej i ósmej klasy. Są to przeważnie pozycje o następujących tytułach: „Dzieci z Bulerbyn” , „My, Dzieci z dworca Zoo” (czyli tzw. pedofilio-zoofilia - strasznie to skomplikowane wiem, ale taka jest „goła” prawda o mnie, biednym świrze) oraz najnowsze wydawnictwo mojego skromnego autorstwa pt. „Dziecko+zapałki=Ogień”. Trochę prywaty nie zaszkodzi, więc pozwólcie, że się trochę zareklamuję. Zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tę pozycję, w której staram się udowodnić tezę, że skoro prawdą jest twierdzenie jakie zawarłem w tytule opracowania, to prawdą też musi być również inne twierdzenie, że „Ogień – Dziecko = Zapałki” oraz że „Zapałki x Ogień = Dziecko”, wtedy i tylko wtedy, gdy prawdziwe jest założenie, że Tales i Pitagoras w jednym stali domu. Jak wiadomo nie jest to do końca potwierdzone, ponieważ w tej sprawie na drogę sądową weszli już Paweł i Gaweł, którzy poczuli się urażeni powyższymi spekulacjami.

No i moja ostatnia przypadłość, do której najtrudniej chyba jest mi się przyznać, to dendrofilia. Nie wszyscy wiedzą pewnie o co chodzi, więc przybliżę naukową definicję tego pojęcia. Denrofilia (dendrofilus dupus-łać.) skłonność do umieszczania ptaka w dziuplach dla tychże ptaków, znajdujących się w drzewach leśnych, a następnie dopuszczania się kopulacji z tym drzewami. Tutaj naukowcy zalecają pełne zabezpieczenie antykoncepcyjne, gdyż miał miejsce przypadek, że wiekowy dąb Bartek zaszedł w ciążę z opiekującym się nim leśniczym Zygfrydem Drzewieckim i ów gajowy musiał „wysrać” 3000 zł na abortaż.

                                                                                                                          

 

Gorąco pozdrawiam wszystkie zagubione dusze, błąkające się po tym świecie i którym tak ciężko jest tutaj żyć. Niech Bóg im wybaczy. Jesus Saves!!!!!!!

    

 


oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

METALLICA - ALTERNATYWNA HISTORIA ZESPOŁU PART III

niedziela, 14 stycznia 2007 16:12

 

 

Mamy rok 1985. Po zakończeniu trasy koncertowej promującej Ride the Lightning panowie udają się na krótkie wakacje, by na początku 1986 roku wejść do studia przy Abbey Road w Londynie i pod wodzą Wojciecha Jaruzelskiego przystąpić do nagrywania 3go longplaya. Każdy przyniósł po kilka pomysłów na kawałki, jednak James wyznał, że jest „wyzuty” z pomysłów i nie jest na razie w stanie pisać tekstów. Wspólnie więc postanawiają zatrudnić zawodowych tekściarzy, mistrzów tego fachu. Lars dzwoni do Andrzeja Mogielnickiego, który pisze słowa do Master of  Puppets, Sanitarium oraz Damage, Inc. Cliff jeszszcze z czasów liceum ogrodniczego zna pewnego zdolnego gościa, a jest nim Bogdan Olewicz. Jego wkład w warstwę liryczną albumu to Battery, Lepper Messiah i Thing That Should Not Be. Kirk zaś odnawia kontakt z Jackiem Cyganem, który pisze słowa do Disposable Heroes. Największą niespodzianką na płycie są słowa do przedostatniego kawałka pt. Orion, autorstwa Andrzeja Milczanowskiego-Cichockiego, z niezapomniana wokalizą Grzegorza Markowskiego, słyszalną tylko w specyficznych warunkach transcendenalno-hipnotyczno-alkoholowo-narkotykowych i po wypowiedzeniu zaklęcia: „Pole, las, woda, wieś, nadszedł czas, miotło nieś!” w każdy 6 ty czwartek miesiąca między godź. 23.19 a 25.08 rano.

