Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 004 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

___PREMIERA KSIĄŻKI "MIRABELLA" MIKOŁAJ MAZIARZ___ EMPIK, Merlin.pl oraz ponad 60 księgarni internetowych

SERDECZNIE WITAM CIEBIE NA MOIM BLOGU!!! JESTEM CZŁOWIEKIEM Z WYBORU, KTÓRY PODĄŻA PRZEZ ŻYCIE REALIZUJAC NAJWIĘKSZE MARZENIA. PREZENTUJĘ ABSURDALNY HUMOR, SPECYFICZNY STYL PISARSKI ORAZ JESTEM WIERSZOKLETA SAMOISTNIE NARODZONYM PEWNEJ WRZESNIOWEJ NOCY 2004 ROKU. MAM SYNKA KTÓRY MA ZESPÓŁ ASPERGERA I DZIĘKI TEMU JEST TAK ORYGINALNY, ŻE CZASAMI NIE MOGĘ UWIERZĆ, ŻE BYWA ORYGINALNIEJSZY ODE MNIE SAMEGO, CO WYDAWAŁO MI SIĘ KIEDYŚ NIEMOŻLIWE. MA NA IMIĘ JULIAN I JEST DLA MNIE KIMŚ WYJĄTKOWYM. KOCHAM GO. A SAM JESTEM ARTYSTA-PISARZEM, KTÓRY ZAJMUJE SIĘ WYMYŚLANIEM INTERESUJACYCH HISTORII I TWORZENIEM Z NICH POWIEŚCI BELETRYSTYCZNYCH. MÓJ DEBIUT I KSIAŻKA "MIRABELLA" - SIERPIEŃ 2011. ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG, KTÓRY PORUSZA WIELE TEMATÓW Z RÓŻNYCH SFER MOJEGO ŻYCIA. PEACE NAD LOVE. zapowiedź wydawnicza mojej powieści: http://www.piszesie.pl/mirabella

ALCOHOLICA Z ORKIESTRĄ - relacja / LUBIN 16.01.2016

wtorek, 02 lutego 2016 10:43
Po kilku miesiącach uzasadnionej przerwy w kontakcie z symfonią grupa coverowa Alcoholica zapragnęła przerwać milczenie - pewnie poniekąd słusznie - by po raz drugi zatrudnić „Smyczkowych Młodych Zdolnych” i odpalić alkoholowy repertuar bez pardonu. „Fuckin On And Fuckin No Regrets!”, że zacytuję klasyka. Po raz drugi w historii z towarzyszeniem orkiestry wystąpił bowiem dnia 16 stycznia 2016 roku Zespół Pieśni i Tańca ze Świerklańca. Choć szczerze przyznam Sasim to ściemniacz, bo nie widziałem ani razu, żeby tańczył, bo pieśń to jeszcze mu w miarę wychodzi, choć czasami bokiem – jak to nieszczęśliwie zdarzyło się podczas pierwszego koncertu w październiku zeszłego roku. Na miejsce sztuki Alkoholica wybrała tym razem „miedziowe” zagłębie LUBIN. Nie mam nic do Lubina, a wręcz przeciwnie, mają super stadion i Klub i „Lubię to!” (nazwa miasta obliguje), ale nie ma z nim połączenia kolejowego z mego miasta. Nie mówię, że bezpośredniego, ale żadnego. Na sankach mi się nie chciało, bo to za daleko i mój pies, który waży 6 kg nie pociągnąłby na tym dystansie, więc wybrałem podróż łączoną: Metro / Autokar Polski Bus / PKS Wrocław. Na prywatny odrzutowiec aktualnie mnie nie stać, bo niedługo wydaję i wszystko zainwestowałem.
Cóż, zacznę w takim razie od początku, bo od końca jakoś tak głupio. Zabieram Was więc w podróż na koncert wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju! ALCOHOLICA & ORCHESTRA MIXTURA. Jako „KONDUKTOR” wystąpiła tym razem po raz drugi z rzędu Pani PAULINA ROGOWSKA, choć ku zaskoczeniu wszystkich teraz nazywa się nieco inaczej, i póki co jakoś tak jakby...hmm... inaczej wygląda! Tak, jest pełna sił witalnych i pozytywnej heavy metalowej energii. Wszystko za sprawą zawartego niedawną związku małżeńskiego, o czym Jaymz Sasimfield aka Wojciech Sasimowski (rhythm guitar and vocals) informował bez przerwy, non stop, w koło Macieju. Najlepiej pasuje mi tutaj jednak określenie: Dookoła Wojtek! Panie Wojtku, Pan to zawsze musi kogoś albo coś zareklamować! Ach te kontrakty, ciągle coś! Gratuluję! Masz pan głowę do interesów!
No to cóż! Here I Am, On The Road Again!
Wyszedłem o godzinie 6.07 rano i skierowałem się na stację metra, aby sprawnie przedostać się na dworzec Warszawa-Młociny skąd nastąpił (pełen) odjazd. Szczerze mówiąc, na to właśnie liczyłem, gdy podjąłem decyzję, aby wyruszyć w pojedynkę w podróż życia. Może nieco przesadziłem z określeniem „podróż życia”, ale wyobraźnia płata figle i zdolna jest do wszystkiego. Meniosy objeżdżają całą kulę ziemską, a ja pokorny chłopak wyruszam do Lubina z przesiadką we Wrocku i cieszę się jakbym leciał co najmniej TU-154 na koncert grupy Alcoholica na Galapagos, albo na Komodo do siedziby Waranów. A że Wrocław szczerze lubię i bywam tam dość często to jest to dla mnie wielka radość i satysfakcja pojawić się tam choć na chwilę. Przyznam, i chcę to na wstępie zaznaczyć, że ani we Wrocławiu, ani w Lubinie nie spotkałem ani Żółwi-Gigantów, tym bardziej Waranów, choć przechodniom przyglądałem się uważnie. Jedyny akcent z żółwiem to było natknięcie się w Lubinie na plakat Hemp Gru. Ci hiphopowcy nagminnie i ciągle „biją żółwie”. Takie przywitanie, cóż. Każdy wita się jak lubi. Eskimosi nosami, a metalowcy przybijają „piątkę”. Na przybicie „piątki” z Alkoholicą bardzo liczyłem, choć nie był to jedyny powód, aby wyruszyć.
O 12.30 zawitałem do Bresslau, tam wciągnąłem trzema ruchami widelca pyszny obiad w restauracji przydworcowej za 7,50 zł + kompot gratis, a następnie wsiadłem do pamiętającego czasy późnego Jaruzela PKSu, który w jedyne 97 minut przewiózł mnie w „komfortowych warunkach” do miejsca docelowego. Wysiadłszy na Dworcu Autobusowym Skłodowskiej w Lubinie pomaszerowałem w kierunku hotelu z kupioną we Wrocku mapką. „Ale odludzie!” - na początku pomyślałem idąc przez miasto i wesoło pogwizdując Damage, Inc. Na ulicach zero ludzi, jakoś tak autentycznie odludnie, ale nie zrażając się wędrowałem ochoczo dalej. Od rana nie miałem piwa w ustach – w drodze czytałem Norwegian Wood Murakamiego i postanowiłem nie kupować browaru do autokaru. Postanowiłem w Lubinie nie brać też autobusu, ani taxi, a wybrałem przechadzkę przez całe miasto, co zajęło mi góra pół godziny, może 40 minut. Po drodze mijałem kolejne bloki, Centrum Kultury „Muza” przy którym sfotografowałem plakat z zapowiedzią wieczornego koncertu, a następnie udałem się przez park w kierunku Hotelu Skarbek, gdzie zamierzałem stacjonować.
Wreszcie pokój hotelowy. Uprzednio nabyłem 4 piwa więc jak tylko zasiadłem, aby odsapnąć po ponad 10 godzinnej tułaczce (w hotelu byłem o 16.30) od razu odpaliłem Beer no. 1 z mojego bogatego wachlarza trunków na ten wieczór. BEER’EM ALL – to hasło-slogan przyświecało mi i taki też był mój plan kolejne godziny. Szybki prysznic, w TV leciał film, który bardzo lubię i pijąc browar sobie go do końca obejrzałem. „Jutro pójdziemy do kina” to film fabularny, który zapoczątkował serię „Czas honoru” i który to mogę oglądać w kółko, czyli Dookoła Wojtek. Są filmy które nigdy mi się nie znudzą (to trochę tak jak Metallica) i ów do nich należy. Hotel bardzo schludny i polecam go, bo warto się tam zatrzymać, jeśli ktoś będzie jechał na mecz Zagłębia Lubin z jego ulubioną drużyną – stadion jest nieopodal hotelu – to jest to bardzo dobre miejsce na spoczynek po meczu tudzież w moim przypadku właśnie po koncercie.
Po godzinie 18.00 ubrałem się schludnie (w końcu ma być symfonicznie, nie?) i wyszedłem na ulicę Hutniczą, aby wyłapać jakąś drezynę tudzież taksówkę. Zaopatrzony w 100ml wódki-pomarańczówki wyruszyłem w kierunku miejsca koncertu. Uznałem, że wypite 3 piwa (1 zostawiłem w pokoju) plus pomarańczówka na koncercie w zupełności wystarczą, aby wprowadzić się w nieco bajkowy nastrój. Aby bawić się wyśmienicie, a nie być w stanie zwałki kompletnej.
Na miejscu było już trochę ludzi z „branży alkoholowej”. Jedni stali do kasy, inni dyskutowali, a jeszcze inni zasiedli już chwilę wcześniej na sali koncertowej. Po przejściowych trudnościach z przeskanowaniem biletu wszedłem do środka i zająłem miejsce w 3. rzędzie skrajnie po prawej stronie. Ubrany w białą czapkę pragnąłem tym samym oraz wszem i wobec zaznaczyć, że czuję się „w czepku urodzony”, bo mogę być tego wieczoru z Alkoholicą w mieście Lubin i do tego mam w tylnej kieszeni spodni schłodzoną pomarańczówkę. Żyć, nie umierać! Scena duża, dość okazała, a na niej ustawione instrumenty smyczkowe, krzesełka dla muzyków oraz perkusja, basy, gitary i mikrofony. Klimat odpowiedni do konkretnej rozwałki, która miała dokonać się tego wieczoru. Mija kilka minut i wreszcie starsza młodzież symfoniczna zaczyna pojawiać się na scenie. Otrzymuje momentalnie gromkie brawa i owacje na leżąco! Zaraz po nich wchodzą główni bohaterowie: Jaymz Alan Sasimfield, Lars Skotniczny, Clifford Lee Flak oraz Kirk Kędzierski. Zaczyna się koncert i Mixtura rozpoczyna uwerturą Ecstasy of Gold, co nie zaskakuje nikogo, a wprowadza w prawdziwą ekstazę. Wszyscy mamy mokro i ślinimy się z radości. Robi się podniośle, ekstaza udziela się na twarzach osób znajdujących się na trybunach i po chwili rozbrzmiewają pierwsze dźwięki THE FOUR HORSEMEN. Jeżeli chodzi o metalikowy repertuar to nie mam i nie miałem nigdy większych obiekcji i łykam praktycznie wszystko, co mi na talerz podadzą. Owszem, po 20 latach w Metclubie, po 26 latach słuchania Metalliki dzień w dzień, jak to w najlepszym małżeństwie, są pewne kryzysy, ciche dni. No powiem tak, ostatnio po 19 latach wypisałem się z Metclubu na własną prośbę, nie miałem przez rok ochoty słuchać Metalliki, a teraz jak mi wróciło to właściwie słucham tylko pierwszych 4 albumów, które są ponadczasowe i nic ich nie przebije, wiemy o tym wszyscy doskonale. W międzyczasie przywrócili mnie w członkostwie, więc wszystko wróciło na właściwe tory. Znowu jestem tu, gdzie być powinienem i gdzie tak naprawdę byłem od dnie mych narodzin, ale jeszcze nie byłem tego świadomy. THE 4 HORSE to cudowny utwór Dave’a Mustaina z dopisanym środkiem (tę historię znamy na pamięć), uwielbiam go, jest genialny, rewelacyjny, rozwala mnie na glebę od dnia, w którym usłyszałem go po raz pierwszy w życiu. Alcohollica wespół z Mixturą zrobiła go fantastycznie i słuchało się tego genialnie. Nie jestem w stanie odtworzyć partii smyczkowych i pozostało tylko wrażenie, ale to było niewątpliwie mocne rozpoczęcie koncertu. W przerwach między utworami Sasim będzie cały czas reklamował Panią Paulinę Rogowską i non stop będzie starał się tym samym poprzez przekaz podprogowy powiedzieć wszystkim nam, że propaguje związki zalegalizowane. Cały czas próbował nam przekazać, że zachęca nas do zawierania małżeństw, i chce nas zniechęcić do życia „na kocią łapę”. Sasim to wielki przewodnik, prawdziwy mentor, bo nie tylko zagra i pięknie zaśpiewa (nie tańczy, fakt, ale pewnie kiedyś i w końcu się nauczy), ale i przekaże wiernemu ludowi wartości ponadczasowe. O naszą moralność nie musimy się więcej martwić :)
KING NOTHING poszło na drugą nóżkę. „Where’s Your Crown, King Nothing?” – pytał Nasz Polski James, ale nie widziałem, żeby ktoś na sali nosił koronę, więc odpowiedzi szukać było na próżno. Miałem co prawda czapkę, ale się nie odzywałem. Jeżeli ktoś przyjechał na koncert z Czech to mógł dysponować koronami czeskimi, ale nikt widocznie nie czuł się na siłach, aby dać odpowiedź. Niektórzy widziałem schylali się pod fotele i czegoś szukali, ale widocznie nic nie znaleźli. Utwory z Load można lubić, albo nie lubić, ale osobiście ten utwór jest mi bliski w jakiś nieokreślony sposób. Wyszło w porządku! Mixtura szalała, kobiety mdlały, panowie je cucili. Normalne na koncertach Alkoholica & Pani Paulina with Jej Wysokość Starsza Młodzież Thrash Violin Band. Dalszy ciąg zdarzeń to kultowa, a moja ulubiona i ukochana ballada Metalliki, FADE TO BLACK. W utworach lirycznych szczególnie uwypukla się obecność symfonii w aranżacji, dlatego FADE wyszedł cudownie i bardzo się cieszę, że zagrali ten właśnie hicior z Ride the Lightning w pierwszym rzucie. Nie chcąc jednak popaść w stan zbytnio depresyjny, a tym bardziej samobójczy przypominam sobie słowa NO ONE BUT ME CAN SAVE MYSELF..., ale żeby nie dopuścić do stanu „TOO LATE” wyciągam pomarańczówkę i biorę większy łyk. Uff!!!! Cudownie się czuję, bo wprowadzone uprzednio do mego krwioobiegu 3 piwa w połączeniu z wysokoprocentowym trunkiem ostatecznie odganiają czarne myśli. Ależ życie jest piękne!!!
Alkohollica przerzuca stronę tej pięknej księgi zatytułowanej „ALCOHOLICA%ORCHESTRA MIXTURA - LUBIN 16.01.2016 – LIVE SHIT, BULL SHIT” na utwór TURN THE PAGE, który okaże się potem jedynym coverem tego wieczoru i który nie dość, że coveruje Metallica, gdyż to utwór Boba Segera, to jeszcze teraz Metallikę coveruje Alcoholica. Nie widziałem na sali Boba Segera, ale jestem przekonany, że jakby zobaczył wykonanie Alcoholiki zapragnąłby z-coverować swój własny utwór. Wtedy można powiedzieć, że temat zamknąłby się w jednej wielkiej rodzinie obarczonej metalowym alkoholizmem. „On a long and lonesome highway, east of O-LUBIN…” – nucę sobie pod nosem i delektuję się uczestnictwem. Sasim znowu coś o małżeństwie, ale już tylko lapidarnie, aby podtrzymać przekaz. Pani Paulina rozbawiona, młodzież skupiona, ale wyraźnie widać, że niektórym muzykom trudno jest ukryć grymas rozbawienia. Niektórzy wyglądają, jakby wręcz chciało im się z tego wszystkiego zapaść pod ziemię, zniknąć w niebycie, więc zgodnie z prośbą wyrażoną myślami wybrzmiewają pierwsze takty I DISAPPEAR. „Do you bury me when I’m gone, Do you teach me while I’m here…”. “Motywy śmierci w twórczości Metalliki”. Wyobrażam sobie, że jest możliwy taki temat na maturze. Ale to bardziej w Liceum Ogólnokształcącym im. Cliff’a Burtona w Świerklańcu w klasie o prawdopodobnym profilu Biol-Chem. CHEM dlatego, że między chłopakami z Alkohoiliki jest prawdziwa „chemia” i to wisiało w powietrzu, a BIOL...??? Hmm...Nie wiem, qrwa. Możliwe, że w szkole z biologii mieli dobre stopnie.
FIXXXER – „Dolls of Voo Doo, Stuck with Pins-aaaaaaa....”. No tak laleczka voo doo kojarzy mi się jedynie z WÓDĄ, czyli znowu nawiązanie do nazwy zespołu. Myślę, że tym razem Sasim i Spółka Alkoholowa Z Nieograniczoną Nieodpowiedzialnością tak wykwintnie dobrała repertuar na ten wieczór, że chylę czoła. MARKETING oraz PR mamy tutaj znowu na najwyższym światowym, ba, a nawet powiatowym, poziomie. Po wysłuchaniu tego utworu, aż chce się człowiekowi „na nowo zakochać w życiu”. To niniejszym czynię i wychylam kolejny łyk pomarańczówki. „To fall In love with life again, to fall In love, to fall In love, to fall In love with life again!!!!!” – śpiewa Św. Wojciech ze Świerklańca i śpiewa tak, że niewiastom stringi spadają, a mnie samemu kopar(k)a opada. Muszę przyznać, że wokal na tym koncercie był znacznie, ale to znacznie lepszy niż w Warszawie. Nie mówię tutaj oczywiście o braku tym razem infekcji gardła, ale ogólnie widać, że nasz front-chłopak mocno się przyłożył. Na wysokich partiach bywało ciężko, ale Hetfield również na koncertach często wygląda tak, jakby miała mu krtań wypaść. Więc szacunek dla Kierownika Tego Pierdolnika Zdzśka Sasimowskiego w tym temacie!
Druga część koncertu rozpoczęła się instrumentalnym, patetycznym TO LIVE IS TO DIE. To utwór wyjątkowy, bo jest w nim zawarty duch Cliffa Burtona i to czuje się zawsze, gdy się go słucha. „When a man lies He murders some part of the World…” mówi z zaświatów Cliff i nad tym należy się skupić. Osobiście tego wieczoru ani razu nie skłamałem, poza tym, teraz wszystko, co piszę to też prawda (subiektywna) i w ogóle wiadomo nie od dzisiaj, że prawda w oczy kole, więc ogólnie rzecz biorąc: doPRAWDY, iście cudowny to był wieczór, a potem poranek (o tym za chwilę). Kolejno dalej poleciały (wahadłowcem): DON’T TREAD ON ME oraz MY FRIEND OF MISERY z Black Albumu, a zaraz po nich mój ukochany WASTING MY HATE from Load Album. Cały zestaw powyższych utworów w ciekawej, mixturowej aranżacji zaspokoiły moje oczekiwania, połechtały zmysły i lubię wymienione 3 utwory muszę przyznać z radością. Widomo, że w moim rankingu era BLACK/LOAD/RELOAD pozostawia something do życzenia, jeśli chodzi o niewyrównany poziom, aczkolwiek powyższe jak najbardziej dały radę :)
ONE poszedł „Bez Pyrotechnics” ze względów bezpieczeństwa. Poza tym kryzys światowy, spadły obroty, trzeba ciułać grosz do grosza, będzie kokosza. Sasim pamiętał koncert Metalliki w Montrealu w 1992 roku, w którym James Hetfield został mocno „przygrillowany”, gdyż stanął chłop w niewłaściwym miejscu. Zastępował go oczywiście John Marshall. Sasim chwilowo nie ma technicznego, więc obawiał się, że nie będzie miał kto wypełnić lukę na gitarze rytmicznej. John’a Marshalla najprawdopodobniej nie było tego wieczoru w Lubinie, a poza tym z tego co się orientuję przeszedł na muzyczną emeryturę. Odwiedzają go wnuki, siedzi spokojnie i brzdęka na pudle jakieś covery Sipińskiej. Zbliżamy się do końca koncertu i zapowiedziany zostaje ostatni utwór, którym oczywiście jest ENTER SANDMAN. Osobiście nie jestem jakimś wielkim fanem tegoż kawałka, ale wiadomo, że zawsze jest klimat, gdy wybrzmiewa, a ludzie skaczą zajadle. W tym momencie postanowiłem ponagrywać trochę i sfilmowałem telefonem cały utwór. Może potem zamieszczę, bo są wesołe ujęcia. Atmosfera już sięga zenitu, bo wszyscy wstają z siedzeń i podchodzą pod scenę. Za chwilę na bis jadą 2 utwory czyli autorski BEER’EM ALL oraz para-monumentalny i klasyczny w swojej wymowie SEEK AND DESTROY, który odegrany jest przy zapalonych światłach. BEER’EM ALL to już klasyk z TURBO TOP, ale uczciwie powiem, że bardzo lubię ich pierwszy, oficjalny utwór autorski. Przypomina klimatem mieszankę stylów Mustaine-Hetfield-Beyond Magnetic-N.W.O.B.H.M.-Frąckowiak-Wodecki i słuchało mi się go na koncercie (Z ORKIESTRĄ!!!) wyśmienicie. Solo i całość jest super i gratuluję chłopakom weny twórczej.
Jedno, co uważam za skandal (ale może po prostu za dużo pomarańczówki) i jestem zawiedziony i poproszę Książkę Skarg i Wniosków, że Anesthesia(Pulling Teeth) nie została zaaranżowana z orkiestrą. Toż to idealny utwór na symfonię. Kompletnie tego nie rozumiem i wyrażam zupełną dezaprobatę w tym temacie. Zamiast promować basistę, to oczywiście Jaymz Sasimfield ma największe parcie na szkło i się lansuje na potęgę, ale żeby kolegę z zespołu wypromować to już nie. Nie mówiąc o tym, że Michała Skotnicznego umieścił w akwarium, choć trzeba obiektywnie przyznać, ze nasz LarsFish Scott Nitzny grał miażdżąco i nawet z tak daleka potrafił pokazać wachlarz swych metallikowych możliwości (a Fisza Była Bez Ości). Zupełnie lekkostrawna!
I niech Sasim w końcu coś zatańczy :)
A Public Relations…hmm… Nie lubię się powtarzać, ale...WOW!!! Wprowadzając „Motyw Śmierci” do setu koncertowego panowie już 16 stycznia 2016 roku wprowadzili nas „podprogowo” w nadciągający niczym burza piaskowa singiel FOR THOSE WHO LEFT. Nadchodzi burza i nadchodzą tym samym piaskowi ludzie z drugim utworem. W oczekiwaniu na nowy song odtajnię zagadkę. Bohaterem wieczoru i piłkarzem meczu (zastosowałem nomenklaturę ME w Piłce Ręcznej) została oczywiście PAULINA ROGOWSKA-SERWA. Gratulujemy!!! Nagrody prześlemy pocztą!!!! A nowy song już miał swą premierę. Panowie! Rewelacja! Się da napić!
Koncert skończył się i w związku z tym, że chłopaki zaraz „po” uciekali czym prędzej do Świerklańca, ogarnąłem szybkie zdjęcia pamiątkowe, a następnie postanowiłem wypić jeszcze 1 bardzo duże piwo w przylegającej do sali koncertowej restauracji. Akurat odbywał się tam dancing, więc wbiłem się i zamówiłem piwo i tosty. Sącząc browarka przyglądałem się przez jakieś 40 minut tańczącym i miałem niezły ubaw. Powracając przed północą do hotelu snułem się po rynku, oglądając Lubin podświetlony i sympatyczny, choć ciągle żywego ducha na ulicy. Ani żywego, ani nawet umarłego. To bardzo spokojne miejsce. W hotelu poszedłem po godzinie spać i nad ranem szykując się do wylotu obejrzałem sobie powtórkę walki Artura Szpilki. Bambus straszliwie go złoił. Po tym nokdaunie udałem się na śniadanie do restauracji hotelowej, gdzie spotkałem sympatycznych ludzi z Siedlec, którzy rozpoznali moje zamiłowanie do Metalliki po koszulce z Metclubu i zagadali do mnie, więc miło się gawędziło o koncercie, na który oni oczywiście również przyjechali specjalnie samochodem i mieli przecież jeszcze dalej ode mnie, więc szacuj wielki! Dla siebie samego też podziw, że chciało mi się przyjechać :)
W pociągu powrotnym wspominałem koncert i ten krótki, acz treściwy, wypad do Lubina. Słuchałem mp4-ki (na niej pierwsze 4 albumy Mety) i na zmianę czytałem Norwiegian Wood Murakamiego. Tuż przed wyjazdem kolega zgrał mi ten materiał i po załadowaniu go na odtwarzacz okazało się, że mam automatycznie taką oto kolejność: 1. BATTERY 2. FIGHT FIRE WITH FIRE 3. HIT THE LIGHTS 4. BLACKENED 5. A.J.F.A. 6. MASTER OF PUPPETS 7. RIDE THE LIGHTNING 8. 4 HORSE 9. FOR WHOM... etc. czyli zagadka i klucz do niej myślę prosty :) Utwory poukładały się w kolejności 1,2,3,4 etc więc „jedynki” z 4 albumów miałem na początku. Ropierdol! Przesłuchałem materiał, doczytałem książkę (pozycja warta uwagi-polecam!!!) i na sam koniec jak już byliśmy blisko Warszawy, stojąc w korytarzu, aby rozprostować kości, na słuchawkach miałem Oriona i tak sobie myślę, jakby tutaj spuentować ten wyjazd, czym by go tutaj inteligentnie podsumować. Hmm... Patrzę w dal i nagle widzę na korytarzu stoi sobie kobieta oparta o wejście do przedziału. Trzyma na ramieniu dużą, czarną torbę z białym napisem, który wprawił mnie w osłupienie i kosmiczne rozbawienie. Nadrukowane wielkimi literami było: „PÓŹNE RokoKOKo” :)
 