  

Ten album to według opinii fachowców majstersztyk. Genialna twórczość genialnych ludzi.

 

Rozpoczyna się trasa promująca. Najpierw Stany u boku Ozzy’iego Ossbourna,  a potem Europa - już samodzielnie. Panowie miażdżą wszystkie napotkane na swej drodze miejsca i sale koncertowe. Wszystko wydaje się być idealne, cudowne, wspaniałe i wreszcie bezproblemowe. Ale... no właśnie. Nie jest tak do końca kolorowo. Pewnej Skandynawskiej nocy z 27 na 28 wrzesnia 1986 roku, czas staje w miejscu. Otóż po koncercie w Sztokholmie Panowie wsiadają w swój autokar IKARUS i jadą do Kopenhagi. Jest godzina chyba 3 rano jak wszystkich budzi jakieś niesamowicie ostre światło, bijące z nieziemską mocą prosto z nieba. Pomimo tego, że jest noc, nagle robi się jasno, niesamowicie jasno. Panowie budzą się. Autokar staje, choć kierowca twierdzi, że nie naciskał pedału hamulca. Otwierają się drzwi i do pojazdu, ku zdziwieniu i przerażeniu wszystkich, wchodzi najpierw Jimmi Hendrix, potem Jim Morrison, a na końcu John Bonham. Chłopaki i ludzie z obsługi zamierają w bezdechu i nie są w stanie wydusić słowa. Następuje taki oto dialog (z pamiętnika kierowcy autobusu):

 

J. Hendrix.: Elo chłopacy nie bujcie kalafiora!! Co, nie widzieliście „Uwierz w ducha” z Patrickiem Swayze czy co??? Spoko spoko już nawijam makaron na ucho i spadamy z tego ziemskiego padołu, bo widzę, że sracie w galoty he he.”

 

Kirk: „ Jimmi? To naprawdę ty? Nie do wiary, nie mogę w to uwierzyć... Chyba napiszę do Strefy 11 do TVN w tej sprawie. Jesteś moim Bogiem gitarowym wiesz???

 

J.Hendrix: „ Jasne, że wiem. Muszę Ci powiedzieć, Kirk, że jesteś całkiem dobry tylko masz trochę kiepską prezencję jak na rockmana. Powinieneś jakieś wąsy chociaż zapuścić, bo wyglądasz koszmarnie. Ale do rzeczy może. Przyszedłem tu z moimi Czarnuchami - Jimmem i Johnem, bo brakuje nam basisty do naszej kapeli STRINGI ŚWIĘTEGO PIOTRA. No bo tak: paru gitarzystów, wokalistów, wokalistek i perkusistów już zaćpało i są po naszej stronie mocy. Ale jak babcie kocham, nie ma tu żadnego basisty porządnego. Jest jeden taki, co trochę sobie popierduje, nazywa się Adolf Hitler, ale pisze same kawałki o Żydach i Cyganach, więc my go nie chcemy. Długo nad tym myśleliśmy i doszliśmy do wniosku, że najlepszym basistą na ziemi jest kto...??? No proszę, może ty Lars.

 

Lars: Hmm. No...tego...wiem chyba do czego „pijesz”. Cliff jest tym basistą.

 

J.Hendrix: Jogibabu Brawo Jasiu!!! I dlatego bierzemy go do siebie. Zrobimy małą inscenizację. Potem sprawimy, że o wszystkim zapomnicie i dalej sprawy potoczą się już swoim naturalnym torem, o.k.? Na nowego basistę wyznaczam wam Waszego syna , Jasona któremu nadaję nazwisko Newsted. Pomimo tego, iż ma dopiero 4 lata, przekazuje mu moc i umiejętności profesjonalnego muzyka. Czy są jakieś pytania??? Nie ma dziękuję.