Podsumowanie strzał w dziesiątkę!
 
ALCOHOLICA POLAND :)
 
STYL: PÓŹNIE ROKOKOKO
 
W SKŁADZIE PORCELANY:
Jaymz Alan SASIMfield – gr, voc
Lars SCOTT NICZNY - drums
Clifford Lee FLAK – bass, backing voc
Marcin „Kędy Idą?” KIRKdzierski – lead gUITAR
 
FUCK YEAH!!!!!!!!
 
Written by Mikołaj Maziarz

oceń
6
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

MOJE ŻYCIE I ŚMIERĆ W... no właśnie!

czwartek, 24 kwietnia 2014 14:12

 

Uświadomiłem sobie we wtorek, że ma miejsce coś takiego:

 

1995-2013.

 

To jest życie i śmierć moja w THE METALLICA CLUB. Tak, moja przygoda z Metclubem dobiegła końca. Jeszcze 10-15 lat temu nie mógłbym żyć bez tego, ale wszystko się zmienia jednak i jak człowiek zaczyna mieć coraz więcej własnych spraw, pasji, zajęć to pewne sprawy schodzą na dalszy plan. Kiedyś było to moim całym życiem. Koncerty (do dzisiaj 18), wyjazdy, kolekcjonowanie koszulek, magazynów SO WHAT, których zgromadziłem od 1995(1996) całe stosy i zawsze będę do nich wracał czy choćby spotkania i rozmowy z chłopakami z zespołu, których nigdy nie zapomnę. To wszystko dzięki The Metallica Club. Spotkania z Jamesem (te najmilej wspominam, bo bywało że on mnie słuchał, a ja miałem łzy w oczach jak mówiłem mu, że trzymam kciuki za to, żeby jego rodzina się nie rozpadła przez jego nałogi itp. a ludzie dookoła patrzyli na nas z rozdziawionymi twarzami i zapadała totalna cisza na sali), Larsem, Kirkiem, Jasonem, Robertem, a także z Tonym Smithem (kultowa postać, założyciel i twórca metclubu), z nieżyjącym Robertem Reisingerem, z Niclasem Swanlundem, Tobym Stapeltonem. Wielu nie będzie wiedziało o kogo chodzi, ale wystarczy, ze ja wiem.J No i Hell Riders From Poland – pierwszy polski Local Chaprter of The Metallica Club, który współtworzyłem.

 

Przeżyłem dzięki METCLUBOWI niezapomniane chwile. Najważniejszym momentem jest dla mnie koncert z orkiestrą symfoniczną w Berlinie 19 listopada 1999 roku. To było coś jedynego, niepowtarzalnego, wyjątkowego, a zakończyło się afterparty i targaniem brody Larsa przez Łukasza vel Kobonga oraz obecność tam mojej małżonki i jej zdjęcia z Hetfieldem i Michaelem Kamenem (R.I.P..) oraz  oczywiście z Larsem na kanapie podczas wspólnego picia Heinekenów, plus ich spotkanie z Jasonem w kiblu - niesamowite przeżycia. Cóż, jednak konieczność przynależności do fan clubu Metalliki nie jest już dla mnie dziś „obowiązkową koniecznością”. Inne sprawy są na pierwszym miejscu i to się zmienia niewątpliwie i w naturalny sposób ewoluuje. Julek – przede wszystkim, rodzina oraz rzecz jasna własny zespół i tworzenie materiału, koncerty i oczywiście pisanie, czyli praca nad kolejnymi książkami. Bliski „dwudziestolecia” oświadczam, że w 2013 roku wypadła moja „osiemnastka” więc i tak nieźle się utrzymałem na powierzchni. Co prawda tak naprawdę do fan clubu zapisałem się we wrześniu 1996 roku natomiast w papierach mam rok 1995, ponieważ The Metallica Club z pewnych powodów w roku 2000 dokonało przeniesienia dat członkostwa o 10 miesięcy wstecz. Zapytacie po co? No tak to dziwne, ale już tłumaczę. Była to nagroda dla wybranych członków fanklubu, którzy wytrzymali „trudny okres” fanklubu spowodowany śmiercią córki Tony’ego Smitha – twórcy tego fanklubu i tour menagera zespołu. Pewnie większość z Was o nim nie słyszała. Chodziło o to, że w czasie tego trudnego okresu fanklub miał „zapaść” i praktycznie zawiesił działalność. Miało to ewidentnie swoje plusy. Przeniesienie wybranym osobnikom członkostwa o rok wstecz zwiększało szansę dostania się na backstage, czyli na spotkanie z zespołem przed koncertami. No tak, pewnie mało kto z Was pamięta, że kiedyś zasada była taka, że na backstage wchodzili przed koncertem ludzie zweryfikowani na podstawie stażu w fanklubie. Nie było losowania przez Internet (nawet mało kto miał Internet.) tylko przychodziłeś i metclub weryfikował Cię na miejscu „rocznikowo”. Nieźle co? Byłem „1995” więc w Polsce mogłem być na każdym backstage’u, tyle że koncerty były jak wiadomo co kilka lat. W Berlinie się nie załapałem niestety. Wiem tylko, że wtedy wyszedł na spotkanie z fanami jedynie Jason. (OLO tam był! Miał staż 1993.)

 

Mój numer członkowski w Metclubie już zawsze pozostanie dla mnie kultowy. To oczywiście #15 303. To były czasy, w których do Metclubu należały dosłownie 3-4 osoby w Polsce (wiem, bo kumpel Alek „OLO” Pogorzelski był też na backstage’u w Spodku 8.09.1996 i były tam tylko 3 osoby w tym Paweł Kukiz.), tzn. mówię o latach 1995-1996 , natomiast w 1999 roku tych osób było już około 30. Mógłbym rozpisywać się godzinami o tym co przeżyłem z Metallicą i pisałem o tym wielokrotnie. O tym ile siły do życia dał mi ten zespół na przestrzeni 1989 i 2014 roku to już sami wiecie. Zresztą, przecież zawsze kocham i będę kochał Metallicę, słuchał jej, ale nie mam potrzeby wewnętrznej do Metclubu dłużej należeć, choć mój tatuaż metallicowy na zawsze pozostanie na mojej skórze i zabiorę miłość do Metalliki ze sobą do grobu. Ale to dopiero za 62 lata, gdyż planuję żyć 100 lat. Chcę spełnić życzenie tych, którzy śpiewają mi STO LAT corocznie na urodzinach. (!!!)

 

Choć, z drugiej strony... nie chcę zamykać sobie drzwi. Może za kilka lat narodzę się w nim na nowo??? Will see!

 

 

 


oceń
9
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

ALCOHOLICA - PIASECZNO 24.03.2012

poniedziałek, 26 marca 2012 10:21

 

FRONT RHYTHM SAS

CANDY MARTINEZ

HARRY POTTER

BIRTHDAY MISIEK

 

W takim oto klasycznym składzie wystąpił na deskach piaseczyńskiego klubu 8 BALL „zespół pieśni i tańca ze Świerklańca” (cytat z klasyka) ALCOHOLICA wykonujący utwory grupy Metallica, że niby to lubią repertuar i dlatego stworzyli coverband. Nic bardziej mylnego. Grają z przyzwyczajenia, bo nie mają niczego ciekawszego do roboty, a tak naprawdę kochają zupełnie inne style muzyczne, jak choćby disco z lat 70, a także Modern Talking czy C.C. Catch. Ledwo wybrzmiał ostatni dźwięk, a na parkiecie zagęściło się momentalnie. Zaczęli pojawiać się na nim wyżej wymienieni i od razu zrobiło się arcyciekawie. Prym wodził Martin, który od razu wszedł w odpowiedni układ taneczny i zaprezentował szeroki wachlarz możliwości, wręcz połączenie wielorakich stylów i układów. Wcześniej tylko jakiś przypadkowy przechodzień pląsał w towarzystwie napotkanej małolaty w koszulce Pungent Stench, która wpadła do klubu przypadkowo, i tak oto jej przygoda z Metalliką rozpoczęła się na dobre. Wcześniej nie słyszała o zespole, gdyż od urodzenia mieszkała w puszczy (i w pustyni) i dopiero w ostatnią sobotę jej oczom i uszom objawił się wybitny poniekąd repertuar, który rzecz jasna z playbacku zaprezentował nam zespół Alcoholica. Pomiędzy nimi biegał też jakiś idiota w różowej koszulce z facjatą Hołdysa namalowaną na froncie klatki piersiowej. Takich psychicznych była cała plejada i dlatego koncert się udał i naprawdę będę wspominał go z radością i z łezką w oku. Okazało się, że Martin był zawodnikiem w dyscyplinie „piłka nożna” i od razu nawiązała się dyskusja, wróciły wspomnienia i prawie już szliśmy do nocnego po piłkę kopaną i o mało co nie zaczęliśmy tam grać, no mówię wam, po prostu flow i to taki, że kapcie góralskie spadają i wpadają do Nysy Łużyckiej. Po tym jak SAS dolał mi wódki do piwa odwalać zaczęła mi palma kokosowa i rozpocząłem wykonywać na parkiecie kosmiczne figury w poszukiwaniu Kasi Figury z jej najlepszych lat, ale nie było laski w tym klubie się okazało i cycka Pani Katarzyny również nie szło tam uświadczyć. Sam koncert jak to koncert. Nic „specjalnego”, gdyż chłopaki przyzwyczaili mnie do tego że rozpierdalają w drobny mak każde miejsce, w którym się znajdą, także byłem przygotowany na porcję maksymalnie kopiącego dupę, profesjonalnego i fenomenalnego heavy metalu z domieszką uranu, a nawet oranżady owocowej z czasów komunistycznych, która smakowała niepowtarzalnie, miała specyficzny kapsel-korek, dostępna była w warzywniakach, a za którą człowiek tęskni i chciałoby się więcej. Najpiękniejsze dla mnie osobiście momenty koncertu to Blackened, Orion oraz Until It Sleeps. Zawsze czekam na The Shortest Straw, ale tym razem okazało się, że solówka w tym utworze jest w tempie 160, więc Kędziorowi nie chciało się z tym pierdolić, żeby nie powiedzieć pieprzyć pieprzniczką zakupioną w sieci Ikea. Zostawił chłopak zasoby energii na afterparty przy rytmach Boney M. I tak trzymać, Sir!!! Reszta chłopaków rządzi „na wsi, w mieście, w Budapeszcie”. Niektórych dopada tzw. pomroczność jasna(cytat z klasyka), inni mają tego dnia urodziny i śpiewa im się „STO LAT” pod melodię Fight Fire With Fire. Choć to ostanie to zmyśliłem albo zwyczajnie mi się przyśniło. Pan Kleks, a właściwie Adaś Niezgódka miał sen o siedmiu szklankach to ja miałem swój sen o Four Horsemen from Silesia – jeźdźcy jadą po bandzie i wielkie dzięki za to, że grają i że oddają serce na scenie!!! Jedyna uwaga: w stolicy nie raz na pół roku, a wystarczyłoby raz w tygodniu i nikt nie miałby pretensji, do kurwy nędzy i ta dalej i tym podobne. Przepraszam, że przeklinam, ale jakoś tak wyszło samo, rzesz ty w dziuple kopane.

 

Wielkie FUCK YEAH! dla ekipy, która przybyła ze mną na ten koncert. Mieliśmy wesoły powrót. Ale o tym w następnym odcinku W-11.

 

Panowie i Panie oraz członki grupy Alcoholica - pozdrawiam serdecznie i do następnego (w przyszłym tygodniu)!!!

 

Mazik – największy członek (penis) w historii Metclubu.

17 lat w klubie wybiło mi w tym roku. Nie lubię się chwalić, ale kurwa raz się pochwalę. Za trzy lata wybije dwudziestka, wiec rozumiem, że zorganizujemy to wspólnie. To znaczy Wy mi zagracie z playbacku za darmo u mnie pod blokiem, a ja dam Wam poprzeglądać stare SO WHATY!!!!

 

Hehehehe ten dowcip to mi się udał muszę przyznać. !!!! FUCK YEAH!!!!! PIASECZNO PORZĄDZIŁO!!!!

 


oceń
6
2

komentarze (6) | dodaj komentarz

some kind of sen(s) of life

piątek, 21 maja 2010 12:27

 

:-/Dzisiaj miałem sen. Śnił mi się koncert Metalliki. Mam zdaje się fioła na tym punkcie.limo Odbywał się pod ziemią, w jakiejś kopalnianej scenerii, ale nie w czarnym węglowym krajobrazie, ale raczej kamienny styl podziemia przeważał. Scena była po środku, po bokach kamienna, stojąca platforma dla fanów. Nie było barierek, ale nikt nie wchodził na scenę, która znajdowała się na tym samym poziomie. Po przeciwległej stronie trybuny, które były zadaszone dodatkowo - nie wiem po co, bo przecież i tak wszystko było pod ziemią - i odgrodzone od sceny cienką szybą, albo plexiglasem. Tam właśnie stałem przed rozpoczęciem koncertu. Zastanawiałem się jaka spokojna jest publiczność. Nie wiem w jakim kraju koncert się odbywał, ale myśl, która przyszła mi do głowy była: „Ale są spokojni. U nas na pewno ludzie wdarliby się na scenę.". Rozpoczął się koncert. Nie było Intro Ecstasy of Gold. Od razu utwór - JUDAS KISS;-P. W tym momencie zdziwiłem się nieco, to znaczy po kilku sekundach utworu. Te zadaszone miejsca z oknami okazały się podziemną kolejką, która nagle ruszyła w przeciwnym do sali koncertowej kierunku. Tak jakby czekała do momentu rozpoczęcia koncertu i ruszyła z powrotem. Byłem zaskoczony i pomyślałem, że w związku z zaistniałą niespodziewaną dla mnie sytuacją stracę pierwszy utwór. W pociągu oprócz mnie znajdowało się jeszcze chyba kilka osób. Ku mojemu zaskoczeniu ujrzałem po chwili na pokładzie również basistę Metalliki Roberta Trujilloo:-). Kątem oka zerknąłem jeszcze na scenę i zobaczyłem, że Chłopaki faktycznie grają bez basisty, ale się tym kompletnie nie przejmują. Dają ognia przy pierwszym utworze i zachowują się spokojnie. Tak jakby czekali, że Robert zaraz do nich dołączy. Ja z kolei pomyślałem, że będzie trzeba wysiąść na pierwszym przystanku, wysiąść i piechotą wrócić do sali, w której grała Metalika. Rzeczywiście po niedługim czasie pociąg się zatrzymał i wysiedliśmy. Szedłem tak z Robertem ubranym w klasyczną koszulkę na ramiączka „Metallica San Francisco", w której zwykle występuje na scenie. Robert stwierdził, że właściwie to on nie bardzo lubi Judas Kiss, i w zasadzie to nie cierpi tego kawałka i dziwi się dlaczego go właściwie grają i to na otwarcie koncertu. Miał bardzo smutną minę i strasznie mi się żalił na ten poroniony według niego pomysł. Dotarliśmy po chwili z powrotem do hali. Robert dołączył do zespołu i dograł kilka ostatnich taktów Judasa. Jako drugi poleciał utwór 2X4 z albumu Load. Wysłuchałem go prawie w całości, a następnie Julekserce mnie obudził i zakończyłem pobyt w świecie wyobrażeń sennych, które naprawdę bywają niezwykle interesujące.

 

A faktyczny koncert już za 25 dni.

 

16 czerwca tego roku o godzinie 21.30 wystąpi w naszym kraju Metallika.

 

Przed nią: Anthrax, Megadeth i Slayer.

 

Do pełni szczęścia brakuje tylko Acid Drinkers...


...AND JUSTICE FOR ALL

 http://www.youtube.com/watch?v=REN-Pq6qYsg

 

 

 O METALICE SPORO TAKŻE W KATEGORII  "ABSURD"!!!;-P

 

 


 


oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

METALLICA W PLANET MUSIC W ROKU 1998 - RELACJA ARCHIWALNA

piątek, 19 marca 2010 13:34
 

Podzielę się z Wami wspomnieniem z pewnego zdarzenia. Jest to również pierwszy tekst, jaki w życiu napisałem, nie licząc kilku szkolnych wypracowań w liceum i szkole podstawowej. Wtedy okropnie nie chciało mi się odrabiać lekcji, a już wypracowania to była dla mnie męczarnia. Tekst pochodzi z początku xxi wieku, czyli został napisany hmm...zdaje mi się, że w 2003 roku, czyli 7 lat wstecz. Dotyczy spotkania z idolami. Interesujący jest również mój styl pisarski z tamtego okresu, który wtedy niejako powstał. Taki styl trochę niewiadomy. A wczoraj, a właściwie to przedprzedprzedprzedwczoraj były imieniny Mijako. 15.03. Nie mam pojęcia skąd w polszym kalendarzu tak niewiadome imię w dodatku wyglądające na japońskie, ale widocznie jakiś człek, który jest poniekąd kreatywny i decyzyjny podjął taką decyzję właśnie. Może ma żonę z kraju kwitnącej świni? Proponuję wprowadzić 19.03. czyli dzisiaj, imieniny Ksenolatrii. 

 

Przeciwieństwem ksenofobii jest KSENOLARTIA - umiłowanie odmienności, inności.

 

Ale wracając do clue, poniższy tekst pisany był siedem lat temu i opowiada o sytuacji, która zdarzyła się lat temu 12. Tak jak w przypadku opowieści z Ferropolis, którą zamieściłem niedawno, należy wyobrazić sobie, że znajdujemy się w roku powiedzmy 1999 i z tego położenia przyswajać wypracowanie. Tak, mamy w tym momencie lat (...tu wstaw swój wiek...) - minus12 = równa się Wielka Nieskończona Miłość do Franka Dolasa. 

 

Są w nim rzeczy głupie i rzeczy mądre, czyli Mazik w pełnej krasie. Niestety. Przykro mi, że musicie ze mną obcować na co dzień, ale jestem przypadkiem trudnym, tak mi powiada moja żona oraz Cuba. No cóż, kocham się takim jakim jestem, że tak powiem, więc po prostu make love not hate. Ale na szczęście mój syn jest przypadkiem znacznie trudniejszym, co zwiastuje bardzo interesujące lata w naszej rodzinie połanieckich. Mummy się nie przejmuje, bo też się odnajduje w środowisku in-crowd. Ze środowiska miała „piątkę" w gimnazjum, którego nie było.

 

 Oto więc zapraszam na moje pierwsze w życiu spotkanie z idolami z mojego ulubionego, po Bayer Full rzecz jasna, zespołu muzycznego.

 

 

   

ARCHIWUM

LARS, KIRK &...TONY w Warszawie   PLANET MUSIC 03.11.1998   / UNDERGROUND VERSION /

by MAZZ

 

 

O spotkaniu w Warszawie dowiedziałem się zupełnie przypadkiem. Mój leicajyzrp (czyt. przyjaciel) Kuba usłyszał o tym dzień wcześniej w radiu WaWa i od razu do mnie zadzwonił. Na początku oczywiście go wyśmiałem i kazałem spadać „na bambus banany pompować" (klasyczne powiedzenie ludowe z rejonu Nowego Sącza Copyright by Stachu Karampuk-Gąsienica). Naprawdę nie sądziłem, by mogło to być prawdą, zważywszy na fakt, iż Metallica nigdy wcześniej nie była w Polsce w celach tylko i wyłącznie promocyjnych. W końcu musiałem skapitulować, gdy Kubuś najpierw powtórzył mi to jeszcze ze sto razy, a następnie przysiągł na skarpetki Józka Oleksego, że nie robi ze mnie totalnego wała. No to już byłem kurwancka wniebowzięty do granic wytrzymałości!!! To niemożliwe! N I E - M O Ż - L I - W E  !!!! - krzyczałem sam do siebie siedząc w pustym pokoju. A jednak możliwe i to jak bardzo, miałem przyjemność przekonać się już niespełna za 24 godziny. WELL, LET'S FUCKIN' ROCKIN'!!!!

Wstałem rano bardzo podekscytowany. To już dziś - pomyślałem - może uda mi się zobaczyć i może nawet spotkać z dwoma z członków mego ukochanego zespołu. Wcześniej takie sytuacje traktowałem bardziej jako sferę marzeń. Czytałem co prawda w SO WHAT!!!ach o różnych spotkaniach, backstage'ach i tym podobnych cudach, ale szczerze mówiąc nie sądziłem, że kiedykolwiek będę mógł w czymś takim uczestniczyć i że przynalezność do Metclubu może tak wiele dać.

Około godziny 12tej w południe umówiliśmy się z Kubą pod Planet Music. Stało tam już chyba z 8-10 osób. Kilka z nich przyjechało z poza Warszawy. Stwierdziliśmy, że sytuacja w sumie jest niezła, bo przyjmując założenie, że uda się wejść minimum 30 osobom, my na pewno się załapiemy. Przynajmniej taką mieliśmy nadzieję. Przygotowaliśmy się więc na to, że trzeba będzie postać jakieś 6-7 godzin, potem zawalczyć ostro przy wejściu (czyli np. wybić komuś przednie zęby ), a następnie liczyć na to, że uda się wejść do środka. No problem - jak będzie trzeba - wytrzymamy wszystko. Nawet sztuczne gówno w podręcznym neseserze siostry Tlałkówny,  podrzucone jej na olimpiadzie Sarajewo'84 przez Grześka Filipowskiego, po wykonaniu przez niego poczwórnie-potrójnego tulupa, z którego śmiała się Pani Tlałka i to w dodatku niesłusznie,a które to gówno po latach okazało się jednak prawdziwe i ma się teraz zebrać w związku z tym Sejmowa Komisja Śledcza i...ale o czym to ja mówiłem, bo chyba zboczyliśmy trochę z tematu. Aha, już wiem.

Stoimy tak sobie godzinkę czy półtorej pod Planet Music i konsumujemy wzięty z domu „suchy prowiant'.Stara bułka dla ptaków, suszona kiełbasa podwawelska czy orientalne Sushi popite przepysznym kwasem chlebowym, umilają nam ten Żywot Fana Poczciwego. W międzyczasie rozmawiamy z ludźmi stojącymi razem z nami w kolejce. Z minuty na minutę jest nas coraz więcej. Ktoś przynosi informację, że podobno na dole ma się odbyć jeszcze jedno, oddzielne spotkanie z zespołem, tylko dla dziennikarzy i zwycięzców jakiegoś tam konkursu na RMFie, połączone z wręczeniem „Chłopakom" platynowej płyty za RELOAD.

O żesz ty kurwa jego mać !!!!!-pomyśleliśmy. Coś natychmiast trzeba z tym zrobić. MUSIMY SIĘ TAM DOSTAĆ CHOĆBY NIEWIEM CO!!! Długo się nie zastanawiając zostawiam Kubę w kolejce, biorę ze sobą nasze karty klubowe i udaję się na dół, by zorientować się w sytuacji. Tam ochroniarz kieruje mnie do jakiejś dziewczyny, która wydaje się być tutaj „niezłą szychą". Okazuje się, że jest koordynatorem z ramienia Polygramu. Pytam ją czy jest możliwość wejścia na to spotkanie na podstawie przynależności do Oficjalnego Fanclubu. Ona z kolei prosi, abym chwilę zaczekał i po chwili widzę jak rozmawia z pewnym, lekko przy tuszy, ubranym na czarno, około 45 letnim facetem. Domyśliłem się, że to ktoś z obozu Metalliki. Nawet miałem już pewne przeczucia, kto to może być. Pani Niezła Szycha wraca po chwili i oznajmia, że MOŻEMY WEJŚĆ NA TO SPOTKANIE!!! Mamy tylko odbić na ksero nasze legitymacje klubowe. Ja myślałem, że oszaleję, ze szczęścia. I już miałem wychodzić z powrotem na górę, ale znów zastanowiło mnie, kim faktycznie jest ten człowiek z obozu Metalliki. Czy aby ten wielki facet, który stoi teraz jakieś 5 metrów ode mnie, to nie jest przypadkiem sam TONY SMITH? Wielki przyjaciel zespołu, człowiek, który w 1993 roku zorganizował, a potem stał na czele The Metallica Club jako jego prezydent oraz wydawca fanzinu klubowego SO WHAT!!! Nie mówiąc o tym, że Tony był przede wszystkim Tour Manageram zespołu. Dla mnie i chyba dla każdego prawdziwego fana Metalliki prostu człowiek - instytucja! Wiele razy widziałem jego zdjęcia z Jasonem, Kirkiem, Larsem i Jamesem w SO WHATach, ale jego twarz zawsze była zakryta. Nigdy jej nie ujawnił oficjalnie.Chciał pozostać nierozpoznawalnym i po prostu rzetelnie wykonywać swoją robotę. A jak myślicie dlaczego MetClub powstał właśnie w Knoxville,TN a nie na przykład w Wymiotkowie, NY???? Tak,dobrze kombinujesz chłopczyku. Ponieważ (nie zaczyna się zdania od ponieważ) właśnie Tony Smith mieszkał i nadal mieszka w Knoxville. Ale wróćmy do meritum.

Podchodzę więc doń i pytam W końcu żyje się tylko raz.:

-          Are you Tony Smith?

-          Yes,indeed. I'm Tony! How are you?

I tak sobie rozmawiamy ponad 20 minut.Tylko ON i ja. Tony opowiada mi kilka ciekawych historii związanych z zespołem. M.in. jego własne, niezapomniane wrażenia ze słynnego koncertu w Moskwie na Monsters of Rock'91. Jak to w ogóle nie było w planie grania festiwalu w b.Związku Radosnym. Propozycja padła od samych władz rosyjskich. Metallica i Q-Prime stwierdzili, że bardzo chętnie tam zagrają - nawet za symboliczną stawkę - ale pod warunkiem, że ktoś im przetransportuje cały sprzęt z Hiszpanii do WNP. No i wiadomo, niby to byłe ZSRR, ale...władza radziecka (z tobą od dziecka) może wszystko. Wysłano więc kilka rządowych samolotów „Antonov" do Hiszpanii i cały sprzęt przeleciał prawie 3000 km prosto z Kraju Byków do Mateczki Rasiji. A sam koncert wywarł, nie tylko na Tonym, ale także na naszych Czterech Jeźdźcach, ogromne wrażenie. Głównie z względu na ogromną ilość fanów, która zgromadziła się na lotnisku Tuszyno - koncert jak wiadomo był darmowy - oraz na sytuacje, które tam miały miejsce: agresję wojska wobec ludzi, którzy dopiero co wyrwali się z pod jarzma komunizmu i poczuli prawdziwą wolność, której nigdy wcześniej nie zaznali. Natomiast wojsko, jeszcze chyba nie przyzwyczajone do nowej sytuacji, tłukło tych biednych Rusków jak popadło, jak za starych, dobrych czasów Made in Leonid Breżniew. No ogólnie zrobiła się totalna zadyma, a Metallica grała tak i patrzyła na to wszystko z wielkim niepokojem. Pytałem go również o Cali Tee - niedawno narodzoną córeczkę Jamesa. I jeszcze o kilka innych kwestii.W końcu stwierdzam, że nie chcę mu już dłużej zawracać głowy - widziałem, że był naprawdę bardzo zajęty - a mimo to poświęcił mi prawie pół godziny. Dziękuję mu za spotkanie, mówię „Bye, Tony !!!" i opuszczam dolny poziom.

Od razu powróciłem do kolejki, aby przedstawić sytuację i opowiedzieć Kubie o tym w y j ą t k o w y m dla mnie spotkaniu z Tonym. W tej sytuacji mogliśmy spokojnie opuścić kolejkę i zaoszczędzić sobie tej wątpliwej przyjemności stania w niej kolejnych 4-5 godzin. Pobiegliśmu na ksero i wróciliśmy po chwili z kserokopiami legitymacji, które oddaliśmy organizatorom. Niestety Tony'ego już tam nie było, bo myślałem, że uda mi się jeszcze zrobić pamiątkowe zdjęcie (wcześniej nie miałem przy sobie aparatu). Dostajemy polecenie stawienia się na godz.18.

Była dopiero godzina chyba 15ta więc trzeba było jakoś „zabić" czas. Kręciliśmy się tak wokoło Planet Music przez następne 3,5 godziny. Ludzi przybywała cała masa. Chyba ze 200 osób jak nie więcej tłoczyło się tam przed godziną 18, z nadzieja na dostanie się do środka. W międzyczasie spotkaliśmy jeszcze jednego kolesia w koszulce „Metallica in Rock'98". Postanowiliśmy oddać mu życiową przysługę i wtajemniczyć w możliwość wejścia na specjalne spotkanie na dole (o czym wiedzieliśmy tylko Kuba i ja). Chłopak na wiadomość o tej niesamowitej (wg nas przynajmniej) okazji najpierw wybałuszył oczy, potem zrobił totalnie zdołowaną minę i w końcu wypalił z dwururki kultowym już dzisiaj dla Hell Riders From Poland tekstem: „Płacę to wymagam!!!!". LANGUS MOTHERFUCKIN' RULES!!!!!!! WE FUCKIN' LOVE YA!!!!

Przychodzi czas wejścia do Planet Music. Jest już dobrze po 18tej. Wchodzimy z Kubą wpuszczeni przez ochronę na podstawie legitymacji MetClubu. W środku jest już kilka osób. Widzimy także trzech Metclubowiczów, w tym kolegę L., którego mieliśmy... przyjemność( ha ha) poznać przed wejściem. Jesteśmy coraz bardziej podekscytowani, bo dochodzi do nas, że chyba naprawdę to wszystko, co się teraz dzieje to nie sen. Cały czas tę podniosłą atmosferę oczekiwania na ½ Metalliki umilała nam puszczona w eter płyta GARAGE, INC. , która miała pojawić się w sprzedaży dopiero za 20 dni. Moje pierwsze wrażenia są takie, że to fajne kawałki, z których znałem wcześniej tylko „It'Electric" z płyt Diamond Head, no i oczywiście „Whiskey In The Jar, a także częściowo „Mercyful Fate".

Dowiedzieliśmy się, że na górze zaczęło się już spotkanie i że jest tam naprawdę bardzo gorąco (podobno szyby nie wytrzymały pod naporem fanatycznych polskich Metallibashers). Wiemy już, że prawdopodobnie za 20-25 minut naprawdę zobaczymy „na żywca" Kirka i Larsa. I faktycznie po około 30 minutach w drzwiach wejściowych na zapleczu pojawia się najpierw Tony (o czym paradoksalnie wiem pewnie tylko ja), potem Kirk, w krótkim, czarnym płaszczu i w końcu sam Wielebny Mr. Lars Ulrich, w czarnej eleganckiej skórze. Siadają na krzesłach ustawionych przy ścianie po lewej stronie od nas. Lars przypala papierosa, Tony po chwili robi to samo. Słychać pojedyncze okrzyki powitalne skierowane głównie w stronę Larsa. Mija jakieś 4-5 minut i w końcu jeden z przedstawicieli Polygram Polska (tym razem jest to płeć „brzydka") przedstawia wszystkim zgromadzonym zespół Metallica słowami: „Dzień dobry Państwu. Mam przyjemność przedstawić Państwu zespół Metallica!!!". ( tu niesamowita owacja ). Lars, Kirk i Tony wstają z miejsc i udają się na środek sali. Tony staje trochę z boku. Mr.Polygram kończy swoją kwestię: „Mamy przyjemność wręczenia im platynowej płyty!!!" ( tu znów owacja ). Chłopaki odbierają suweniry i zbierają gratulacje od ludzi z wytwórni. Po chwili Lars bierze do ręki mikrofon, aby powiedzieć parę słów do nas-fanów. Zaczyna...po Polsku wypowiadając słowo: „DAMSKI". Kirk dodaje: „LADNI ZEMBY". Tych zwrotów nauczył chłopaków, jeszcze podczas pierwszego pobytu w Polsce w 1987 roku, znany wszem i wobec fotograf  Ross Halfin. Dalej Lars kontynuuje już po angielsku: „ It's really cool to be here. People here are very friendly and very emotional, which is for us very cool. I think we're gonna play an open air concert next summer, in June, outside ( co wywołuje kolejną mega owację ). It's been too long, Oh my God! But we'll be here again soon so hold your hats". Kirk dodaje któtko, acz treściwie: „Thank you very much...I love Polish vodka!!!" ( tu oczywiście kolejna gorąca owacja ).

„Chłopaki" są w bardzo dobrych nastrojach. Uśmiechnięci, wyluzowani. Naprawdę wspaniali. Następuje chwila dla fotoreporterów, czyli wszyscy robią zdjęcia - ja także. W końcu zasiadają przy stoliku, który został przygotowany do posiłku. Oni jednak nie są głodni i wszystko, za wyjątkiem ulubionej wody Larsa Evian, zostaje sprzątnięte. Ustawia się kolejka po autografy. Ja najpierw podchodzę z boku i „nielegalnie" biorę od Larsa szybki podpisik na dwóch zdjęciach. W końcu ustawiam się ze wszystkimi do kolejki. Stoję tak kilka minut . W końcu nadchodzi oczekiwany moment. Podchodzę najpierw do Larsa, witam się z nim, daję SO WHATA!!! do podpisu i mówię:

 

MM: „Cześć, Lars! Co u ciebie?"   LU: „W porządku!"   MM: „Niesamowite, że mogę cię spotkać. Mam niewiele czasu, więc chciałbym się ciebie zapytać jak się miewa twój synek, Myles?   LU: „A dzięki za troskę. Ma się świetnie. Rośnie i jest coraz bardziej podobny do mnie.   MM: „A czy macie z nim dużo kłopotów...no czy bardzo marudzi...albo czy na przykład podchodzi do Skylar albo do ciebie i wali cię pięścią w głowę czy coś w tym stylu?"   ( tu Lars się uśmiecha i mówi ) LU: „Nieee, aż tak źle to nie jest! Poza tym jest jeszcze trochę za mały na takie harce. Może jak podrośnie. Ale dzięki, że pytasz. Take care, man!"

 

Po tych słowach Larsa Ulricha - współzałożyciela bandu mojego życia - do mnie, prostego chłopaka z Woli, jestem tak przejęty, że wszystko co chciałem powiedzieć Kirkowi wylatuje mi z głowy. Podchodzę więc do niego, przybijam piątkę, daję tego samego SO WHATA!!! do podpisu i mówię:

MM: „Hi! Kirk! Wiesz, tyle ci miałem do powiedzenia...ale naprawdę cieszę się, że mogłem cię spotkać.   KH: W porządku! Dzięki stary!!!"  i odchodzę od stolika. W międzyczasie Kuba robi mi jeszcze pamiątkowe zdjęcie z „Wielką Dwójką" w tle.

 

TO BYŁO PO PROSTU NIEZAPOMNIANE, NIEPOWTARZALNE PRZEŻYCIE!!!!!!!!

 

Po raz pierwszy „dotknąłem" mojej kochanej Metalliki. Choć nadal marzyłem o spotkaniu z Jamesem - na co przyszło mi poczekać jeszcze kilka miesięcy - to Lars i Kirk zrobili na mnie niesamowite wrażenie. Myślałem co prawda, że są trochę...więksi, a to takie kochane dwa kurduple (o wielkich osobowościach). A Tony? No właśnie. Od około 3,5 roku nie stoi już niestety na czele obozu Metclubowego i nie pełni funkcji Tour Managera. Tragedia osobista, której doswiadczył latem 1999 roku skłoniła go do głębokich przemyśleń na temat tego, co w życiu człowieka jest najważniejsze. Praca dla Metalliki była dla niego ogromnie satysfakcjonująca, jednak pochłaniała praktycznie 90% jego czasu wolnego. Po tragicznej śmierci 17-letniej córki Amandy (on był wtedy z Tallicą na trasie koncertowej) postanowili wraz z żoną Carole (też działającą w MetClubie), poświęcić resztę  życia pozostałym dwóm pociechom: synkowi Benjaminowi i najmłodszej córeczce Chelsea. Wieka szkoda, bo mówię wam -  Tony to naprawdę niesamowity człowiek i mógł jeszcze wiele zrobić dla „Chłopaków". Spotkania z nim nigdy nie zapomnę.

  

I jeszcze z jednego powodu 03.11.1998 to ważna data. Tego właśnie dnia narodził się pierwszy w historii Polski Local Chapter zarejestrowany oficjalnie przez The Metallica Club - HELL RIDERS FROM POLAND. Nalezało do niego oficjalnie 6 osób: Michał Kossa (PREZES), Kuba K. (WODZU), Tomek L. (LANGUS), Alek P. (BABCIA)-członek od 1993 roku!!!, Łukasz W. (PLUTO) i MAZIK, czyli ja. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o członku honorowym, czyli o Ani Sz., mojej towarzyszce życia, która zawsze była z nami i która pokochała Metallicę tak samo jak ja. No i nieoficjalnie należał też do naszej hermetycznej paczki pewien przystojny facet, którego też poznałem tamtego właśnie dnia, czyli Paweł K. vel Kiljan. Ludzie, których miałem szczęście wtedy spotkać (nie licząc Ani i Kuby, których znałem dużo wcześniej) do dziś są mi bardzo bliscy. Metallica połaczyła nas wielką przyjaźnią, przyjaźnią na całe życie. I niech mi ktoś powie, że Metallica nie łączy ludzi...to za karę wydeleguję go na najbliższą trasę megathrashmetalowej kapeli Ich Troje po środkowo-wschodniej Bułgarii. A tego to by nawet sam Dr. Alban nie wytrzymał, nieprawdaż?

 

Hell Riders From Poland - Legendary team

 

 

 

 

 


oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

METALLICA - FERROPOLIS 17.08.2003 - RELACJA

poniedziałek, 11 stycznia 2010 13:00

TAK JAK OBIECAŁEM - RELACJA Z KONCERTU W ENERDEFENIE Z ARCHIWUM BEHOLDERPOLAND. TEKST NAPISAŁEM ZARAZ PO TAMTYM KONCERCIE, WIĘC TAK SOBIE TO WYOBRAŹCIE WŁAŚNIE CZYTAJĄC, CZYLI ŻE JEST 2003 ROK. DZIĘKI TEMU BEDZIECIE PRZEZ CHWILĘ O 6 LAT MŁODSI, TO ZAWSZE PLUS, A NIE MINUS.

   



                                                                                                                                                  

ARCHIWUM

17 SIERPNIA 2003 GRAFENHEINICHEN - METALLICA FERROPOLIS
by MAZZ GUY
 
Na koncert w GRAFENHEINICHEN czekałem z wielką niecierpliwością. Zastanawiałem się jak „Chłopaki' wypadną tym razem. Bałem się, że po tak powalającym pod każdym względem występie w Berlinie na Wulheide 7 czerwca br. ciężko będzie im mnie jeszcze czymś zaskoczyć. Zacznijmy jednak od początku...