 

I w ten oto sposób w porannych gazetach ludzie na całym świecie przeczytali o śmierci Cliffa Burtona, który tak naprawde nie umarł. Wstąpił do najbardziej boskiej kapeli we wszechświecie. Podobno do dziś grają covery Metalliki...

 

                                                                                       

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

METALLICA - ALTERNATYWNA HISTORIA ZESPOŁU PART II

wtorek, 19 grudnia 2006 22:38

W maju 1983 roku wychodzi debiutancki album zespołu zatytuowany KILL’EM ALL. Singlowy kawałek Metal MILICJA wskakuje natychmiast na czoło list przebojów Marka Niedźwieckiego, detronizując hit zespołu AYA RL Mała Megi. Do udziału w teledysku promującym to wyjątkowe wydawnictwo zostają zaproszeni m. in. Kojak, Colombo, por. Borewicz, Dempsey i Makepeace oraz Kapitan Sowa na tropie. Akcja videoclipu toczy się na komisariacie przy ul. Żytniej w Warszawie, a opiekunami medialnymi przedsięwzięcia zostają Super Ekspress i Telewizja Niepokalanów. Płyta sprzedaje się w pierwszym miesiącu w 184 egzemplarzach na całym świecie, co jest swoistym rekordem. Kukuła organizuje pierwszą w historii zespołu trasę koncertową pod szyldem KUKUŁADIS’CO TOUR FOR ONE ‘83. Koncerty biją rekordy popularności, a sama Metallica wypada olśniewająco grając 99% materiału z Play Backu (z wyjątkiem przerw między utworami) i pozostawiając w cieniu megagwiazdę death i speed metalu KAJAGOOGOO. Zespół zrobił pierwszy wielki krok do sławy i pieniędzy. Ale z prawdziwą sławą jeszcze chwilę poczekajmy...

 Podczes trasy, w przerwach między koncertami, panowie James, Lars, Kirk i Cliff tworzą nowy materiał.  Powstaje kilka nowych utworów. Ciekawostką jest, iż w kilku kompozycjach udziela się niejaki Dawid Mastejnbaum z Izraela. Młody, zdolny muzyk, wirtuoz fletni Pana, jego ojciec zginął w Oświęcimiu w 1971 roku będąc na wycieczce szkolnej z IV B. Wpadł pod motor z koszem przechodząc przez jezdnię. Mały Dawidek postanowił zostać zawodowym muzykiem, a przy okazji życia rock’n’rollowca i później będąc często w trasie, popadł w alkoholizm, a i „w kanał” też od czasu do czasu nie zawadzi przeca. I tak właśnie poznał Metallicę podczas jednej ze wspólnych imprez. Panowie od razu się zaprzyjaźnili. James nawet raz pożyczył mu 6 dolarów na gaśnicę pianową po tym, jak Dawidowi spłonęły włosy podczas jednego z koncertów. Nawaliły efekty pirotechniczne. Od tamtej pory  wołali na niego „ognisty” albo „Aganiok Marusia” albo po prostu „Rudy 102” (to ostatnie psełdo także ze względu na długość jego obrzezanego fallusa w stójce w milimetrach). Dawid, będąc odmiennej orientacji , miał chłopaka o imieniu Ron. Żle go traktował, bił, robił awantury, był zazdrosny no i dochdziły używki. Pewnego wieczoru podczas jednej z ostrych awantur ktoś wezwał policję i zabrali Dawida na dołek. Po miesiącu okazało się, że dostał 20 lat i osadzono go w wiezieniu penitencjarnym o zaostrzonym rygorze w St, Quentin. A Ron (podobno nazywał się Mc Govney) wyjechał na Antarktydę i tyle o nim słyszano. Smutna historia. A nasi chłopcy tak się tym biednym Davidem przejęli, że postanowili uwzględnić jego nazwisko nie tylko w  utworach, które pomógł im skomponować, ale także na kilku kawałkach z debiutanckiego albumu (Horsemen, Jump in the Fire and so on.). Rust in Peace, Dave... 