 

Wyjechaliśmy busem z Warszawy około godziny 7.00 rano. Bardzo liczyliśmy, że będziemy na miejscu na 16.00 - 16.30. Skład jak zwykle mocny. Oprócz mnie i mojej Ani ( patrz zdjęcie z Larsem - galeria ) na pokładzie znajdowali się jeszcze: Łukasz z Kasią (our dear ziomas), Przemek, Artur (wszyscy Beholder) oraz Jacek from the Boat City czyt. Łódź (Polish Scary Guys), którego zabraliśmy po drodze z dworca w Kutnie. W sumie 7 osób - plus nasz driver Witoldo - zdeterminowanych i gotowych przebyć 1400km tam i z powrotem po to, by zobaczyć na żywo swój ukochany zespół.
Podróż minęła w miłej atmosferze, tzn. browar i gin lały się delikatnymi strumieniami wodospadu Niagara. W związku z tym musieliśmy dość często robić postoje w celu wydalenia odkładających się w naszych organizmach zbędnych płynów. W drodze czas umilały nam branżowe dysputy oraz kaseta z coverami Ramonesów i Jamesową wersją countrowego kawałka Wylona Jenningsa. Tuż przed samym Grafenheinichen trafiliśmy na ogromny korek, który później okazał się prowadzić do docelowych miejsc parkingowych przy Ferropolis. Dojeżdżamy w końcu na miejsce. Jest upalnie. Tumany kurzu wzburzane przez przyjeżdżające pojazdy nie ułatwiają oddychania. Szybka przebiórka. Biorę dwa browce na drogę i wszyscy ruszamy w stronę miejsca, gdzie ma się odbyć koncert. A przy „bramkach" od razu spotyka nas niemiła niespodzianka. Organizatorzy zabierają do depozytu wszystkie idiotencameras. Nie przygotowani na taką okoliczność nie pomyśleliśmy np. o schowaniu aparatów na dno plecaka albo gdziekolwiek. Paradoksalnie Artur, który jako jedyny miał „cyfrówkę" i jako jedyny schował aparat, korzystając ze starego i sprawdzonego sposobu umieszczenia go w pobliżu własnego przyrodzenia, odniósł sukces i przemycił sprzęt na teren kopalni ( tylko powstaje pytanie gdzie są te zdjęcia, bo jakoś nikt ich do tej pory nie widział na oczy poza samym szanownym panem fotografem hi! hi! ).
Przebijamy się przez bramki, odbieramy numerki z depozytu za te nieszczęsne aparaty i kierujemy się szybkim krokiem w stronę dochodzącej do nas od strony wschodniej głośnej muzyki. Po chwili okazuje się, że gra już drugi przewidziany na ten wieczór support act - THE DATSUNS. Wcześniej wystąpił band ALIEN ANT FARM znany mi głównie z przeróbki kawałka - autorstwa domniemanego byłego szefa gangu pruszkowskiego, uppss...sorry chciałem powiedzieć domniemanego byłego króla muzyki pop Michała Dżeksona alias Ryjmisięrozpadazróbtacośkurwamać!!! - „Smooth Criminal". Pierwsze wrażenie, jeśli chodzi o samo venue , jest bardzo pozytywne. Ogromny teren starej kopalni odkrywkowej został, moim zdaniem, fantastycznie zaadoptowany dla celów koncertowo-rozrywkowych.. Miejsce to świetnie nadaje się na organizację imprez masowych zarówno ze względu na swój specyficzny klimat jak i niepowtarzalność krajobrazu. A wygląda to tak: wybetonowano teren najniżej położony, gdzie przed laty miało miejsce wydobycie, wokół tego postawiono trybuny i co najciekawsze...zostawiono nie zdemontowane 3 czy 4 stare dźwigi o ogromnych gabarytach, które we wspaniały sposób uzupełniają ten księżycowy krajobraz. A od frontu co? Oczywiście - scena, na której mieliśmy już niedługo zobaczyć Our Boys fuckin' rockin'!!!
Jeszcze wracając do supportu, to szczerze mówiąc nie za bardzo mogliśmy się na nim skupić. Wszystko dlatego, ze po wejściu na teren koncertu od razu udaliśmy się do The Metallica Club Booth z jednym fundamentalnym pytaniem: CO Z BACKSTAGEm??? Czy już się odbył, a jeśli nie, to na którą jest przewidziany. I tutaj od razu powiem, że już przed wyjazdem na koncert wiedzieliśmy, że na 99% nie uda się tym razem spotkać z zespołem. Powód prozaiczny - nikt z nas nie został wytypowany przez Metclub na pre-show meet'n'greet. You can't always get what you want - mówi stare porzekadło piłkarskie - ale...my oczywiście (i oczy wiszą) postanawiamy, że nie poddamy się bez walki. No Remorse No Repent!!! Pomimo iluzorycznych szans na odniesienie sukcesu w postaci możliwości ucałowania np. Larsa w lewą stopę (od perkusji) postanawiamy jednak spróbować. Na stoisku Metclubu spotykamy Roberta Reisingera (German Power Wolves Chapter Head), który delikatnie mówiąc wygląda, jakby chlał od miesiąca. Od czasu kiedy z nim rozmawiałem w 1999 roku stwierdzam, iż chłopak posunął się o jakieś 15 lat - no, w każdym razie wyglądał jak siedem nieszczęść. Z nim na stoisku siedziała jeszcze pewna dziewczyna (nie pamiętam imienia), która okazała się być Polką na stałe mieszkającą w Wlk.Brytanii, pracującą dla Metalliki podczas tras po Europie.
Dowiadujemy się właśnie od tej dwójki, że spotkanie za sceną już się zaczęło jakiś czas temu i nie ma szans dostania się na nie „po niemiecku" (to stwierdzenie notabene nie wyszło z ust Roberta Reisingera). Nas ta informacja specjalnie nie wzruszyła, bo spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy. Natychmiast ruszamy biegiem w kierunku sceny, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Niestety tam okazuje się, że nikt nic nie wie (to oczywiście totalna ściema) i ostatecznie, pomimo wszelkich starań, zmuszeni jesteśmy pogodzić się z faktem, że trzeba będzie poczekać do następnego razu na kolejną szansę.
Wracamy pod Metclub Booth, gdzie czekają na nas nasze złote dziewczyny Anula i Kasiula. Jest godzina 19.30. Tam rozmawiamy jeszcze z Robertem i jego/naszą koleżanką from the U.K. na temat ewentualnych koncertów w Polsce. Łukasz i Jacek kupują jakieś gadżety, a w międzyczasie Lukas i ja wypijamy kolejną partię tego złocistego napoju zwanego potocznie beer'em. FUCK YEAH!!! MORE BEER!!! W ciągu 30 minut wchłaniamy po 3 bronxy co powoduje, że ok.20tej jesteśmy już na tyle dobrzy, że mamy ochotę wyskoczyć na jakieś fajne disco, np. do remizy strażackiej w Żyrardowie Zdrój. Z informacji, jakie uzyskujemy od Reisingera wynika, że Tallica powinna zacząć o godz.21szej. Łukasz próbuje mnie w związku z tym namówić na jeszcze jedno malutkie piweczko, ale ja z bólem serca kategorycznie odmawiam. Czuję, że lada moment zakończę oglądanie koncertu, jeśli wypiję jeszcze ze 2-3 browce na szybko. I teraz z tego miejsca chciałbym sobie sam serdecznie podziękować za dojrzałe i profesjonalne podejście do sprawy. A tak wszystko jest pod kontrolą - zachowuję trzeźwość umysłu, czuję się znakomicie i spokojnie oczekuję na występ.

Jeszcze w międzyczasie miało miejsce takie oto zdarzenie. Otóż Ania i Kasia tak się zakumplowały z tą koleżanką z Anglii, że ta zaproponowała im załatwienie dwóch dodatkowych wejściówek do specjalnego sektora pod sceną wydzielonego dla pierwszych stu osób, które weszły na ten koncert. Dziewczyny oczywiście Nasze Wspaniałe postanowiły, że jak się uda, to NAM (Łukaszowi i mnie) oddadzą te wejściówki (dziękujemy Wam w imieniu własnym oraz kolektywu partyjnego!!!). Czekamy tak sobie lekko podekscytowani i około 20.25 słyszymy w eterze AC/DC. To oznaczać może tylko jedno - lada chwila rozpocznie się koncert. I faktycznie!!!!!! Ok. 20.30 zaczyna się show - tradycyjnym, staropolskim The Ecstasy of Gold. My nie wiemy, co robić, bo cały czas stoimy na górze i czekamy na odpowiedź czy wejdziemy do tego pseudo-snakepitu-Anno Domini2003, czy nie. Po chwili jednak wszystko się wyjaśnia, bo nadchodzi Niclas Swanlund i zabiera Mrs.English ze sobą, a my dowiadujemy się, że nie będzie wejścia do sektora. Zbiegamy więc szybko na dół trybunami. Jestem jeszcze lekko podchmielony. Intro jak zwykle wywołuje we mnie ogromny zastrzyk adrenaliny. Dzwonię do mojego frienda Kuby, który niestety nie mógł z nami przyjechać i daję mu trochę posłuchać. Wchodzi Battery - totalny czad, zajebiste wykonanie, po prostu łzy lecą mi po policzkach. Trochę szkoda tylko, że „Chłopaki" wykonują na koncertach ten kawałek bez „części środkowej", która zwalnia na chwilę tempo i powoduje, iż utwór nabiera niesamowitego klimatu, zanim znów nie zabije swoim speedem. Dalej Master of Puppets ( w całości ), który to wyzwala we mnie takie emocje, że w ciągu dziesięciu minut zupełnie trzeźwieję. Wiadomo - ten utwór nawet zagorzałego ( czyli po gorzale ) fana Bayer Full'a czy też Shazzy postawił by na równe nogi. Mnie w każdym razie postawił i całe szczęście, bo już zupełnie świadomie mogłem chłonąć dźwięki kolejnego kawałka, tym razem z albumu A.J.F.A. Harvester of Sorrow daje rozluźnienie tempa przy ciężkim brzmieniu. Tu dobrze słychać bass Roberta Truijllo, który także na zmianę z Kirkiem udziela się w chórkach. Dalej Welcome Home, który Metallica włączyła na stałe do setlisty podczas letnich koncertów promujących St.Anger. Tu szczególną uwagę poświęciłem na dokładne wsłuchanie się w solo Kirka z początku utworu, które uważam za świetnie wymyślone, a na żywo jak zwykle zabrzmiało rewelacyjnie. W pewnym momencie stwierdzam, że przydałoby się udać do toalety. Czekam więc do końca utworu i biegnę szybko na górę. Dobrze, że nie ma kolejki. Robię co należy i znów pędem z powrotem na dół. Już słyszę, że zaczyna się For Om (the) Bell Dollz, które wypada całkiem nieźle, choć nie powala mnie tego wieczoru. Za to rozwala mnie pierwszy utwór z nowej płyty, czyli Frantic - ostro, szybko, dynamicznie, ze zwracającymi swą uwagę wokalami Hammetta, które są jakieś inne, odmienione w porównaniu z poprzednimi latami. Świdrują swą mocą w zaskakujący sposób. Kirk przyzwyczaił mnie raczej do chłopięcego, delikatnego głosu faceta ( sorry Kirky ) bezjajecznego i to co obecnie wyczynia próbując skutecznie, moim zdaniem, zastąpić Newsteda jest mistrzostwem świata. Tak trzymać Mr.Testosteron!!!
I nagle robi się bardzo smutno, bo na wokandę wchodzi Sad But True - jeden z fajniej wykonanych utworów na tym koncercie. I choć osobiście nie uważam Black Albumu i utworów z niego za number one w twórczości kapeli M., to akurat S.B.T. wyszedł naprawdę świetnie.
No ale koniec tych peanów na cześć tego w sumie średniej klasy, przeciętnego zespoliku z Los Angeles...może w końcu napisałbym parę słów krytyki??? No to proszę bardzo: drugi i ostatni z NOWEJ - tytułowy St.Anger. Kawałek genialny - według mnie dołącza do tzw. „Masterpiece Hall of Metallifame". To określenie wymyśliłem sam dla siebie jakieś 10 lat temu dla oznaczenia tych utworów zespołu, które uważam za święte obrazy. Tu szczególnie Lars mnie zadziwia. Nie mogę uwierzyć, że to ten sam poczciwy Lars, który jeszcze parę lat wstecz w czasach Load/Reload prezentował wątpliwy poziom muzyczny ( z czym zresztą próbował walczyć Jason - jak wiadomo bezskutecznie). Teraz jednak wziął się ostro do roboty, co widać nie tylko w tym kawałku, i nadrobił stracone zaległości. Łoi, tłucze, napierdala w garki ile fabryka dała - aż miło popatrzeć i posłuchać. I love you, Mr.Ulrich!!!! Dość już jednak krytyki konstruktywnej. Przejdźmy do kolejnego utworu, którym okazuje się być jeden z moich ulubionych kawałków w ogóle No Remorse(zakończone urywkiem z dyers eve). Aby nie było zbyt pięknie pozwolę sobie trochę ponarzekać - jak przy Battery- na decyzję skrócenia utworu. Otóż tym razem usunieto część zawierającą drugie solo gitarowe Hammetta. Wielka szkoda, ale cóż...taka koncepcja i trzeba uszanować decyzję Wielkich.
W międzyczasie wykonuję jeszcze kilka telefonów do kolejnej grupy of my friendz (Przemek, Kiljan/Mysha, Czarek) i dokonuję kilkuminutowego przekazu muzycznego - nie zważając na wielomilionowe rachunki za komorę, które wkrótce znajdą się w mojej skrzynce pocztowej (ale ze mnie dobry wujek he he!!!). Fuck'em (bills) all whilst Tallica on stage!!! Bardzo ciekawym momentem koncertu był taki mały przerywnik muzyczny, w którym za perkusją zasiadł Kirk, a swoje umiejętności gitarowe zaprezentował Lars. Zagrali urywek „Nothing Else Matters" oraz kilka sekund „Am I evil ?", przy czym jeżeli ten pierwszy jeszcze wyszedł po japońsku „jakotako", to drugi Larz totalnie skopał. Nie wiem czy umyślnie czy po prostu dźwięki się mu pomyliły, ale faktem jest, że było to bardzo fajne i unikatowe zdarzenie na szosie E7 ( był kiedyś taki film prod.CSRS, ale pewnie mało kto pamięta. A może ktoś pamięta Ivana Mladka - prekursora death metalu u naszych południowych sąsiadów??? ).
Czekam na to co będzie dalej i słyszę ironiczną prośbę Jamesa do publiczności, aby podczas następnego kawałka zachowywała się spokojnie i absolutnie nie śpiewała. Chodzi oczywiście o utwór Seek And Destroy - kamień milowy w historii zespołu. Świetnie zagrany i odśpiewany zarówno przez Hetfielda jak i całą publiczność na Ferropolis. I po takim utworze następuje kolejny killer song - Blackened - jedyny akcent Newsteda na tym koncercie jako współkompozytora utworu otwierającego album ...And Justice For All. Tutaj w chórkach Jasona zastępuje z kolej Robert Trujillo - „Opposition...Contradiction...Premonision...etc" wybrzmiewa ostro z gardła Ze Roberto, ale... ja jednak preferowałbym Kirka w roli background vocalist na kolejne lata. Kirk kicks fuckin' ass and that's the end of the story!!! Robercik ma za to inne zalety. To co wyczynia na scenie jest niesamowite, niepowtarzalne, ujmujące. I tym razem też daje z siebie nie 100 ale 300%...
Po Blackened jedyny kawałek z ery Load / Reload - Fuel , którą jak widać „Chłopaki" są trochę zmęczeni, chyba ze względu na zbyt spokojny charakter utworów tam zamieszczonych. Fuel natomiast to dobry, dynamiczny utwór, którego na Wulheide także nie grali - tym bardziej przypadł mi do gustu tego wieczoru. Teraz w końcu poleci Nothing Else Matters w całości. Fajnie, nastrojowo i lirycznie plus solo Jaymz'a, które zawsze miło usłyszeć na żywo. Emanuje wielkim uczuciem Hetfielda do kogoś, kogo musiał bardzo kochać w tamtym okresie. Czy chodziło o obecną żonę Francescę? Raczej nie, bo chyba wtedy jeszcze się nie znali. Jednak myślę, że teraz śmiało może jej właśnie dedykować ten kawałek zawsze, gdy go śpiewa na koncertach. Po balladzie czas na ostrzejsze granie - Creeping Death!!! Jestem wniebowzięty, bo ostatnim razem słyszałem ten genialny utwór „na żywca" podczas koncertu 1 czerwca 1999 w Warszawie. Jak zwykle motyw „Die!!! Die!!!" odśpiewany razem z publiką jest jednym z mocniejszych punktów wieczoru.
James mówi Good Night i schodzą ze sceny. Czyżby koniec koncertu??? Nieeee!!!! Oczywiście, że nie. Czekamy na bisy. Po kilkuminutowej przerwie słyszymy odgłosy karabinu maszynowego - trzeci i ostatni nie grany w Berlinie One. O tym kawałku można by napisać książkę, więc nie będę się wygłupiał. Proponuję pójść na koncert.
I mamy ostatni siedemnasty (wliczając Intro) song tego koncertu - Enter Sandman. Jak zwykle melodyjnie plus fajerwerki prawie jak w Eurodisneylandzie w Paryżu (kto był ten wie o co chodzi) i ogólnie to świetny utwór na finał.
We're off to never never land!!!!!
CZYLI
Koncert zakonczony!!!
Był to jeden z najlepszych koncertow jakie miałem okazje zobaczyc na żywo. Pomimo, iż widoczność była nieznacznie gorsza niż na Wulheide, to sam koncert był chyba bardziej energetyczny i klimatyczny. Myślę, ze miał na to wpływ aspekt niesamowitego miejsca. Gdy podczas któregoś z utworowi postanowiłem spojrzeć na chwile w niebo, zobaczyłem ciemnoniebieska otchłań i tysiące jasnych gwiazdeczek, a dookoła ogromne, stalowe konstrukcje, wspaniale podświetlone przez te podniebne latarenki. Zrozumiałem, ze mam szczęście uczestniczyć w czymś naprawdę wyjątkowym. Metallica???- nie Moi Drodzy. To Metafizyka!!! Do tego wspaniali James, Lars, Kirk i...rzecz jasna Robert. Niesamowity człowiek o niepowtarzalnym stylu gry na basie, przy tym wielki muzyk, który spowodował, ze Metallica narodziła się na nowo. Nie powiem - tęsknię trochę za Jasonem - bo uważam go nadal za świetnego muzyka i wspaniałego człowieka. Nie mam żalu, ze odszedł. Rozumiem go. Robertowi udało się jednak, według mnie, zrobić cos niesamowitego, a mianowicie połączyć swą skromną osobą ducha i styl gry Cliffa oraz perfekcję i ciepło w kontaktach z ludźmi Jasona. Pokochałem go tak samo jak pozostałych. Szczerze mówiąc to nie mogę doczekać się kolejnej płyty i tego, co wniesie do twórczości zespołu. Coś mi mówi, ze kolejna płyta z nim w roli kompozytora będzie jeszcze lepsza od St.Anger. No tak...ale czy to w ogóle jest możliwe???
Jest godzina ok.12 w nocy. Zbieramy się powoli do busa.Po niewielkich kłopotach z jego odnalezieniem wyruszamy w końcu w drogę powrotną. Wszyscy są bardzo zmęczeni i pomimo tego, iż w niemieckim radio leci świetna audycja o Metallice z mnóstwem kawałków, to jednak po chwili wszyscy, z wyjątkiem naszego kierowcy Witolda oraz mnie w roli pilota wycieczki, zapadają w głęboki sen. Staram się nie zasnąć, aby czuwać nad bezpiecznym powrotem, ale w końcu i ja kapituluje. Na szczęście kierowca praktycznie bez zatrzymania (z jednym tylko 40 min postojem na drzemkę regeneracyjną) dowozi nas bezpiecznie do Warszawy około godziny 12tej.w południe.

P.S. Specjalne Fuck yeah!!! dla Jacka from The Boat City, który tak ostro walczył pod sceną, że urwała mu się podeszwa i do busa wracał w jednym kapciu w drugim bucie (Pan Twardowski na kogucie)!!!! Faktycznie wyglądał jak z krwi i kości SCARY GUY...


HEY PEOPLE OF THE WORLD!!!!!!!!!!!!!!!- METALLICA FUCKING RULLEEZZ!!!!!!!!!

 


 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

METALLICA W WARSZAWIE NEXT YEAR + wspomnienia z POPRZEDNICH koncertów

środa, 09 grudnia 2009 13:36



METALLICA
  LOTNISKO BEMOWO  WARSZAWA 16.06.2010

MEGADETH
SLAYER
 ANTHRAX 


Bilety od 10 grudnia od godziny 10:00 w Internecie na stronach LiveNation i pl.sonispherefestivals.com. Od 19 grudnia w sklepach Empik itp.

Płyta - 198 zł.
Golden Circle - 400 zł.
Miejsca siedzące (A,B) - 400 zł.
Pakiet VIP - 880 zł.


 
.parę słów wspomnień z poprzednich koncertów.

 

ZAPRASZAM NA WSPOMNIENIE Z KONCERTÓW METALLIKI, NA KTÓRYCH MIAŁEM PRZYJEMNOŚĆ SIĘ ZNALEŹĆ. Z KAŻDEGO SETLISTA + TROHU SŁOOV KOMENTA W PEEGÓŁCE ORAZ ZAPOWIEDZI NA PRZYSZŁOŚĆ + FOTY.

 

HAVE FUN!!!

 

 

 

1.Location: 

Katowice, Poland

Date: 

September 8, 1996 

Venue: 

Spodek

Other Artists: 

 CORROSION OF CONFORMITY

Setlist:

So What
Creeping Death
Sad But True
Ain't My Bitch
Whiplash
Bleeding Me
King Nothing
One
Devil's Dance
Wasting My Hate
Bass/Guitar Doodle
Nothing Else Matters
Until It Sleeps
For Whom the Bell Tolls
Wherever I May Roam
Fade to Black
Kill/Ride Medley
The Shortest Straw
Master of Puppets
Enter Sandman
Last Caress
Breadfan
Overkill

 

 

Pierwszy koncert w moim życiu. Genialny!!! Śmiem twierdzić, że najlepszy. Jechaliśmy autokarem z Anią, Kubą, Agnieszką Z. (teraz B.) oraz z Agnieszką Z. (teraz nie wiem), z Gawronem oraz jego bratem Koniem oraz jeszcze z kimś tam chyba  Przed wejściem spotkaliśmy Strzechę z dziewczyną. Miał gustowny, biały sweterek, bardzo pasujący do oprawy imprezy. Wspomnienie jest takie, że weszliśmy do hali w samą porę, bo właśnie swój ostatni kawałek grało C.O.C. Pep rules. Gawron w barze czekał pół godziny na bułkę z pieczarkami, stąd mieliśmy opóźnienie.  Potem ustawianie świateł, soundcheck, widoczność po prostu rewelacyjna, scena na środku, byliśmy na trybunach, ale cały koncert przestaliśmy przy barierkach na górze i mieliśmy wszystko, jak na dłoni. Jak zaczęli grać So What, spełniło się jedno z moich marzeń, przy Creep już płakałem ze wzruszenia, uspokoiłem się przy Sad, ale kawałek po kawałku, ludzie, to był po prostu kompletny szok dla mnie. Devil's nie znaliśmy i to był jedyny taki utwór, gdyż miał się pojawić na Re-Load dopiero za rok. Pierwszy kontakt z Hetfieldem, jaki miałem był jego pomachaniem do grupy stojących fanów na utworze Wherever, wśród których byliśmy Ania i Ja miedzy innymi. W drodze powrotnej zepsuł się drugi autokar i wszyscy przesiedli się do naszego, więc jechało jakieś 345 osób naszym Autosanem. Koncert niezwykły, pierwszy, hala to hala stadion się nie umywa. Zaraz po wyjściu kupiliśmy sobie po pięknym szaliczku Metallica Tour 1996, który to Kubie zniknął potem w tajemniczych okolicznościach podczas jednej z imprez. Jestem do dzisiaj głównym podejrzanym, ale prokuratura umorzyła śledztwo. Nic na mnie nie mieli. Zaraz po powrocie do domu, za namową Anuleńki, zapisałem się do Metclubu, co było genialnym posunięciem. Kochanie, dzięki!