W końcu wychodzi upragniony album nr 2 – RIDE THE LIGHTNING. W ocenie tygodnika Płomyczek dostaje 5 gwiazdek. Dziennikarze muzyczni na całym świecie nie szczędzą słów zachwytu. Jedyne kontrowersje wzbudza utwór numer 4 na płycie – ballada??? o tematyce „Tak mi źle, tak mi źle, tak mi szaro, czyli chyba pierdolnę samobója” - Fade to Black. Krytycy muzyczni oskarżają Metallicę o komercję. Jak to?!!? Najostrzejszy, najszybszy band metalowy świata i taki kmiot a la Scorpions??? Jednak Lars spokojnie odpiera zarzuty na łamach KERRANG!!!: „ No fakt troszkę zwolniliśmy, ale w tym tkwi siła Metalliki. Nidgy nie nagramy dwóch takich samych albumów... a zresztą jak się wkurwię to za 10 lat nagramy LOAD z samymi balladami i dopiero będziecie mieli problem, więc lepiej przestańcie narzekać i zajmijcie się płaceniem alimentów.”. No mocne to były słowa i od tamtej pory do końca lat osiemdziesiątych nikt chyba nie ośmielił się w tak radykalny sposób krytykować zespołu. Nawet takie brzytwy pismackie jak Rogowiecki i Brzozowicz wyrażali się o kolejnych longplayach Czterech Jeźdźców w samych superlatywach.. A Ride the Lightning był naprawdę świetnym kawałkiem rocka i do dzisiaj uznawany jest za kamień milowy heavy metalu. Szczególną uwagę zwracaja „Komu bije dzwon Zygmunta?” z kultowym basem Cliffa Burtona oraz  Creeping Death z tekstem zainspirowanym filmem Faraon z Jerzym Zelnikiem vel doktorem Murkiem w roli tytułowej, w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Okładka przedstawiała fotel bujany a la Markiz de la Patik z VII w. n.e., na którym siedzi Miś Uszatek (przed egzekucją jeszcze więc nie miał klapniętego uszka), a w tle błyskawice pustoszące ten niebieski padół. Metafora do losu skazanego na śmierć osobnika, proszącego o jeszcze jedną szansę. Sceptycy tematu zarzucali zaczerpnięcie pomysłu z utworu grupy Hetman pt. Skazaniec. Jednak co było pierwsze jajko czy kura jest odwiecznym problemem myślicieli i filozofów na całym świecie od Bideta do Bizeta. Ciekawostką jest, iż w wydawnictwie rumuńskim albumu - z powodu błędów drukarni – tło okładki nie było niebieskie ale...w kolorze khaki wpadającym w seledynową kość słoniową. Takich unikatowych egzemplarzy krąży po świecie po dziś dzień zaledwie 30-40. Szczęśliwy ten kto go posiada. No po prostu w czepku urodzony!!!    

       C.D.N.
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

METALLICA - ALTERNATYWNA HISTORIA ZESPOŁU part 1

poniedziałek, 11 grudnia 2006 18:03

Powstało już wiele książek i biografii o moim ukochanym zespole. Siedząc sobie w domu jakieś 3 lata temu, któregoś wieczoru postanowiłem odnieść się do tematu i skrobnąć parę zdań od siebie. Gdyby zdarzenia potoczyły się inaczej, Metallica mogłaby być teraz w zupełnie innym miejscu na muzycznej mapie świata. Powstało wiele plotek i nadal snutych jest mnóstwo domysłów co do poszczególnych okresów działalności zespołu jak i dotyczących życia prywatnego jego członków. Przeprowadziłem około 80 wywiadów z ludźmi z bezpośredniego kręgu zespołu jak i z samymi jego członkami. Przedstawiam Wam jedynie słuszną i w 100% prawdziwą historię zespołu Metallica i jeśli ktoś będzie wmawiał Wam, że jest inaczej – nie wierzcie mu!