 

 

 

Date:

June 1, 1999

2.Venue:

Gwardia Stadium, Warsaw

Other Artists:

 MONSTER MAGNET, MERCYFUL FATE, APOCALYPTICA

Setlist:

Breadfan
Master of Puppets
Of Wolf & Man
The Thing That Should Not Be
Fuel
The Memory Remains
Bleeding Me
Bass/Guitar Doodle
The Four Horsemen
For Whom the Bell Tolls
King Nothing
Wherever I May Roam
One
Fight Fire With Fire
Nothing Else Matters
Sad But True
Creeping Death
Die Die My Darling
Enter Sandman
Battery

 

2. Owoce bycia w Metclubie. Pierwszy Backstage Pass. Spotkanie z Jamesem Hetfieldem oraz Jasonem Newstedem. Pogawędki z Niclasem Swanlundem i Robertem Reisingerem (R.I.P.).Tutaj nic więcej nie ma sensu mówić. To był dzień, o którym zawsze marzyłem. Kolejny porównywalny z nim, to narodziny mojego syna, z tym, że Julina to zawsze na pierwszym miejscu. Sam koncert trochę w cieniu samego spotkania z idolami. Widoczność w porównaniu ze Spodkiem - tragiczna (trybuny), dźwięk to samo, dlatego pewnie sam koncert raczej z tyłu stawki.Na koncercie Rafał i Grzesiek z Górna. To na pewno warte odnotowania, bo z Rafałem jeszcze potem nie raz pojedziemy. W sumie najlepiej pamiętam Breadfan i początek koncertu oraz Horsemen, gdyż słyszany pierwszy raz live.

 

 

 

3.Location:

Berlin, Germany

Date:

November 19, 1999

Venue:

Berlin Velodrom

Other Artists:

 MICHAEL CAMEN jako KONDUKTOR ORKIESTRY

Setlist:

The Call of Ktulu
Master of Puppets
Of Wolf & Man
The Thing That Should Not Be
Fuel
The Memory Remains
No Leaf Clover
Hero of the Day
Devil's Dance
Bleeding Me
Nothing Else Matters
Until It Sleeps
For Whom the Bell Tolls
- Human
Wherever I May Roam
The Outlaw Torn
Sad But True
One
Enter Sandman
Battery

 

Koncert numer 3. Unikat. Oczywiście trzeci z moją Anią. Pierwsza wyprawa za granicę. Ogromne przeżycie. Metallica z Orkiestrą Symfoniczną Berlińską pod batutą Michaela Kamena. Pluto. Prezes. Olo. Kuba miał egzamin. Pociąg, choć miał być bus, ale kierowca ze względu na trudne warunki atmosferyczne odmówił jazdy w ostatniej chwili. Koncert niezwykły. Na pewno w pierwszej trójce wszystkich, jakie widziałem. No Leaf Clover, Minus Human - nowe utwory oraz wszystkie pozostałe po prostu dźwiękowo nie do opisania. Na pierwszej części siedzieliśmy... z tyłu sceny, więc ciekawa to była perspektywa. Facet, który walił w wielki kocioł był najlepiej słyszalny. Po przerwie już z przodu. Aftershow Party zaliczyła moja przyszła żona i tam spotkała się z Jamesem, Larsem, Kirkiem i Jasonem (w kiblu), a także z samym Michaelem Kamenem. Ten ostatni niestety już nie żyje. Stwardnienie rozsiane. A samo spotkanie po koncercie było dla mojej żonki niesamowitym przeżyciem i do dzisiaj wisi na honorowym miejscu u nas w domu Ani zdjęcie z lekko narąbanym Larsem, a także z Hetfieldem, który miał wtedy śmieszną brodę. No i z Mr. Kamenem, światowej sławy kompozytorem i dyrygentem, który jest teraz na innym świecie. Fotki genialne. Pluto targał Larsa za brodę. Wyprawa poezja. Wspomnienie wyjazdu cudowne. Tego koncertu nie da się zapomnieć. Zresztą wystarczy wrzucić do odtwarzacza DVD Metallica San Francisco Symphony i już wiadomo, o co chodzi. Wszystko wyglądało mniej więcej podobnie. Na koncercie jeszcze Kiljany i O-Konie. Płakałem, że nie udało mi się dostać na Aftershow, praktycznie chciałem skakać z balkonu na główkę, ale z perspektywy czasu myślę, że to było trochę śmieszne, Jednak młodość ma swoje prawa i przeżywałem to wszystko naprawdę bardzo. Na backstage, czyli na spotkanie z zespołem przed koncertem, załapał się z naszej ekipy tylko Olo, jako jeden z najstarszych stażem w Metclubie wśród wszystkich fanów i tam spotkał się z Jasonem Newstedem - only albo aż. No tak, bo za tamtych czasów backstage pass dostawało się w zależności od stażu w Metclubie. To se ne wrati.

 

 

 

4.Location:

Berlin, Germany

Date:

June 7, 2003

Venue:

Wuhlheide

Other Artists:

 NIE PAMIĘTAM

Setlist:

Battery
Master Of Puppets
Ride The Lightning
Welcome Home (Sanitarium)
For Whom The Bell Tolls
Frantic
The Thing That Should Not Be
St. Anger
No Remorse
Seek and Destroy
Fight Fire With Fire
------
Harvester Of Sorrow
Nothing Else Matters
Blackened
------
Sad But True
Enter Sandman

 

4. Koncert po dłuższej przerwie, pierwszy z Robertem Trujillo na basie, po odejściu Jasona Newsteda. Trasa promująca album St. Anger. Koncert dość krótki, bo tylko 16 utworów. Na tej trasie w ogóle były krótsze sety. Jednak fajne miejsce i niezła widoczność, choć to była impreza „pod chmoorką". Ostatnie bisy trochę drętwe, ale Ride The Lightning i No Remorse (słyszałem je po raz pierwszy na żywo) wspominam do dzisiaj. Jedliśmy kebaby po koncercie i piliśmy pivo. Generator rządzi  I Wulhaide to niezłe miejsce na takie koncerty. Taki sobie amfiterarzyk. Czy Metallica nie mogła by zagrać kiedy w Parku Sowińskiego?! 

 

 

 

5.Location:

Grafenhainichen, Germany

Date:

August 17, 2003

Venue:

Ferropolis

Other Artists:

The Datsuns, Alien Ant Farm

Setlist:

Battery
Master of Puppets
Harvester of Sorrow
Welcome Home (Sanitarium)
For Whom The Bell Tolls
Frantic
Sad But True
St. Anger
No Remorse
Seek and Destroy
Blackened
-----------------
Fuel
Nothing Else Matters
Creeping Death
----------------
One
Enter Sandman

 

Koncert nr 5. Wyjazd busem w 7 osób.  Sceneria wyjątkowa - dźwigowa. Kolejny show, który zawsze będę dobrze wspominał. Na www.metontour.com można się za darmo zarejestrować i obejrzeć film z tamtego koncertu (jak i zresztą ze wszystkich innych). Kirk opowiada tam o tym, jak jemu podobają się maszyny, które stoją wokół, a potem już tylko Welcome Home w nocnej oprawie. Nieźle się złoiliśmy z Plutem przed koncertem. Ale Battery nas otrzeźwiło. Naprawdę super to był wieczór i jeden z moich ulubionych wyjazdów. Przemas, Jack, Artur, Pluto, Kasia i my. Czad i pył. Mój szczegółowy opis wrażeń z tego koncertu znajdował się kiedyś na stronie www.beholderpoland.prv.pl w dziale ARCHIWUM, ale widzę, że strona naszego polskiego fanclubu BEHOLDER aktualnie is dead. A Trujillo był po postu niesamowity na tym koncercie i potwierdził swoją wyjątkowość w zespole Tallicowym!!! Sprawozdanie z koncertu możliwe, że odnajdę i wrzucę na blog razem ze sprawozdaniem ze spotkania z Larsem, Kirkiem i Tony Smithem z Planet Music z listopada 1998 roku. Wtedy narodził się pierwszy w Polsce Official Local Chapter of The Metallica Club - HELL RIDERS FROM POLAND. Ach, to były piękne dni..

 

 

 

6.Location:

Chorzow, Poland

Date:

May 31, 2004

Venue:

Slaski Stadium

Other Artists:

NIE PAMIĘTAM

Setlist:

Blackened
Fuel
The Four Horsemen
Fade To Black
Frantic
King Nothing
No Leaf Clover
St. Anger
Sad But True
Creeping Death
Battery
- - - -
Wherever I May Roam
Nothing Else Matters
Master of Puppets
One
Enter Sandman
- - - -
Dyers Eve
Seek And Destroy

 

Kolejny rok z Metalliką, show number 6 in our lives. Polska. Rafał z Górna obecny. Misiek. Stała ekipia funclubowa. Maciek Kovalsky spotkany przypadkowo. Zestawienie utworów prawie idealne. Jako hit wieczoru Dyer's Eve, ale generalnie dobry koncert, pomimo, że stadion i widoczność powiedzmy średnia. Wibracja była, a to podstawa. Obserwowaliśmy wszystko z poziomu płyty boiska, bo z trybun kompletnie nic nie widać, więc zawsze jak jest koncert tego typu kupujcie bilety na płytę, nigdy siedzące. Jechałem samochodem w obie strony jako kierowca i nawet dałem radę bez problemu.  Tak, koncercik był naprawdę niezły. Fuck yeah!

 

 

 

7.Location:

Munich, Germany

Date:

June 13, 2004

Venue:

Olympic Stadium

Other Artists:

 BRAK

Setlist:

Blackened
Fuel
For Whom The Bell Tolls
Fade To Black
Frantic
The Memory Remains
Wherever I May Roam
St. Anger
Sad But True
Creeping Death
Damage Inc.
- - - -
Harvester Of Sorrow
Nothing Else Matters
Master of Puppets
One
Enter Sandman
- - - -
Dyers Eve
Seek And Destroy

 

 

Koncert 7. Drugi Backstage Pass w moim życiu. Gwoździem programu podczas wyjazdu był Vitek. No i Beherovka na granicy w drodze powrotnej. Tak się żyje, morda.

I ten koncert był genialny pod trzema względami. Mimo, że stadion, to mieliśmy miejsca w sektorze „przed samą sceną", które zdobyć można było tylko dzięki Metclubowi. Po drugie, spotkanie przed koncertem z całą, nową Metalliką w takiej oto kolejności: James Hetfield, Robert Trujillo, Kirk Hammet i Lars Ulrich. Przy Larsie padła mi bateria w cyfrówce, którą mi pożyczył Jacob, więc ostatnie zdjęcie z Larsem robił mi Robert Reisinger aparatem z kliszą. Potem jak schodziliśmy pod scenę z Niclasem Swanlundem, ochroniarz zabrał mi ten aparat. Na szczęście Swanlund go przekonał, aby mi oddał, bo robiłem zdjęcia Metallice i na pewno nie będę cykał na stadionie. No i nie cykałem. Za to walnąłem kilka browarków i było przecudownie. Pod sceną ze mną była Ania oraz Pluto z Kasią. Z Kasią zresztą paliliśmy papierosy, choć generalnie nie palimy, taka była gorąca atmosfera, że do takich scen dochodziło. Na trybunach Olo, Kill'em All Jan oraz Kubuś The Drummer. Warto wspomnieć (trzeci powód sensu tego wyjazdu), że w drodze do Monachium zahaczyliśmy o Pragę, gdzie poszliśmy do kina na film Some Kind OF Monster. Napisy oczywiście były po czesku i mieliśmy niezły z tego ubaw. A film powyższy miał być wyświetlany w Polsce dopiero za jakiś czas, więc byliśmy, że tak powiem, pierwsi w kraju. W kinie było oprócz nas z 5 osób, w tym dwie żeny za pultem. Ale przeżycie niezapomniane.  Przynajmniej mogłem na Backstage'u pochwalić się Kirkowi, że już obejrzałem i że widziałem, jak na filmie ładnie jeździ na koniu ze swą szanowną małżonką Lani Hammett. 

 

NIEJAKY MONSTRUM!!! To po czesku SOME KIND OF MONSTER się okazało... hehe

 

 

 

8.Location:

Prague, Czech Republic

Date:

July 1, 2004

Venue:

T-Mobile Park

Other Artists:

 MECZ CZECHÓW W PÓŁFINALE ME'04

Setlist:

Blackened
Fuel
Harvester Of Sorrow
Welcome Home (Sanitarium)
Frantic
I Disappear
No Leaf Clover
St. Anger
Sad But True
Creeping Death
Battery
- - - -
Wherever I May Roam
Nothing Else Matters
Master of Puppets
One
Enter Sandman
- - - -
Whiplash
Seek And Destroy

 

Tym razem Ceskoslovensko. Gig numer 8. To zdecydowanie mój najgorszy koncert. Impreza imieninowa kolegi Kili tak się przeciągnęła, że na koncert szedłem w kiepskim stanie. Poza tym gig został w ostatniej dosłownie chwili przesunięty o dwie godziny do tyłu ze względu na mecz jaki rozgrywała reprezentacja Czech i to jeszcze pogłębiło słabą formę (nie zdążyliśmy się wyspać). Jednak Misiek bawił się wyśmienicie. Warte uwagi jest to, że siedzieliśmy na trybunach, chyba po raz pierwszy i ostatni. Ale widoczność mimo wszystko była niezła, bo to nie był stadion, a jakieś takie nie wiadomo co i nawet dało się wytrzymać. Za to po koncercie był piękny balet na mieście, a potem w hostelu. Forma wróciła trochę za późno.  Plus taki, że pozwiedzaliśmy Pragę, bo byliśmy tam w sumie 4 dni. Zresztą dużo naszych było na owym koncercie. Full Polski na mieście. I Krecik w Mieście. Oraz krowy, które ujeżdzali O-Horse and Monsieur Kill John. I Disapperar. Śpiewaliśmy na mieście kawałki Metalliki, które grał jakiś Hiszpan na akustyku. Jożin z Bażin nie przyjechał.

 

 

 

9.Location:

Dublin, Ireland

Date:

June 11, 2006

Venue:

Download Festival

Other Artists:

 ALICE IN CHAINS

Setlist:

Creeping Death
Fuel
Wherever I May Roam
The God That Failed
The Unforgiven
Battery
Master of Puppets
The Thing That Should Not Be
Welcome Home (Sanitarium)
Disposable Heroes
Leper Messiah
Orion
Damage, Inc.
- - - -
Sad But True
Nothing Else Matters (with Jerry Cantrell on vocals)
One
Enter Sandman
- - - -
Whiskey In The Jar

 

9. Na wyspach bergamutach jeszcze nas nie było. Dublin, Irlandia Południowa. Dziewiąty koncert. Kupiłem bilety przez Metclub, więc miejscówka była 3 metry od sceny i zero tłoku. Poezja. To był pierwszy koncert Julka, ponieważ wtedy miał jakiś miesiąc w brzuszku. Metallica zagrała cały album Master Of Puppers i to było piękne, szczególnie Orion i Leper Miesiah. Na tym ostatnim numerze James się przewrócił w środku utworu, ale po jego zakończeniu grzecznie przeprosił i uspokoił zgromadzonych fanów, że nic mu się nie stało. Ale trzeba podziwiać człowieka, że mimo to nie przestał grać na gitarze. Z nami Raf Mizgul z małżonką Ulą. Raf się pięknie złoił na pokładzie samolotu. Przed Metalliką zagrało Alice In Chains i jeszcze jedna ulubiona kapela Dziabego, której nazwy w tej chwili nie pamiętam. Acha, już wiem Stone Sour. Tak, tam wystąpiło wiele bandów, gdyż był to Monsters Of Rock dawny downloadowany, ale zdaje się, że z powodu choroby wokalisty nie zagrał Korn, Jiri Korn. Podczas lądowania powrotnego nieźle przyku...liśmy w płytę lotniska, ale bez ofiar. Z setlisty niesamowicie wypadł The God That Failed. Kocham ten kawałek. Graliśmy go oniegdaj z Cubą i nawet nieźle to wychodziło, jak na dwóch tak zdolnych muzyków rzecz jasna. To był cudowny wyjazd, szczególnie, że zaraz po powrocie poszliśmy na Usg i oto pojawił się pęcherzyk ciążowy. To był naprawdę nasz mops, Juliann De La Mazzą.

 

10.Location:

Chorzow, Poland

Date:

May 28, 2008

Venue:

Slaski Stadium

Other Artists:

MACHINE HEAD

Setlist:

Creeping Death
For Whom The Bell Tolls
Ride The Lightning
Harvester of Sorrow
The Unforgiven
...And Justice For All
Devil's Dance
Disposable Heroes
Welcome Home (Sanitarium)
Master Of Puppets
Whiplash
Nothing Else Matters
Sad But True
One
Enter Sandman
- - - - -
Last Caress
So What
Seek and Destroy

 

 

Okrągły 10-ty. Pierwszy bez Anuleńki. Z Juleczkiem została moja kochana żonka. Ledwo zdążyliśmy na koncert. Jechałem taksówką z Gawronem (tak, z tym samym, co autokarem do Katowic na pierwszy koncert). Poumawiałem się z wieloma osobami, lecz sytuacja na drodze była tak kiepska, że wszyscy, oprócz jednego Romka Smolaka from Goorno, weszli już na stadion. Ten gość, Wielki Gość, Złoty Chłopak, czekał na mnie do samego końca. Szacunek na wieki, Mistrzu. Wypiliśmy po piwku i razem udaliśmy się na show, które było naprawdę świetne. Nie szkodzi, że to był wielki stadion. Słychać było dobrze i widoczność very krasivaja. Płyta oczywiście. Setlisa jedna z najlepszych w Polsce: Disposable, Ride, Unfor, Devils, Justice. Same rodzynki. Po koncercie okazało się, że Olo nie miał obrączki i wybuchnoł skandal. Od razu wysłałem zdjęcia do Faktu. Fuck(t) yeah.

 

 

 

11.Location:

Berlin, Germany

Date:

September 12, 2008

Venue:

O2 World

Other Artists:

 WSZYSCY ARTYŚCI TO PROSTYTUTKI

Setlist:

That Was Just Your Life
The End Of The Line
The Thing That Should Not Be
Of Wolf And Man
One
Broken, Beat And Scarred
Cyanide
Frantic
Until It Sleeps
Wherever I May Roam
For Whom The Bell Tolls
The Day That Never Comes
Master Of Puppets
Blackened
- - - - - - - -
Blitzkrieg
Jump In The Fire
Seek and Destroy

 

 

11. Trzeci klasyczny halowy, jaki widziałem, a nie licząc Symfoniki'99 w Velodromie, która była bardzo specyficznym koncertem, to nawet drugi. Promocja nowej płyty Death Magnetic i pierwszy raz usłyszane na żywo nowe utwory. Show rewelacyjne pod każdym względem. Nawet podobało mi się Thingy tym razem. Na koniec piłki z sufitu. Blitzkrieg. Jump In The Fire. Nic dodać nic ująć. O tym koncercie zdaje się coś na blogu pisałem. Musicie poszukać w kategorii: „Metallica", wpis z okolic września 2008. Generalnie był to koncert TYLKO dla członków THE METALLICA CLUB. Bilety po 10 euro i to nie jest żart. Backstage Pass znowu nie wygrany, ale cały czas wierzę, że jeszcze choć raz w życiu spotkam się z chłopakami.

 

 

 

 

 

12. STOCKHOLM, SWEDEN, GLOBEN, March 8, 2009 - odwołany w ostatniej chwili. Metalliki słuchaliśmy z telefonu. Zjedliśmy pod halą wyśmienite hot dogi. Warto było dymać te setki tysięcy kilometrów. Opis wyprawy na blogu z marca 2009, kategoria: „Metallica". No być na koncercie, którego nie było - to dopiero gratka dla fana zespołu. Dlatego mimo wszystko cieszę się, że tam byłem. Naprawdę. Pomimo strat finansowych był niezły ubaw poza tym. Czytajcie wpis z marca. Fuck'em up.

 

 

 

 

 

13.Location:

Stockholm, Sweden -  powtórzony z 8.03.2009

Date:

May 4, 2009

Venue:

Globen

Other Artists:

 MACHINE HEAD

Setlist:

That Was Just Your Life
The End Of The Line
For Whom The Bell Tolls
Holier Than Thou
One
Broken, Beat And Scarred
My Apocalypse
Sad But True
Welcome Home (Sanitarium)
The Judas Kiss
The Day That Never Comes
Master Of Puppets
Blackened
Nothing Else Matters
Enter Sandman
- - - - - - - -
Am I Evil?
Motorbreath
Seek and Destroy

 

13. Ten pechowy, trzynasty jednak się odbył, pewnie dlatego, że to dwunasty.  Po raz pierwszy Holier. Hala w końcu została obejrzana przez nas od środka. Fajne miejsce niewątpliwie, tylko szatnia nie działała, a właściwie się pojemność jej skończyła, zanim tam dotarliśmy. Jako zadośćuczynienie moralne po pierwszym odwołanym koncercie każdy z nas otrzymał w prezencie od Metalliki koszulkę „Sick&Destroy" opowiadającą historię o tym, jak to James Hetfiled wymiotował i musieli odwołać całe show. Ale hot dogi były niezłe, fuckt. Piwo też smaczne. Nikt się nie przytruł. Koncert naprawdę wspaniały i scena na środku i w ogóle rewelacja, szczególnie, że to był kolejny, trzeci, albo czwarty raz w hali, a takie koncerty są zdecydowanie najlepsze pod każdym względem. Po koncercie posiedzieliśmy w hostelu z kolegami ze Szwecji. Sysy nie dotarł. I nie strzelił gola na wyjeździe. Za to pierwszy raz na wyjeździe Czaruś. Ach, ta dzisiejsza młodzież. Z utworów najbardziej podobał mi się Sad But True, One i Am I Evil?. Pięknie jest mieć taką fajną dziarę na prawym ramieniu not a benek. No i akurat miałem tego dnia siedemnaste urodziny, więc zjadłem sushi, na które zaprosił mnie mój pszyyaciell Cubballiccaaa. Ten zielony chrzan był niezły hehe.

 

FINITO.

+ JESZCZE DWA DOPISANE PONIŻEJ POD SETLISTĄ.

 

KĄCIK CIEKAWOSTEK:


KAWAŁKI, KTÓRE ZAGRALI NA POWYŻSZYCH KONCERTACH TYLKO PO RAZIE:

 


AIN'T MY BITCH

WASTING MY HATE
THE SHORTEST STRAW

OVERKIL

DIE, DIE MY DARLING

THE CALL OF KTULU

HERO OF THE DAY

MINUS HUMAN

OUTLAW TORN

I DISAPPEAR

THE GOD THAT FAILED

LEPER MESSIAH

ORION

WHISKEY IN THE JAR

...AND JUSTICE FOR ALL

BLITZKRIEG

JUMP IN THE FIRE

Koniec kącika. Niezła setlista z tego powstała. Może u mnie w domu taką kiedyś zagrają?

 

NAJBLIŻSZE KONCERTY:

 

14 i 15. APRIL 20, 2010, VILNO, SIEMENS ARENA, LITHUANIA (KiliBro Syfony) oraz APRIL 21, 2010, VILNO, SIEMENS ARENA, LITHUANIA - oba z Kiljanem z zaprzyjaźnionego bandu NIGHT RIDER SYMPHONY. To był mistrzowski wyjazd, ale szczegóły pozostawiam sobie i Kiliemu.

                                                                                                               

 

16. BEMOWO, WARSAW, POLSKA, 16.06.2010 (tutaj to chyba wszyscy idą, even Prezesura i Langusta). NO I FAKTYCZNIE WSZYSCY POSZLI, NAWET MOJA BABKA I DOZORCA Z SĄSIEDNIEGO BLOKU.

 REASUMUJĄC NA DZIEŃ 9.11.2011 - 16 RAZY SIĘ ZAŁAPAŁEM, ALE CIĄGLE MI MAŁO.

A NA DESER KILKA AKTUALNYCH ZDJĘĆ Z LISTOPADA 2009 Z TRASY PO U.S.A.

 


JAMES NA TRASIE OGIEŃ I MOC W OCZACH.








KIRK JUŻ POŚRÓD PRAWDZIWEGO OGNIA.








LARS ZAŚ W OGNIU PAŁKOWYM - WILD THING.









ROBERT TO JUŻ INSTYTUCJA.








HEROES OF THE DAY.








JAMES W MARSJAŃSKIEJ AURZE PO WYLĄDOWANIU U.F.O. MIAZGA!








LARS PODCZAS BISÓW. PIŁKI JUZ ZLECIAŁY Z NIEBA.








RESPECT THE HET.








PRZED WYJŚCIEM NA SCENĘ. ZA CHWILĘ INTRO "ECSTASY OF GOLD".






KOCHAM METALLICĘ I MOJĄ RODZINĘ.

TYLE, KOCHANI. ZDRÓWKA!!!


oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

metallica 4.05.2009 moje urodziny tak wyglądały

sobota, 09 maja 2009 18:53






Location: Stockholm, Sweden
 
Date: May 4, 2009
 
Venue: Globen
 
Setlist:

That Was Just Your Life
The End Of The Line
For Whom The Bell Tolls
Holier Than Thou
One
Broken, Beat And Scarred
My Apocalypse
Sad But True
Welcome Home (Sanitarium)
The Judas Kiss
The Day That Never Comes
Master Of Puppets
Blackened
Nothing Else Matters
Enter Sandman
- - - - - - - -
Am I Evil?
Motorbreath
Seek and Destroy

 

 


LIMITOWANA KOSZULKA "SICK&DESTROY". TAK JAMES RZYGAŁ 8 MARCA 2009 PO SKONSUMOWANIU ZDECHŁEJ OSTRYGI... 



 

JAMES W NAJWYŻSZEJ FORMIE NAPIERDALAŁ PRZECUDOWNIE...




NA TO ZDJĘCIE Z DŻEMOWANIA TYLKO PAN PERKUSITA SIĘ NIE ZAŁAPAŁ...



JEST I SZANOWNY PAŁKER DUŃCZYK Z LEGOLANDU Z PAŁKĄ NA WIERZCHU...

A NA KONIEC OBEJRZYJCIE SOBIE KONCERT W PIGUŁCE JAK TO SIĘ POPULARNIE MÓWI W SLANGU APTEKARSKIM HEHE...


http://www.youtube.com/watch?v=gRS8dTfWF6g


oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

METALLICA NA ROCK'N'ROL HALL OF FAME

poniedziałek, 06 kwietnia 2009 12:01

TO BYŁ WYJĄTKOWY MOMENT WIECZORU... JASON I ROBERT NA JEDNEJ SCENIE - MASTER OF PUPPERS I ENTER SANDMAN




NA KONIEC METALLICA ZAGRAŁA KLASYK BLUESOWY "TRAIN KEPT A ROLLIN" Z REPERTUARU MIN. AEROSMITH, LED ZEPPELIN I THE YARDBIRDS W TOWARZYSTWIE WYBITNYCH POSTACI: RONNIE WOOD, JIMMY PAGE, JEFF BECK, JOE PERRY I FLEA. GENIALNY MOMENT.



A TO JESZCZE PRZED WYSTĘPEM, W MOMENCIE, GDY SWOJĄ MOWĘ WPROWADZAJĄCĄ PREZENTOWAŁ FLEA... FRANCESCA I JAMES, LARS I CONNIE NIELSEN.

April 4, 2009

METALLICA W KOMPLECIE: ROBERT TRUJILLO, JAMES HETFIELD, JASON NEWSTED, KIRK HAMMETT, LARS ULRICH I NA PIERWSZYM PLANIE TATA CLIFFA BURTONA, RAY BURTON. W OGÓLE DUŻO MÓWIŁO SIĘ O CLIFFIE NA TEJ UROCZYSTOŚCI...


April 4, 2009


oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

ROCK'N'ROLL HALL OF FAME

piątek, 03 kwietnia 2009 15:06
Metallica w nocy z soboty na niedzielę zostanie wprowadzona do Rock'N'Roll Hall of Fame. Dokona tego basista Red Hot CHilli Peppers, niejaki FLEA. Transmisja live na


http://69.122.139.132:662/metstream.html


Będziemy z małżonką oglądali i jesli tylko macie na tyle motywacji i samozaparcia, aby wstać w nocy i to zobaczyć, to jak donosi agencja PAP, uroczystości rozpocząc się maja o 3 rano czasu naszego. Największym hitem imprezy będzie występ JASONA NEWSTEDA, który po raz pierwszy od odejścia z Metalliki wystąpi z nią na scenie, po 9 latach kariery w innych zespołach (OZZY OSSBOURNE, VOIVOD, ECHOBRAIN, SUPERNOVA). Tak, jest to dla nas wystarczający powód, aby podźwignąć się o 2.55 i zobaczyć na żywo, jak Metallika gra znowu z Jasonem.

Metallika własnie zakończyła kolejną część trasy po Europie dwoma koncertami w Paryżu. W sobotę zagrają na Hall Of Fame, no a potem już 4 maja w Sztokholmie. Tak, to moje urodziny, dlatego liczę, że będzie to specjalna setlista, którą będziemy ogladali na żywo na powtórzonym koncercie. Marzy mi się ESCAPE, EYE OF THE BEHOLDER, PHANTOM LORD I BLEEDING ME. Zobaczymy. Poniżej utwory, jakie Metallica zaprezentowała w stolicy Francji wczoraj i przedwczoraj. Kisses!!!
________________________________________

Location:
Paris, France
Date:
Apr 2, 2009
Venue:
Palais Omnisport de Bercy
Setlist:

That Was Just Your Life
The End Of The Line
The Four Horsemen
Holier Than Thou
One
Broken, Beat And Scarred
My Apocalypse
Sad But True
Bleeding Me
All Nightmare Long
The Day That Never Comes
Master Of Puppets
Fight Fire With Fire
Nothing Else Matters
Enter Sandman
- - - - - - - -
Motorcycle Man
Hit The Lights
Seek and Destroy
________________________________________________

Location:
Paris, France
Date:
Apr 1, 2009
Venue:
Palais Omnisport de Bercy
Setlist:

That Was Just Your Life
The End Of The Line
Harvester Of Sorrow
Disposable Heroes
One
Broken, Beat And Scarred
Cyanide
Sad But True
The Unforgiven
The Judas Kiss
The Day That Never Comes
Master Of Puppets
Damage, Inc.
Nothing Else Matters
Enter Sandman
- - - - - - - -
Stone Dead Forever
Phantom Lord
Seek and Destroy


FUCK YEAH!!!!


oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

METALLICA - STOCKHOLM - THE GLOBEN - 08.03.2009

czwartek, 12 marca 2009 12:39

Kolejny koncert Metalliki w moim życiu. Stockholm. The Globen. W końcu razem z Anią, moją żonką, która ostatnio miała przyjemność zobaczyć Tallicę na żywo w czerwcu 2006. Razem z Julkiem, który to z kolei był już wtedy jakieś trzy tygodnie w łonie. Lot samolotem przebiegł szybko i sprawnie. Godzina i dwadzieścia minut na pokładzie Air Busa 320. Wcześniej browarki, zakupione w sklepie na lotnisku ( w tak zwanym Baraku) wprawiły nas w dobry nastrój. Podniecenie, tym, że za kilka godzin zobaczymy po raz kolejny Metallikę live było, przynajmniej u mnie, coraz to większe z każdą godziną. Jedyne, co nie zagrało od początku, to to, że jeden z nas (nie odtajnię inicjałów, ze względu na pamięć o jego ojcu) uparł się i nie chciał kupić zestawu pięciu kieliszków do wodicki po 15 zł sztuka. Jako support The Sword i Machine Head. Jako towarzysze podróży Martin, Jackob and Lukas plus nasze stare-nowe, dobre małżeństwo Mazzów. Bardzo ciekawie podróżuje się tak zwanymi tanimi liniami, gdyż dojazd busem do centrum trwa tyle samo, co lot przez Bałtyk samolotem. Takie jaja na twardo w mundurkach fucking fuck. Hostel bardzo przyzwoity. Na rogu sklep, w którym zaraz po zalogowaniu się w pokoju zakupiliśmy z Anią paczkę bardzo apetycznie wyglądających parówek. Niestety zapomnieliśmy z domu kabanosów i trzeba było się ratować przed głodem i chłodem. Trochę tam wiało, nie powiem. Niestety owe osiem parówków okazało się w smaku totalną kupą zmieszaną z kotem i dwoma orangutanami, gdyż po skonsumowaniu pierwszej, musieliśmy je natentychmiast wyrzucić do kosza. Przestroga: nie kupuj człeku parówek w Szwecji, bo skończysz jak James. Na szczęście się nie zatruliśmy. Zapiliśmy za to wszystko tradycyjną Żołądkową Gorzką, której kupiliśmy z zapasem na lotnisku. Wiadomo, że o alkohol tam jest bardzo trudno, szczególnie przy niedzieli, a jeśli już, to jest on królewsko drogi. Zanabyliśmy więc 3 X 0,7L, co by w razie czego nie zabrakło. Przed koncertem wypiliśmy parę piwek i trochę gorzałki i wyszliśmy z hostelu około 18.30. Rozkład wieczoru był taki, że The Sword 19.00 (nie znam kapeli, jestem widocznie ograniczony), Machine Head 20.00 i Metallica 21.00. Pojechaliśmy więc metrem siedem stacji i około 19.30 znaleźliśmy się w pobliżu hali Globen.  Podekscytowani coraz bardziej, pijąc piwko i dyskutując, jaką setlistę każdy z nas chciałby usłyszeć, szliśmy w stronę obiektu. Ależ się zdziwiliśmy jak zobaczyliśmy będąc już 10 metrów ode wejścia, że tabuny fanów zamiast do hali wchodzić, zaczyna z niej Wychodzić. Napotkany ochroniarz poinformował nas po chwili, że KONCERT ZOSTAŁ W OSTATNIEJ CHWILI ODWOŁANY Z POWODU NAGŁEJ CHOROBY JEDNEGO Z CZŁONKÓW.

 

HETFIELD SIĘ ZATRUŁ JAKIMŚ HINDUSKIM GÓWNEM (ALBO SZWEDZKIMI PARÓWKAMI).

 

Teraz coś napisać to mi trochę ciężko i jakoś nie bardzo jest co hehe. Ale...

 

Stanęliśmy pod ogrodzeniem i zakupiliśmy hot-dogi oraz bułki z kiełbaskami. Było to stoisko jakieś jugosłowiańskie czy cuś, więc dało się zjeść, a nawet były one wyśmienite te gorące pieski. Między czasie dotarło nas kolega Aleksander S. (ale nie jest to ten słynny Alek Kolażówa Psor Babcia), który przybył na koncert prosto z Norwegii, i razem poszliśmy szukać nocnych wrażeń. Szukając klubu, w którym odbywało się After Party dla fanów Metalliki, chodziliśmy sobie po mieście wśród spadających kropel deszczu. Spadliśmy z deszczu pod rynnę, ponieważ zamiast na imprezę, dotarliśmy z powrotem do naszego hostelu. Tyle wyszło z After Party i zwiedzania Stockholmu. Pozostało odpalić zapasy i zrobić własną imprezę. Zasiedliśmy w świetlicy i biesiadowaliśmy z kolegami z Gothenborg/Sweden, którzy także przyjechali na koncert. Oni kosztowali naszej rodzimej wódeczki, a my piliśmy ich browar 5%, o który w Szwecji oj niełatwo. Większość ma bowiem 3,5% zawartości alkoholu. Mocniejsze można kupić tylko w jednej sieci sklepów i trzeba wiedzieć jak się ona nazywa. Ale młode chłopaki plus jedna dziewoja, mający około 20 lat, dobrze wiedzieli gdzie się należy zaopatrzyć. Słuchaliśmy więc wspólnie Metalliki lecącej z telefonów mobilnych i konwersowaliśmy popijając sobie swawolnie. Potwierdzieli nam jedną ciekawą rzecz. Otóż w Szwecji produkuje się bimber na szeroka skalę, także na ch... cała ta ich mała prohibicja. I tak piją na umór i wygląda to zupełnie jak w Polandzie za czasów komunistycznych, kiedy alkohol sprzedawano od godziny 13.00.

 

O poranku wstaliśmy i udaliśmy się w kierunku dworca. Tam śniadanie i busem powrót na lotnisko Skvanska. Samolot i za godzin kilka już znaleźliśmy się z powrotem w domu. Czekał na nas stęskniony Juleczek, który po raz pierwszy został bez mamy i bez taty na dwie noce. Trzeba przyznać, że oboje z Anią bardzo się za nim stęskniliśmy. On za nami też. Cały wieczór przytulankom i całusom nie było końca. Kochamy naszego synka ponad wszystko. To pierwszy wniosek z naszego arcy udanego wyjazdu na „koncert, którego nie było".

 

 

Drugi wniosek jest taki, że przypuszczamy z Anusią, że Chłopacy z Metalliki mieli zagrać na bis utwór The Wait, bo zrobili nam ni mniej ni więcej, ale w rzeczy samej KILLING JOKE..., a szczególnie Mister Hetfield Jaymz.

 

Wniosek numer trzy. Ten wyjazd to był totalny KILLING TIME, który też by pewnie zagrali...

 

 

KOCHAM CIĘ ANIU, KOCHAM CIĘ JULECZKU!!!

 

MAZZ FAMILY FUCKING LOVES METALLICA!!!!!

 

JULEK LOVES DEATH MAGNETIC!!!!

 

SEE YA IN STOCKHOLM AGAIN SOON!!!!!

 

 

 

SETLISTA STOCKHOLM - GLOBEN ARENA 08.03.2009

 

Hell riders from Poland Theme

That was just your hostel

Deszcze niespokojne (Potargały Sad but true)

Anesthesia (Pulling Teeth wystające z gęby + znieczulenie „żołądkiem")

Hej Sokoły (from Gothenborg)

Cuba Solo#1 (w kiblu)

SindBad Seed (z Toba się żyje weselej)

Eye of the Beholder Poland

The Concert That Never Comes

Mazz Solo#1 (w WC)

Jesteś szalona (with Marcin Miller on vocals)

The Unforgiven IV (James H. po zatruciu)

Fight Fire With Frajer (Pompka)

Enter Sandy (and Danny from Grease)  

 

Killing Time

The Wait (na deszczu, wikingi jakieś)

Seek A Destroy (Our Hostel)

 

ENCORE

Welcome Home (UFF nareszcie w domu).

 

 METALLICA JAK NIE GRA I TAK KARWA RZĄDZI!!!!!!!!


oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

METALLICA I INNE TEMATY

czwartek, 06 listopada 2008 11:17


                                                                                                                                                                                                       

Jakbym miał się pobawić w zgadywanki czy Metallica zagra w Polsce w przyszłym roku, to obstawił bym powiedzmy 14 marca Katowice, Spodek. Ciekawe czy się sprawdzi...
                                                                                                                           

Brak opisu Brak tagów Katowice_Spodek_blue.jpg

                                                                                                                                                                                          


W związku z tym, że życie jest takie piękne, pragnę teraz jednakowoż zaprosić wszystkich moich przyjaciół, którzy zaszczycają swoją obecnością mój blog, na symboliczną lampkę wina:


_______________________________________________________________________________________________________-
_______________________________________________________________________________________________________




                                                                                                                                                                                          


Jest malinowo, Nightrider poleciał do USA na podbój Ameryki Pólnocnej i w sobotę zagra koncert z orkiestrą symfoniczną w Chicago. No i oczywiście odniesie wielki sukces:        


NO PHOTO


ale za to puszczam linkę malinkę

http://www.pffamerica.com/08_press4_pl.htm                                                      

 


A U MNIE BEZ ZMIAN. KOCHAM ANIĘ I JULKA. TO TEN GOŚCIU NA ZDJĘCIU PONIŻEJ, ABO NIE. TO ZALEŻY. 



---------------------------------------


LATEST NEWS
"MIRABELLA"
COMING SOON

----------------------------
                                                


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

WYPRAWA DO BERLINA NA DEATH MAGNETIC PARTY 12.09.2008

czwartek, 25 września 2008 12:13

Wybraliśmy się silną grupą do Berlina na koncert grupy Metallica. Zdjęcia już w galerii nota bene. Ci, którzy je widzieli zorientowali się zapewne, że wyjazd był nad wyraz udany. Szkoda jedynie, iż zabrakło mojej małżonki Anny, która jak zwykle oddaje wszystko, co najcenniejsze naszemu Juleczkowi. Tata natomiast godnie reprezentował rodzinę już od samego wejścia do pociągu. O 7.25 wyjechaliśmy z Centralnego, a o 8.00 odpieczętowaliśmy pierwszy „Żołądek", co by się trochę przed koncertem podleczyć. Kuba, Paweł, Alex, Łukasz, MARCIN i Mikołaj to nasz spoko na maroko przedział, w którym spędziliśmy bite, tłuczkiem do mięsa, 6 godzin, w oczekiwaniu na stację docelową - Berlin Ostbanhoff. Świetnie było się spotkać w tak zacnym gronie po przerwie i odpalać po kolei butelki z wyżej wspomnianym środkiem leczniczym. W planie mieliśmy  2 flaszki, ale okazało się, że „poszły" 4 albo 5 w sumie i w arcydobrych nastrojach wytaszczyliśmy się z pociągu zwanym pożądaniem obejrzenia koncertu naszego ulubionego zespołu. A nasza drużyna jest zgrana i niezwykle renomowana, więc pozwólcie, iż zaprezentuję charakterystykę poszczególnych graczy. Sam o sobie to nie napiszę, bo będę nieobiektywny i przedstawię się za fajnego gościa, a to przecież wierutne kłamstwo. Na początek nasza gwiazda Aleksander. Wykładowca anglistyki na jednym z uniwersytetów, prywatnie maksymalnie wyluzowany, szczególnie po dobrej wódzie i w ogóle złoty chłopak, który podczas naszych wspólnych imprez i wyjazdów, wsławił się czynami takimi jak między innymi: położenie się z babcią mojej Ani spać, w związku z tym, że nie mógł trafić z toalety z powrotem do sypialni, kolekcjonerstwo różnorakich tabliczek, ostatnia zdobycz to zdjęta z pewnej leśniczówki tabliczka 'Nadleśnictwo Bełchatów" (to jak wracaliśmy z Monachium), a także udanie się wcześniejsze spać pod McDonaldem na granicy niemiecko-czeskiej i potem go z Kiljanem przenosiliśmy w inne miejsce, aby nikt go nie zawinął stamtąd, no i ostatni wyczyn to już świeżo z tego Berlina, a mianowicie po wyjściu z pociągu szliśmy sobie grupą spokojnie do hostelu i nagle okazało się, że Olo zaginął. Po prostu poszedł gdzieś w innym kierunku i nie zauważył, że się od nas odłączył. Jako, że nie miał roamingu, straciliśmy z nim kontakt i odnalazł się dopiero po kilku godzinach pod halą O2 Arena. Szacun pełen szacun po prostu za pełen luz w podejściu do życia!!!!!!!



Kiljan, hmm, no cóż chłopak usnął w hostelu jak rozkręcała się najlepsza zabawa, ale to już nie te lata, Panie Kolego. A po za tym to nasza gwiazda rocka z grupy rockowej Night Rider Syfony, która wkrótce będzie sławna także za oceanem wspomnień grypy Papa Dance. Lukas to popularny Pluto, który wsławił się miedzy innymi tym, że jak wracaliśmy z S&M w 1999 roku, przekroczył granicę polsko-niemiecką „na klucze od mieszkania". Co się za tym kryje, pozostanie na zawsze tylko i wyłącznie do wiadomości członków naszego ówczesnego fan clubu Hell Riders From Poland, który paradoksalnie powrócił na moment do życia w deathmagnetycznym pociągu do Wschodniego Berlina. Został wskrzeszony, lecz w niepełnym składzie, bo zabrakło 2 ludzi, Prezesa i Langusa, którzy już tak się nie angażują w życie Metalliki jak kiedyś. Niestety. Przy okazji chciałbym zdementować pogłoski, jakoby ów train relacji Warszawa-Berlin stawał na dworcu zachodnim w Warszawie. A właśnie, kolejny zawodnik to Kuba, który jest człowiekiem jedynym z naszej grupy, który na  Symfonikę nie pojechał, gdyż próbował wtenczas wsiąść na wyżej wymienionym dworcu zach. i pociąg przeleciał mu koło nosa, jak przysłowiowa mucha czy ossa saragossa karrrambaaa maffiossa. No to jeszcze został kolega MARCIN!!!, który z nami jechał po raz pierwszy i okazał się świetnym kompanem,  z poczuciem humoru i pełnią zaangażowania i miłości do Metalliki, facetem. „Spoko ziomy group" uzupełniało dwóch pozytywnych obrzępałów z przedziału obok, Mosquitto and Sittooo, którzy dali z siebie wszystko, a nawet więcej. Z pociągu wysypaliśmy się o 13.15 i udaliśmy się do miejsca zakwaterowania. Jak już napomknąłem, zagubił nam się Aleksander i już bez niego zalogowaliśmy się w hotelu. Zasłużony odpoczynek i drzemka otrzeźwiająca okazała się niezbędna. Pobudka. Szybki prysznic i już wyruszamy na koncert. Trzeba by coś wrzucić na ruszt. Nieopodal O2 Arena znajdujemy sympatyczną restaurację, w której od razu nam się zaczyna podobać, gdyż w eterze słyszymy DEATH MAGNETIC. Zjedliśmy tam po hamburgerze zapiliśmy to browarem, choć nie wszyscy, bo ja osobiście coca-colą i smakowało wszystko wyśmienicie, podane jak na amerykańskim filmie z wikirwistimi, wielkimi frytkami i sosem wypływającym spod bułki sezamkowej z ulicy sezamkowej. Ten Death Magnetic przeleciał nam ze 2 razy i uśmiechnięci, najedzeni i napici poszliśmy pod wejście do hali. W środku masa ludzi, koszulki, płyty, gadżety, toaleta no i stoisko z piwem. Koncert miał rozpocząć się o 20.00, a faktycznie machina ruszyła dopiero o 21.30. Oto zestaw utworów na ten wieczór:

 

 

 

That Was Just Your Life

The End of the Line

Kirk Solo #1

The Thing That Should Not Be

Of Wolf and Man

One

Broken, Beat & Scarred

Cyanide

Frantic

Until It Sleeps

Wherever I May Roam

For Whom The Bell Tolls

Kirk Solo #2

The Day That Never Comes

Master Of Puppets

Blackened

----------------------------------

Blitzkrieg

Jump in the Fire

Seek and Destroy

 

Total Running Time: 1:59:57

 

 

Jak widać na powyższym wykazie, utwory nijak miały się do pozycji granych na dopiero co zakończonej trasy po Europie. Pogrubioną czcionką zaznaczyłem najświeższe kompozycje. Z pozostałych szczególnie utkwiły mi w pamięci....wszystkie. Nawet nie kochany zbytnio przez mnie Thingy wypadł tego wieczoru rewelacyjnie. Po za tym One - tym razem bez efektów pirotechnicznych, jak i z resztą wszystkie pozostałe zagrane w tę wyjątkową, magiczno-magnetyczną noc. Blitzkrieg to było coś pięknego, szczególnie, wtedy, gdy z kopuły hali zaczęły spadać ogromne pompowane piłki koloru czarnego z napisem Metallica, odbijane potem co i róż przez fanów i członków zespołu. Komu udało się zatrzymać taka piłkę na pamiątkę, ten miał dużo szczęścia. Jump in The Fire to kolejna dla mnie przemiła niespodzianka i radość z faktu, że usłyszałem na żywo kawałek, który „Przedsiębiorstwo Tallica", gra bardzo, ale to bardzo rzadko, hola hola  sporadycznie. Paradoksalnie przewidziałem te dwa ostatnie utwory, chyba mam papiery na wróóóżkę, gdyż jeszcze w pociągu spekulowaliśmy, co takiego specjalnego chłopaki mogli by zagrać w ten wyjątkowy wieczór. Trzeba nadmienić, że koncert ów zorganizowany został specjalnie dla członków THE METALLICA CLUB, czyli dla oficjalnego fan klubu, jedynego takiego na świecie, zorganizowanego przecież przez samych członków zespołu. No i strzeliłem, że stawiam właśnie na JUMP i BLITZ i choć sam w to za bardzo nie wierzyłem, okazało się za kilka godzin, że Bóg moich próśb wysłuchał. Dzięki Ci Panie, bo i inni skorzystali przy tym!!!!