                                                                                           

CHAPTER 1

 

W roku 1963 w Dani, Gentofte na świat przyszedł Leszek Orlik z ojca Janusza Orlika i duńskiej owcy o dźwięcznym imieniu Brian Laudrup. Chłopak chodził najpierw do żłobka 2 lata, 5 lat do „pszeczkola” i potem 14 lat do podstawówki. Nie był zbyt pilnym uczniem, dlatego nie zdał 6 razy z ZPT, Plastyki, Środowiska i 3 razy z Religii. Ciągle krzyczał, że kocha Szatana i chce się z nim przespać. Jedynie z WF-u wykazywał ponadprzeciętne zdolności. Ojciec, Janusz Torben Borben Usmesmaken Orlik zapisał go więc na tenis stołowy, ale pomysł ten okazał się niewypałem, gdyż Leszek uparł się, że będzie grał nie klasyczną rakietką do ping-ponga, ale rakietą do tenisa ziemnego i piłką lekarską (ona bynajmniej nie leczy ta piłka). Tata Torbacz widząc co się dzieje, postanowił przepisać synka na lekcje tenisa na korcie jeno prawdziwym. W tym samym roku nicpoń wygrał Wimbledon i Rolland Garros, dlatego postanowił spróbować swych sił w zgoła innej dyscyplinie. Zapragnął zostać perkusistą. Poleciał kupić perkusję do U.S.A, gdzie w sklepie muzycznym w L.A. spotkał Jamesa Chetfilda, który jak się później okazało, chciał kupić syntezator KORG-a i planował założenie kapeli discopolowej. Panowie Leszek i James od razu przypadli sobie do gustu. Te same sny i marzenia o ostrym graniu spowodowały, że szybko ze sobą zamieszkali. Wynajeli hacjendę na strychu w jednej z czynszowych kamieniczek L.A. i próbowali grać. Udało im się skomponować kilka kawałków, z których jeden – Chit de Lajts -  został zamieszczony na kompilacji Metal Massacre, obok utworów takich kapel jak Amadeo, Just 5 czy Abba. Zaraz potem do składu dochodzą basista KLIF BALKON i gitarzysta od solówek (w szkole bez przerwy wywoływał komuś solówę, a jak nie to ‘trzy wolne”- Fade To Black, Sanatorium i One) KRET HAMEK znany później jako M.C.HAMMER. Please Hammer don’t hurt ‘em!!! Panowie kombinują demo „Nie ma życia bez tureckiej skóry”, które od razu staje się sensacją muzycznego podziemia L.A. i S.F. Kasetą oczarowany jest pewien jegomość, który prowadzi sklep muzyczny w Sieradzu – Jasiek Kukułka ( Johny Zazula). Proponuje chłopakom nagranie płyty. Wymyśla nazwę dla zespołu – METALLICA. Leszkowi nadaje amerykańsko brzmiący pseudonim Lars Ulrich i odpowiednio pozostałym Cliff Burton i Kirk Hammett. Między czasie Jasiek Kukuła wraz z Cliffem i Kirkiem wprowadzaja się do domu Larsa i Jamesa. Tam tworzą pięciokąt małżeński, czego wynikiem jest ciąża Zazuli. Po 9-ciu miesiącach rodzi się im syn zwany Jasonem z Gwiezdnego Patrolu. Chłopczyk waży 17,5 kg, jest zdrowy, a pierwsze słowa jakie wypowiada po urodzeniu to: „Siostro bassEN!!! Chce mi się lać!”.  C.D.N.

 
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  679 310  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

GODAR - kapela kolegi

METALLICA LIVE

SWIFT

O moim bloogu

KONTAKT: velkrav@gmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 679310
Wpisy
  • liczba: 238
  • komentarze: 17068
Galerie
  • liczba zdjęć: 33
  • komentarze: 3
Bloog istnieje od: 3943 dni

Więcej w serwisach WP

Komediowo.pl

Pytamy.pl