Z nowych utworów Cyanide i The Day That Never Comes wypadły wyśmienicie, a także pierwsze dwa, otwierające koncert (patrz setlista). Przecudnie było także usłyszeć takie miażdżące utwory jak Blackened czy Frantic, oba trochu dawno już nie grane, nie tylko w Europie, ale i na świecie. Until It Sleeps - to było cudowne. Ten song słyszałem ostatnio na koncercie z orkiestrą symfoniczną w Berlinie 19 listopada 1999 roku, więc teraz był to wielce miły moment. W ogóle bardzo jest mi bliski tekst do powyższego utworu, z powodu wiadomego, a mianowicie, że mnie jednak ten chłoniak nie zdążył zjeść, w przeciwieństwie do bohatera utworu, jakim zapewne jest matka Jamesa Hetfielda, która odeszła w męczarniach, bez możliwości jakiejkolwiek interwencji lekarzy czy środków przeciwbólowych. Christian Science, ale tę historię wszyscy znamy. Finałowy Seek And Destroy zwieńczył udany wieczór w O2 Arena i zapamiętałem z niego przede wszystkim „dziki kołowrotek" basisty Roberta Trujillo, który jest stałym punktem programu i który zawsze wprowadza publikę w „gooffy mood". The End Of The Show i lecimy podekscytowani do wyjścia. Po drodze odnajdujemy zaginionego w akcji Aleksandra i wszyscy spotykamy się przed wejściem. W drodze powrotnej zahaczamy jeszcze o wietnamską, jedyną otwartą już, knajpę. Koledzy konsumują saigonki z kota i suflety z gołębi pocztowych z makaronem w pięciu smakach i udajemy się na after show party do naszego hostelu. Jeszcze w  knajpie Kiljan postanowił złączyć stoliki, które były przybite na stałe do podłogi i zawinęła go Polizei na 24h. Nie no żartuję. Stolików się złączyć nie udało, za to w Pawle zakochała się 57 letnia właścicielka knajpy, przemiła Xiang Bong Xionzx, ale Kili nie odwzajemnił uczucia, smacznie spożywając zamówionego kota filemona, nie konsumując zaś tego związku, który narodził się w mojej wyobraźni bardziej chyba, niżeli w rzeczywistości. Ale moja wyobraźnia jest nie do zatrzymania niestety, albo stety, jak zwał tak zwał. Teraz zostawiam miejsce, aby każdy mógł mnie obsmarować jak trza. Oto hyde park, piszcie czarnym markerem po ekranie monitora: 

 

Maziu to pajac jakich mało.............................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................

....................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................i dlatego właśnie tak bardzo go kocham.

 

 

Jak już uporaliśmy się ze sprawami personalnymi, przejdźmy teraz w kilku słowach do imprezy pokoncertowej.  Wypiliśmy masę browarów i drinków, a następnie w hallu barowym staraliśmy się nawiązać stosunki międzynarodowe. Jakaś laska z Irlandii, która okazała się architektem z koleżanką. Gostek z Hiszpanii wraz ze swą sympatią z Deutschlandu, która nie chciała tańczyć Rolling Stonesów czy też inna większa grupa z tejże Hiszpanii plus Pan Barman recepcjonista reeagge man, który puszczał mi Stonesów i Beatlesów, bo miał wszystkie ich płyty na twardym dysku swego komputera. Kiljan usnął wcześniej, Lukas i Michał także padli, a pozostała piątka tak smęciła do którejś tam w nocy i bawiła się świetnie. Po powrocie do pokoju położyliśmy się grzecznie spać i wstaliśmy rano, bardzo nie wypoczęci. Nazajutrz okazało się, że Kuba śpi ze mną (fucckkiinnggg ffaaggoott), a Lukas z Alexem zamienili się w nocy miejscami na łóżku piętrowym z nieznanych powodów, które to później wyszły na jaw, ale o tym sza. Coś nie coś na ten temat będzie wiedziała niejaka Elleeokkaddia Leynamoor, a właściwie to z balkonu.

 

Reasumując, jak to się zwykle robi w tego typu pisarskim ciężkim przypadku, wyjazd był naprawdę wyjątkowy, ponieważ tak bardzo kocham tych facetów i zawsze tego typu wyprawy są jedyne i niepowtarzalne w swoim rodzaju. Sam koncert był po prostu MIAŻDŻĄCY. Najlepszy jaki widziałem? Możliwe, że nawet tak. Spodek czy Symfonika też były hallowe, ale ten jakiś taki wyjątkowy się okazał. Wyjątkowy i niepowtarzalny. Jedyne czego mi naprawdę szkoda to to, że Ania nie pojechała, ale po prostu nie mogła i... odbije, odbijemy sobie to wszystko w lutym/marcu, kiedy to rozpoczyna się kolejna europejska trasa. Wszystkie sztuki mają być hallowe i to jest wspaniała wiadomość.

 

Kocham Was, Chłopacy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kocham Cię, Żono!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kocham Cię, Syneczku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

METALLICA - THE UNFORGIVEN III

poniedziałek, 08 września 2008 13:30

                                                                                                                              

Jak dotąd słyszałem 4 utwory z nowej płyty i THE UNFORGIVEN III najbardziej mi się podoba. Słuchając go wczoraj trzykrotnie, wróciły chwile, gdy poznawałem zespół kilkanaście lat temu i zachwycałem się geniuszem poszczególnych utworów. Siadałem przy głośniku po powrocie ze szkoły do domu i zamiast od razu wziąc się za odrabianie lekcji, słuchałem najróżniejszych dokonań Metalliki. Płakałam, śmiałem się, brałem na cały regulator i darłem buzię wraz z moim kochanym Jamesem, popadając w stan jakby pozaziemski. Stwierdzałem raz po raz, że pewne utwory są jakby z innego świata, z innego wymiaru i mają w sobie coś tak wyjątkowego, czego nie da się opisać słowami. Emocje, serce, moc, coś nieokreślonego, co wtedy czułem. Wspominam tamte chwile, gdyż w momencie odsłuchania własnie THE UNFORGIVEN III, miałem dokładnie identyczne odczucia. Żaden z 3 pierwszych kawałków wcześniej zamieszczonych na oficjalnej stronie fanklubu Metalliki nie wzbudziły u mnie takich odczuć. Jest świetny, chwytający za serce i zawiera bardzo interesujący tekst, z czego jeden werset jest kwintesencją całości:

                                                                                                                                       

 

"How can I blame you, when it's me I can't forgive..."

                                                                                         

Oto link do utworu.

http://pl.youtube.com/watch?v=3XjONV-_N1k&feature=related

                                                                                                                                                       

JUŻ 5 DNI DO KONCERTU W BERLINIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

POZDRÓWECZKA OD MIKOŁAJKA!!!!!!!!!!!!!!!!

                                                                                        

 


oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

METALLICA - MY APOCALYPSE (PREMIERA)

wtorek, 26 sierpnia 2008 10:02

                                                                                                                    

Trzeci oficjalnie zaprezentowany utwór z albumu Death Magnetic jest naprawdę świetny i wracamy w nim do czasów Master/Justice. Powiem szczerze. że jestem pozytywnie zaskoczony. Czyżbym się jednak pomylił we wcześniejszej ocenie? No zobaczymy... Słyszę tutaj Dyer's Eve w połączeniu z Battery i naprawdę jest to powrót do thrash metalu w najlepszym wykonaniu. Solówka z kolei bardzo kojarzy mi się z Whiplash, więc i mamy tutaj także domieszkę Kill'em All. Całość jest jednak czymś zupełnie nowym. Posłuchajcie!!!!!

                                                                                             

http://pl.youtube.com/watch?v=CZJ0H0Ssx48

          

 


oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

METALLICA - THE DAY THAT NEVER COMES (PREMIERA)

piątek, 22 sierpnia 2008 15:12

                                                                                                                        

Wczoraj jak przesłuchałem po raz pierwszy, to jakiś taki dziwny mi się wydawał. Dzisiaj to już... płaczę przy nim. Cholernie mnie bierze ten refren. Zresztą sami posłuchajcie. Pa!!!!

                                                                                                                           

http://pl.youtube.com/watch?v=wEghrqL150Y

 

                                                                                                            

                                                                       


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

METALLICA PREZENTUJE - REMEMBER TOMORROW (COVER IRON MAIDEN)

wtorek, 05 sierpnia 2008 16:16

                                                                                                                           

Zapraszam na zrobiony niedawno przez Czterech Jeźdźców cover grupy IRON MAIDEN zatytułowany REMEMBER TOMORROW. Znalazł się on wśród wielu innych utworów różnych wykonawców, którzy postanowili oddać hołd tej kultowej kapeli rodem z Wysp Brytyjskich. Jako, że Maideni wystąpią w czwartek 7 sierpnia w Warszawie na Stadioni Gwardii, postanowiłem zaprezentować Wam tenże kawałek (dobrego grania), w oryginalnej aranżacji Metallicowej. Muszę przyznać, że James, który skończył nota bene w niedzielę 45 lat, pokazał się ze znakomitej strony, jeśli chodzi o walory wokalne. W ogóle jest to bardzo ciekawy, melodyjny utwór, z wpadającym w ucho (od śledzia) refrenem, bądź refrentem (tak mówiłem jak byłem mały). Solówki również mogą się podobać i mi się akurat też podobają. Zastanawiam się cały czas czy iść na ten koncert czwartkowy i wychodzi mi, że pomimo pewnych trudności natury @#$%^#$^&^$^##!@@@#$, najprawdopodobniej wybiorę się tam jednak i dostąpię tego szcześcia zobacznia Eddiego na żywo.

                                                                                                                                        

A oto Metallica i Remember Tomorrow

                                                        

 

http://pl.youtube.com/watch?v=1ZZBnZexM6E

 

                                                                                    

I CO PODOBAŁO SIĘ??????

                                                                                    

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

METALLICA KRĘCI TELEDYSK DO UTWORU "THE DAY THAT NEVER COMES"

piątek, 01 sierpnia 2008 12:53

              

METALLICA WŁASNIE NAKRĘCIŁA TELEDYSK DO PROMUJĄCEGO ALBUM DEATH MAGNETIC UTWORU "THE DAY THAT NEVER COMES"

 

                                                                                                                                                                 

A OTO PIERWSZE ZDJĘCIE Z PLANU TELEDYSKU, REŻYSERIA THOMAS VINTERBERG

 

 

 

TYTUŁY UTWORÓW NA NOWY ALBUM 

That Was Just Your Life
The End Of The Line
Broken, Beat & Scarred
The Day That Never Comes
All Nightmare Long
Cyanide
The Unforgiven III
The Judas Kiss
Suicide & Redemption
My Apocalypse

 

A TERAZ FOTKA NUMER 2, POCHODZĄCA Z TEGOŻ SAMEGO TELEDYSKU

                                                                                                                                              

 

PŁYTKA WYCHODZI 12 WRZESNIA I TEGOŻ SAMEGO DNIA ODBĘDZIE SIĘ W BERLINIE KONCERT PROMUJĄCY TENŻE ALBUM. BILETY BĘDĄ DOSTĘPNE TYLKO DLA CZŁONKÓW THE METALLICA CLUB WWW.METCLUB.COM  ORAZ WWW.MISSIONMETALLICA.COM. ZAGRAJĄ JESZCZE NA TYCH SAMYCH ZASADACH 15 WRZEŚNIA W LONDYNIE. SZCZEGÓŁY POWINNIŚMY POZNAĆ LADA DZIEŃ. NIE MUSZĘ MÓWIĆ, ŻE ZAPREZENTUJĄ TAM JAKIEŚ NOWE UTWORY. TELEDYSK NATOMIAST POJAWI SIĘ POD KONIEC SIERPNIA. DO BERLINA OCZYWIŚCIE SIĘ WYBIERAM. TAKIEJ SZANSY NIE MOŻNA PRZEGAPIĆ, SZCZEGÓLNIE, ŻE NIE BYŁEM W PRADZE. METALLICA RULEZZ!!! TO TYLE NA DZISIAJ.

                                                                                                                                                                

 

                                                                                                                                                     

 


oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

JAMES HETFIELD TAK WŁASNIE TO ON, TEN MŁOKOS ROK 1982

piątek, 06 czerwca 2008 11:47

                                                                                                                                                                    

 

CZY POZOSTAWIĆ TO ZDJĘCIE BEZ KOMENTARZA, SIĘ ZASTANAWIAM... HEHEHEHE... ALE NIE, COŚ NAPISZĘ. WIEC ALEŻ CUDOWNIE PREZENTOWAŁ SIĘ W WIEKU 19 LAT MISTER MINISTER JAMES ALAN HETFIELD. PIĘKNA HEAVY FRYZURA, JAK BY ŻE TAK POWIEM, PIORUN PIERDOLNĄŁ W RABARBAR. SŁODZIUTKI, POWALAJĄCY AMERYKAŃSKI UŚMIECH, CHOĆ JAMES NIE NALEŻAŁ W MŁODOŚCI DO NAJSZCZEŚLIWSZYCH LUDZI. CHRISTIAN SCIENCE. ŚMIERĆ MATKI, KTÓRA MAJĄC NOWOTWÓR NIE ZOSTAŁA PODDANA LECZENIU. NIENAWIŚĆ DO OJCA. OPUSZCZENIE DOMU ROZINNEGO W MŁODYM WIEKU. BRAT, KTÓRY GRĄŁ NA PERKUSJI, CHOĆ TO AKURAT NIE MA ZWIAZKU, I STĄD JAMES TAK ŚWIETNIE RADZI SOBIE NA TYM INSTRUMENCIE. PRZYKŁAD - CHOĆBY W "SPASTIC CHILDREN", GDZIE HET NAPIERDZIELAŁ JAK DZIKA ŚWINIA:8. Z SEKTĄ I WIERZĄCYM W NIĄ OJCZULKIEM, VIRGILEM, ROZPRAWIŁ SIĘ OSTATECZNIE W UTWORZE "DYER'S EVE". PO LATACH JEDNAK MU WYBACZYŁ I ZDĄŻYŁ SIĘ Z NIM POJEDNAĆ TUŻ PRZED ŚMIERCIĄ. PRZEBACZENIE - TO TAKA BOSKA CECHA, O KTÓRĄ NAM LUDZIOM TAK TRUDNO TUTAJ NA ZIEMI. CIEKAWE DLACZEGO HMM...

                                                                                                                 

A James miał kumpla. Ten grał w tenisa i walił w garnki. Z tej znajomości powstała Metallica. Lars Ulrich from Gentofte to szczęśliwy gość, bez obciążeń na psychice, happy childhood i do tego jeszcze okazało się po latach, że to zagorzały fan Widzewa z lat, w których z powodzeniem wystepował tam Zbigniew Boniek. Larzz zbyt wielu Polaków nie kojarzy, ale Zibiego i Woytka Fibaka, to jak najbardziej. Z resztą mówił o tym w słynnym wywiadzie "w kiblu" pokoju hotelowego Hotelu Katowice po koncertach w Polsce 10,11 lutego 1987 roku, przeprowadzonym z resztą przez Romka Rogowieckiego (bez Brzozowicza). Ten interwju mam w moich archiwach VHS i lubię od czasu do czasu odpalić. Larsz - Kibel - Rogoviecki show!!!Dla przypomnienia setlista z tamtych kultowych już katowickich nocy, niesamowitych na pewno koncertów, z których niewiele pamiętam, tak się nastukałem hehe, a może raczej nie było mnie jeszcze na świecie:

                                                                                                  

Location:Katowice, Poland
Date:Feb 10,11 / 1987
Venue:Spodek
Map:n/a
Outlook Reminder:n/a
Other Artists: 
Setlist:Battery
Master of Puppets
For Whom the Bell Tolls
Welcome Home (Sanitarium)
Ride the Lightning
Bass Solo
Whiplash
The Thing That Should Not Be
Fade to Black
Seek & Destroy
Creeping Death
The Four Horsemen
Guitar Solo
Am I Evil?
Damage Inc.
Fight Fire With Fire
Blitzkrieg

                                                                                                   

 

A oto Lars z początków Metalliki, rok 1983, w szaliku Widzewa Łódź w towarzystwie 1/2 Kirka Hammetta.

                                                                                                               

                                                                                                                                                           

Ależ chłopaki są przystojne!!!!!!!!! Mniam mniam...

                                                                                                           

 

 


oceń
1
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

METALLICA - CHORZÓW 28.05.2008 - SETLISTA NA POCZĄTEK

czwartek, 29 maja 2008 18:11

                                                                                                           

No i po koncercie!!!!!! Było rewelacyjnie, utwory jak zaraz zobaczycie też zaskakujące i takie jak bym chciał!!!!!!!! Wkrótce napiszę parę słów o tym niesamowitym wieczorze, a na razie zestaw utworów z tej wczorajszej metalowej jazdy z trzymanką. Oczywiście na początku było intro, czyli Ecstasy of Gold:

                                                                                                                      

 

Location:
                                                                                                                
Chorzow, Poland
                                                                                                           
Date:
May 28, 2008
                                                                                                              
Venue:
Slaski Stadium
                                                                                                                                
Other Artists: MACHINE HEAD
                                                                                                                    

Setlist:

Creeping Death
For Whom The Bell Tolls
Ride The Lightning
Harvester of Sorrow
The Unforgiven
...And Justice For All
Devil's Dance
Disposable Heroes
Welcome Home (Sanitarium)
Master Of Puppets
Whiplash
Nothing Else Matters
Sad But True
One
Enter Sandman
- - - - -
Last Caress
So What
Seek and Destroy

                                                                                                                               


oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

METALLICA -TRASA 2008 I SETLISTA NA CHORZÓW

wtorek, 13 maja 2008 13:51

                                                                                                                                                                      

Już za 15 dni zagra w Chorzowie kapela, która jest dla mnie bardzo ważna, to Metallica, kiedyś Alcohollica, ale teraz Jaymz nie pijet. Jaką setlistę sobie bym wymarzył na ten środowy, majowy wieczór? Zaraz się zastanowię heęheę i napiszę tę listę tych moich, wymarzonych utworów. Już we wrześniu wychodzi nowy album. Od wczoraj aktywna jest strona www.missionmetallica.com na której można uzyskać wiele niezwykle ciekawych informacji na temat tegoż longplaya, między innymi urywki nowych utworów prosto ze studia, a także wszystko na temat ostatnich dwóch lat spędzonych w dużej mierze w studio nagraniowym. Płyta ma być, wedle zapewnień członków zespołu, powrotem do czasów Master Of Pupperts, choć wątpię, że jest możliwe w ogóle zbliżenie się do poziomu z roku 1986 przez jakikolwiek zespół, nawet przez samych Metalliguys. Dzisiaj zapisałem się na listę oczekujących na backstage pass na koncert w Chorzowie. Zdaję sobie sprawę, że szanse na kolejne spotkanie z Jamesem, Larsem, Kirkiem i Tru są znikome, ale spróbować zawsze warto przeca. Tym razem pierwsza część trasy w Europie to tylko 7 koncertów i rozpoczyna się właśnie na Śląsku 28 maja, a kończy 13 czerwca w Manchesterze. Oto szczegółowy zestaw całej trasy tegorocznej:

 

 

 5/14/2008  Los Angeles,  CAWiltern Theatre     

 

 5/16/2008  Tucson,  AZKFMA Day      
 5/28/2008  Chorzow,  PolandSlaski Stadium      
 5/30/2008  Landgraaf,  NetherlandsPinkpop Festival      
 5/31/2008  Getafe,  SpainElectric Weekend      
 6/3/2008  Prague,  Czech RepublicSlavia Stadium      
 6/5/2008  Lisbon,  PortugalRock In Rio      
 6/7/2008  Nurburgring,  GermanyRock Am Ring Festival      
 6/8/2008  Nurnberg,  GermanyRock Im Park Festival      
 6/13/2008  Manchester,  TNBonnaroo      
 7/16/2008  Bergen,  NorwayBergenhus Castle - Koengen      
 7/18/2008  St. Petersburg,  RussiaSKK Hall      
 7/20/2008  Riga,  LatviaSkonto Stadium      
 7/22/2008  Bologna,  ItalyParco Nord      
 7/23/2008  Bucharest,  RomaniaCotroceni Football Stadium      
 7/25/2008  Sofia,  BulgariaLevski Stadium      
 7/27/2008  Istanbul,  TurkeyAli Sami Yen Stadium      
 8/14/2008  Arras,  FranceGrand d'Arras      
 8/15/2008  Hasselt,  BelgiumPukkelpop Festival      
 8/17/2008  Wil/Jonschwil,  SwitzerlandDegenaupark      
 8/20/2008  Dublin,  IrelandMarlay Park      
 8/22/2008  Leeds,  United KingdomLeeds Festival      
 8/24/2008  Reading,  United KingdomReading Festival      
   

 

  

Ciekawe czy zagrają już coś z nowej płyty? Było by miło usłyszeć jakiś premierowy utwór niewątpliwie. Co ja bym widział na tym koncercie polskim??? Oto właśnie prezentuję szanownemu gremium zestaw kawałków jaki ja bym widział i chciał usłyszeć:

 
  1. Fight Fire With Fire
  2. Master of Puppets
  3. Carpe Diem, Baby
  4. Fade To Black
  5. Eye of the Beholder
  6. No Remorse
  7. Whiplash
  8. Bleeeding Me
  9. St.Anger
  10. For whom the Bell tolls
  11. Blackened
  12. One
  13. Enter Sandman
  14. Breadfan  ---
  15. Creeping Death  ---
  16. The God That Failed  ---
  17. Battery  ---
  18. Nothing Else Matters
  19. Hit the Lights
  20. NOWY UTWÓR – to na dodatkowy bis na deser
    

To tyle na dzisiaj. Fuck yeah!!!!

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

LISTA PRZEBOJÓW METALLICA-NOTOWANIE 2

poniedziałek, 31 marca 2008 13:50

                                                                                                                                                              

]:->

Metallica w mojej głowie. Koncert coraz bliżej i powoduje to powrót do słuchania płyt zespołu. Płyt studyjnych. Garage, Inc., S&M ostatnio na przykład kosztowałem sobie w zaciszu domowym, choć przy Julianku trudno mówić o spokoju, bo chłopak lata po całym mieszkaniu i wrzeszczy, gada, zrzuca wszystko, co się da i się gonić chce non stop, czyli tak zwany berek. Choć nie tylko studio, bo na wideo obejrzałem ostatnio koncert z Seoulu z 1998 roku i fajnie się oglądało to po dłuższej przerwie. A również Plovdiv Sadium z 1999. Chroniczny brak czasu na tego typu przyjemności od dnia 1 lutego 2007 jest powodem tego, iż ciężko jest coś przyswoić z koncertów Metalllikowych, których nagromadziłem całą masę przecież przez te wszystkie lata. Na jednej z kaset VHS mam taki rodzynek o nazwie Spastic Children. Dla nie wtajemniczonych powiem w skrócie, że to taki wesoły, spontaniczny projekt w którym w latach 80-tych uczestniczyli niektórzy członkowie Metalliki. James Hetfield grał tam na perkusji, Jason Newsted na gitarze, a Kirk Hammet na basie. Oprócz nich na gitarze rzępolił na przykład Jim Martin z Faith No More i jeszcze paru innych muzyków. Jakość nagrania pozostawia oj oj oj bardzo wiele do życzenia jak to się mówi, lecz nie o to tutaj chodzi przecież. Ważny jest sam obraz i klimat koncertu. Z resztą przy wszystkich bootlegach i zapisach pirackich video w stylu Cliff’em All, istotą jest wibracja serca, nie jakość zapisu. Coś czuję, że wrzucę sobie dzisiaj ten Spastic na wieczór…

Także zanim przedstawię listę przebojów chcę jeszcze zapowiedzieć, że wkrótce na tym blogu ukaże się moja wymarzona Set Lista na koncert w Chorzowie, czyli jakie utwory chciałbym usłyszeć na najbliższym show. Do Pragi, a tym bardziej do Rygi (chyba, że przedawkuję i się pożygam), się nie wybieram z braku kasy i czasu, ale głównie to pierwsze, ale na szczęście świat ostatnimi czasy się na tyle mi się przewartościował, że cieszę się tym, że Julek jest zdrowy i wesoły. Koncerty odpuszczam więc bez większego bólu świadomy sytuacji życiowej i nowych priorytetów. Choć Metalika na zawsze, tu się nic nie zmieniło!!! W końcu do The Metallica Club należę już od 12 lat, tzn. dosłownie kopę lat… MAZZ PREMIUM MEMBER CHWALIPIĘTA, czyli przyślą mi Premium Vodka 0.7l w nagrodę hehehe, ale nie jestem jakiś zbytnio wymagający, Lodowa ostatecznie też może być. Albo lody bambino de la patik!!!

 

Mój syn uwielbia, gdy gram mu Enter Sandman, na gitarze klasycznej oczywiście, bo elektryczną i jej możliwości zaprezentowałem mu po raz pierwszy dopiero wczoraj. Jeszcze się trochę boi tego nowego, przesterowanego brzmienia. Tak jak i odkurzaczyka zresztą. A Enter to bardzo mu pasuje i śmieje się, gdy słyszy jego pierwsze dźwięki. Kocha on również rytmy reggae, które wygrywam mu prawie codziennie i wtedy to dopiero jest przeszczęśliwy. Ma on także swoją ulubioną listę kawałków, teledysków właściwie, które jak słucha to po prostu zamiera w bezruchu, ewentualnie się uśmiecha słodziutko i podryguje. Niewykluczone, że wkrótce także przedstawię Wam te jego ulubione kawałki to sobie posłuchacie. A tym czasem:

 

LISTA PRZEBOJÓW METALLICA – NOTOWANIE 2

 
  1. BLEEDING ME
  2. SABRA CADABRA
  3. SWEET AMBER
  4. BREADFAN
  5. ONE
  6. LOW MAN’S LYRICS
  7. THE GOD THAT FAILED
  8. EYE OF THE BEHOLDER
  9. FADE TO BLACK
  10. DYER’S EVE
     

 


oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

LISTA PRZEBOJÓW TALLICA - NOTOWANIE 1

czwartek, 14 lutego 2008 14:04

                                                                                                                                                             

Parę lat temu na fali uwielbienia do zespołu Metallica, stworzyliśmy wraz z Anią oraz moim przyjacielem Kubą listę przebojów utworów, które w danym momencie były dla nas najfajniejsze. Polegało to na tym, iż siadaliśmy sobie wspólnie będąc gdzieś na wakacjach i spisywaliśmy nasze ulubione w danym czasie utwory. Te odrębne zapatrywania na twórczość zespołu stawały się z czasem rytuałem i chętnie podejmowaliśmy dyskusję, dlaczego akurat ten, a nie inny kawałek doprowadza nas do ekstazy. Otóż postanowiłem powrócić do tamtej tradycji i będę dzielił się moimi przeżyciami na temat tej boskiej poniekąd kapeli z Miasta Aniołów, bądź z San Frankowo i zamieszczę dzisiaj pierwsze notowanie. Jako, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy bardzo mało słuchałem muzyki w ogóle, nie mówiąc o samej Metallice, to teraz mam na to więcej czasu i przypominam sobie powoli, jak ważną częścią mojego życia jest ów zespół. Ile dał mi on siły i ileż dostarczył niezapomnianych chwil wzruszeń, w różnych okresach mojego życia, poczynając od okresu końca szkoły podstawowej, poprzez liceum, a kończąc na późniejszych czasach. Lata 1996-2007 to koncerty, które udało mi się zaliczyć, nota bene na wszystkich byłem wraz z moja Anusią i prawie na wszystkich z moim kumplem Kubusiem, świetnym poniekąd facetem. Po za tym na znakomitej większości byli z nami także Państwo Plutowie, Państwo Kiljańscy oraz kilka innych znakomitych osób, jak choćby prof.zw.dr.hab. Alexis Pogo-Pogorzelski, jeśli o kimś zapomniałem to proszę o wybaczenie. Tak dla przypomnienia:  08.09.1996 Spodek, Katowice  01.06.1999, Gwardia, Wawa (BACKSTAGE) , 19.11.1999 Berliner Symphoniker S&M, Velodrom, Berlin,  07.06.2003 Wulheide, Berlin, 17.08.2003 Ferropolis, Grafenheinichen, 31.05.2004 Stadion Śląski, Chorzów,  13.06.2004 Olympic Stadium, Monachium (BACKSTAGE), 1.07.2004 Ivan Mladek Stadium, Praga i ostatni nasz wyjazd to niesamowity i niezapomniany koncert na Download Festiwal w Dublinie 11.06.2006. Szczególny, bo z nami był już JULECZEK. Liczył jakieś 3 tygodnie, ale od razu miał sposobność posłuchać sobie dobrej muzyki i poznać, jak wygląda prawdziwy rockowy festiwal. Poleciał sobie także samolotem za free w obie strony, z czego z resztą się bardzo cieszy. Mówił mi to wczoraj na uszko. Już wiedzieliśmy z Anką, że on z nami jedzie, ale trzymaliśmy to w tajemnicy. Dowiedzieliśmy się 6 czerwca 2006, czyli na 4 dni przed wyjazdem na koncert do Irlandii. Tego dnia miałem być w Berlinie na innej sztuce Metallikowej, z której w końcu na kilka dni przed, zrezygnowałem. Coś mówiło mi, że tego dnia powinienem być z Anią… i kobieca intuicja mnie nie zawiodła.

                                                                                                                                       Zapraszam więc na listę przebojów NOTOWANIE 1                                                                                                                                     
  1. ONE
  2. CARPE DIEM, BABY
  3. NO LEAF CLOVER
  4. UNTIL IT SLEEPS
  5. FADE TO BLACK
  6. SEEK AND DESTROY
  7. MINUS HUMAN
  8. THE UNFORGIVEN
  9. THE FOUR HORSEMEN
  10. WASTING MY HATE
                                                                                                                                                                                                                                                                       

Ciekawe zestawienie, nieprawdaż??? Po tak długiej przerwie fajnie jest spojrzeć ze świeżym umysłem na całość twórczości, której w zasadzie słuchałem bez przerwy od 1989 roku do narodzin Julka… Nota bene kilka utworów z tej listy, jak na przykład „One”, nigdy nie należały dla mnie do jakiejś super mega wypasionej grupy. Może wypas tak, ale bez tego „mega”. Jednakże ostatnio odkrywam je wszystkie na nowo i okazuje się, że są to jednak wybitne utwory. „One” jest bezapelacyjnie teraz mi bliski i składam pokłon temu utworowi na wieki. Ciekawe, że na liście nie ma utworów z Master of Puppers, don't ya think so?

                                                                                                                                       

Reasumując, Metallica jest częścią mnie. Nie potrafię tego racjonalnie wyjaśnić. Tak po prostu jest i jestem z tego dumny poniekąd. Choć jeszcze bardziej dumny jestem z mojego synka, który jest i będzie zawsze już na pierwszym miejscu w każdej klasyfikacji.

                                                                                                                              

9 KONCERTÓW ZALICZONYCH. PRZED NAMI JUBILEUSZOWE 10 – TE JUŻ SHOW, KTÓRE ODBĘDZIE SIE 28 MAJA 2008 ROKU NA STADIONIE ŚLASKIM W CHORZOWIE. ACH JAKI TO BĘDZIE PIĘKNY DZIEŃ… A 27 MAJA SĄ JULKA PIERWSZE, A WŁAŚCIWIE TO JUŻ DRUGIE IMIENINY, TAK WIEC 2 DNI POD RZĄD BĘDZIEMY Z ANIĄ ŚWIĘTOWALI…

                                                                                                                                  

Pozdróweczka, Metallicats!!!!! Aby do wiosny.  JULIO FREEK MAZZ

                                                                                                                          

       

 


oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

METALLICA - ...AND JUSTICE FOR ALL

wtorek, 03 lipca 2007 14:50

                                                                                                                          

 

Suche fakty są takie, iż nie pojedziemy w tym roku na koncerty do Europy, choć zwykle gdzieś się wyskoczyło , to tu to tam. Ostatni nasz wyjazd to w zeszłym roku DUBLIN 11.06.2006. Co ciekawe Julek też tam był tylko, ze miał kilka milimetrów i nie wiadomo czy coś z tego wychwycił. Był to festiwal DOWNLOAD ( kiedyś nazywał się Monsters of Rock ) i Metallica dała niezły popis, jak to zwykLe zresztą. Stałem przez większość koncertu jakieś 5 metrów od sceny i widziałem wszystko jak na dłoni. THE GOD THAT FAILED oraz odegrany w całości album MASTER OF PUPPETS powaliły na kolana. Z zespołem się tym razem nie spotkałem - nie miałem szczęścia w losowaniu "Backstage Pass"ów, ale super było się tam znaleźć. O pozostałych koncertach możecie poczytać na www.beholderpoland.prv.pl w dziale ARCHIWUM. Hmm ta krótka traska po naszym kontynencie zapowiada się naprawdę interesująco. Drugi raz w historii Tallica zagra w Moskwie i zapewne ludzie tam już zacierają ręce w związku z tak niebywała okazją obejrzenia na żywo kapeli wszechczasów. Na otwierającym trasę koncercie w Lizbonie gwoździem programu okazał się utwór, który nie był grany od 1989 roku. W tamtym czasie chłopcy postanowili także, że ...już nigdy nie wykonają go na żywo - poprostu im się przejadł i fakt przez długie lata nie był grany. A tu proszę - niespodzianka. Utwór można zobaczyć na stronie www.metontour.com , ale tylko jeśli jest się członkiem METCLUBU, lub jeżeli zna się kogoś, kto udostępni hasło. Ja się wzruszyłem po odsłuchaniu tego materiału - zacząłem troszkę żałować, że podjąłem decyzję o pozostaniu w domu. Ale Lucas de Pluto jest człowiekiem, który zda mi na pewno relacje z tego wydarzenia, gdyż wybiera się do Wiednia, WIĘC przeboleję i w przyszłym roku się wybierzemy, bo na pewno będzie trasa po wydaniu nowej płyty. NEXT YEAR WE'LL KICK SOME ASS!!!. 

Dzień przed Lizboną Metallica miała sfilmowaną próbe generalną przed trasą po Europie i na metontour też można zobaczyć Unforgiven / Disposable Heroes zajawkas.

                                                                                                                               

 

A oto setlista z koncertu w LIZBONIE - rozpoczęcie trasy:

                                                                                                                      

Location:
Lisbon, Portugal
Date:
Jun 28, 2007
Venue:
Super Bock Super Rock
  
Setlist:

Creeping Death
For Whom The Bell Tolls
Ride The Lightning
Disposable Heroes
The Unforgiven
...And Justice For All -  GWÓŹDŹ!!!
The Memory Remains
The Four Horsemen
Orion
Fade To Black
Master of Puppets
Battery
- - - -
Sad But True
Nothing Else Matters
One
Enter Sandman
- - - -
Am I Evil?
Seek and Destroy

 

                                                                                                  

dZISIAJ CHŁOPAKI GRAJĄ W ATENACH - ZOBACZYMY CZY NAS CZYMŚ ZASKOCZĄ ...

                                                                                                 

 

                                            

                                                                                                     

 

                                                                                                                               

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

METALLICA W TRASIE - SICK OF THE STUDIO TOUR 2007

poniedziałek, 02 lipca 2007 10:34
6/27/2007Lisbon, PortugalRehearsals
6/28/2007Lisbon, PortugalSuper Bock Super Rock
6/29/2007Bilbao, SpainBilbao BBK Live Festival
7/1/2007Werchter, BelgiumRock Werchter Festival
7/3/2007Athens, GreeceRockwave Festival
7/5/2007Vienna, AustriaRotundenplatz
7/7/2007London, United KingdomLive Earth
7/8/2007London, United KingdomWembley Stadium
7/10/2007Oslo, NorwayValle Hovin Stadion
7/12/2007Stockholm, SwedenStadion
7/13/2007Aarhus, DenmarkVestereng
7/15/2007Helsinki, FinlandOlympic Stadium
7/18/2007Moscow, RussiaLuzhniki Stadium

oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

LARS ULRICH - GARNCARZ Z DANMARKU

wtorek, 26 grudnia 2006 19:30

43 lata temu 26 grudnia 1963 roku urodził się Lars, Lars Ulrich. Chłopak, o którym co nieco przeczytaliście już w alternatywnej histori zespołu o wiadomej nazwie Metallica (PATRZ KATEGORIA "ABSURD" NA TYM BLOGU). Latka lecą i Lars mając 43 lata nie może już imprezowac tak jak dawniej. Przykładem jest krótka przerwa na trasie w roku 2004, gdy podczas europejskiej części turnee został na krótki czas hospitalizowany. Podczas festivalu Download w Donnington Park pod Londynem zastąpił go m.in. niejaki Joey Jordison - perkusista z grupy Slipknot. W ogóle to częsty przypadek w tym zespole. W latach osiemdziesiątych kolega James Hetfield wielokrotnie łamamł sobie nadgarstki podczas wygłupów na deskorolce. Zapomniał, że nie nalezy uprawiać spotrów ekstremalnych bedąc na tzw. "cyku". Potem w Montrealu w 1992 roku również przysnął podczas atrakcji pirotechnicznych na Fade to Black i przypaliło mu rękę niestety. Za każdym razem dobrą zmianę dawał były techniczny Kirka Hammetta, potem lider kapeli Metal Church - John Marshall. Takich przykładów jest cała masa. Jason Newsted - wieloletni basista - będąc z żoną na imprezie sylwestrowej w Los Angeles w 1995 roku postanowił urozmaicić nieco układ taneczny. Podczas tanga argentyńskiego wykonał niespodziewanie tzw. podwójnego rotrisbergera. Niestety nie utrzymał równowagi i wpadł dupą w tort, którego nikt już nie chciał potem zjeść. Jednak wracając do szanownego jubilata, przyznam, iż jest to straszliwy kurdupel. Za perkusją wygląda znacznie okazalej. Niesamowitym jest skąd takie nie przymierzając "chuchro" ma tyle siły, by z takim impetem uderzać w naciągi własnego zestawu perkusyjnego firmy TAMA. Tama jest to skrót od dwojga ludzi, których Lars zawsze bardzo kochał i do których był zawsze bardzo przyzwiązany. TA(ta)MA(ma).  Lars jest światłym człowiekiem i nie ogranicza się tylko i wyłącznie do muzyki. Ma on szerokie zainteresowania. Ostatnio na przykład postanowił polecieć na księżyc własną rakietą do tenisa. Twierdzi, że jak ktoś naprawdę czegoś chce to to osiągnie bez względu na okolicznośći. Wiara czyni cuda. Do czego w imieniu Larsa i własnym pragnę wszystkich serdecznie zachęcić!!!!!!!!!!!!!!!!! To tzw. zasada przychylnośći, o której można przeczytać na przykład w książce pt.Alchemik autorstwa Paolo Coelho. Ale o tym w następnym odcinku!!!!!!!!

                                                                                                       

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO MR.LARS ULRICH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

IRON 'TALLICA czyli Metallica gra Iron Maiden!!!

niedziela, 10 grudnia 2006 9:57

 

Uwielbiam czasy trasy Damaged Justice World Tour'89. Chłopaki byli pełni niesamowitej energii, którą było widac i słychac w kazdym dźwięku i ruchu scenicznym. Wtedy grali sporo ciekawych motywów zaczerpnietych z innych wykonawców. M. in. własnie kawałek "Prowler" Iron Maiden, który zawsze bardzo mi się podobał. W wersji Metalliki jest naprawdę fajny. Była to również pierwsza trasa z nowym basistą Jasonem Newstedem, który dołączył do zespołu po tragicznej śmierci Cliffa Burtona. Niniejszym zapraszam do degustacji tej wspaniałej potrawy. Jakość taka sobie, ale cóż wymagać od bootlegu. Kurcze właśnie sobie przypomniałem, że trza odnowić sobie członkowstwo w Metclubie, pewnie dzisiaj to zrobię. Zastanawiam się czy jeszcze kiedyś spotkam się z nimi przed jakimś koncertem na przykład za 12 lat w Katowicach? Wtedy pewnie pojedziemy całą rodziną popatrzeć na emerytowanych metalowców. No właśnie a propos emerytowany. Ciekawe czy James ma trzeci filar w Pocztylionie czy w AIG? Będę musiał go spytać...  Lecimy z koksem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Metallica_-_Prowler__Live_Iron_Maiden_Cover_.mp3


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Metallica po raz pierwszy

wtorek, 05 grudnia 2006 19:23
Pierwszym utworem Metalliki jaki usłyszałem w zyciu było Hit The Lights. Do dzisiaj lubię to tempo i moc pierwszego albumu (Kill'em All z 1983 roku). Jak to powiedział mók kumpel z fan clubu Metalliki Hell Riders from Poland - PREZES "Perkusja mnie zabiła". A w zasadzie to bardziej gitary, gdyż zawsze odkąd pamiętam interesowała mnie właśnie gitara. Jak miałem 9-10 lat byłem wraz z moim kumplem Kunikiem u takiego człowieka, który był profesjonalnym muzykiem i był plan, abym zaczął się u niego uczyć grac. Ale jakos wtedy nie wyszło. Przesunęło się o parę ładnych lat. Wracając go Metallicy teraz należę od paru wiosen do www.metclub.com , który to jest oficjalnym fanclubem tego zespołu. Dzięki temu spotkałem się z jego członkami, czego nigdy nie zapomnę. Jesli też kochasz to zjawisko jakim niewątpliwie jest dla mnie Metallica płac kasę i ciesz się ze spotkania z Jamesem lub Larsem, co jest wspaniałym przeżyciem believe me. Adres strony naszego polskiego fanclubu działającego (to może za dużo powiedziane, ale istniejącego od kilku lat) to www.beholderpoland.prv.pl. Tam zapraszam na moje sprawozdania z koncertu w Grafencheinichen'03 oraz ze spotkania w Planet Music'98 w Warszawie. Przeżyjmy to jeszcze raz!!!
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  679 325  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

GODAR - kapela kolegi

METALLICA LIVE

SWIFT

O moim bloogu

KONTAKT: velkrav@gmail.com

Statystyki

Odwiedziny: 679325
Wpisy
  • liczba: 238
  • komentarze: 17068
Galerie
  • liczba zdjęć: 33
  • komentarze: 3
Bloog istnieje od: 3943 dni

Więcej w serwisach WP

Komediowo.pl

Pytamy.pl